Czerwona stodoła.

Boję się urzędów, okrucieństwa, głupoty i wichru. Wicher doszedł niedawno, odkąd mam chatkę na kurzej stopce w siedmiomilowym lesie. Skrzypiące sosny i jęczące krokwie budzą mnie w środku nocy jak dzwon na trwogę. Kiedyś, dawno temu pośród blokowiska miałam sen o domu, z którego nagle wichura zdjęła dach. Została podłoga, na niej dwa fotele. Podłogowa tratwa ruszyła z miejsca i zatrzymała się dopiero pod innym dachem ze ścianami. Wpasowała się w nie jak w kartonowe pudło i powstał nowy dom ze starą podłogą. Fotele nawet nie drgnęły. Wkrótce z całą rodziną przeprowadziliśmy się do zabytkowej karczmy na krańcach zachodnich. Po dziesięciu latach znowu zawiało i znalazłam się zupełnie sama, 500 km dalej, w siedmiomilowym lesie. Nie mam ochoty stąd wyjeżdżać, dlatego dzisiaj w nocy, kiedy gałęzie połamane wiatrem uderzały o dach stodoły, trzęsłam się ze strachu i zakrywałam głowę poduszką. Zasnęłam dopiero, kiedy wstał świt. Nic mi się nie przyśniło, nie wiem, czy to dobrze.

Ilustracja – Tomek Bukowski – Czerwona Stodoła.

Leave a Comment


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.