Dojrzewanie do upadku.

Wszystko jest połączone, przynajmniej w mojej głowie tak to działa.

Trwa rebelia przeciwko patoschroniskom. Społeczeństwo ma dosyć mordowni, w których psy znikają masowo w tajemniczych okolicznościach, a te, które nie są uśmiercane – żyją w potwornych warunkach. Bite, nieleczone, głodzone ofiary hyclowskiego biznesu ujrzały nareszcie światło dzienne i trafiły do mediów, telefonów i portali społecznościowych. Informacja poszła w eter. Oto nasz dwudziesty pierwszy wiek – z jednej strony walka o prawa zwierząt nie mająca sobie równych w historii cywilizacji a z drugiej – gigantyczny hyclowski system bogacenia się na okrucieństwie. (Nie mówiąc już o masowej produkcji mięsnej, gdzie zwierzęta są traktowane w sposób skrajnie konsumpcyjny).  Bilans? Taki sam jak we wszystkich innych dziedzinach – próba naprawiania świata jest proporcjonalna do rozmiarów jego zepsucia. A teraz serial, który obejrzałam nieprzypadkowo pomiędzy jednym a drugim postem o kontroli schronisk i upadku hyclowskiej ośmiornicy w kraju nad Wisłą. Serial się nazywa „Dojrzewanie”. Wszyscy już o nim pisali, więc i ja napiszę.

Trzynastolatek zaszczuty przez społeczność zdehumanizowanej szkoły morduje swoją koleżankę w napadzie frustracji, która swoje apogeum osiąga, kiedy ona odmawia pójścia z nim na jarmark. W odpowiedzi na afront daje upust swojemu rozczarowaniu i dziurawi ją nożem pożyczonym od kolegi w biały dzień na monitorowanym parkingu. Najwyraźniej nie ma świadomości popełnionego przestępstwa, bo jest zdumiony i sparaliżowany nagłym aresztowaniem i wkroczeniem do domu uzbrojonych policjantów, którzy go rano wyciągają z łóżka, demolują pokój i powalają na ziemię przerażonych rodziców. Jakby nie rozumiał, czym jest śmierć i zabójstwo. Unicestwienie koleżanki postrzega w kategoriach gry komputerowej, gdzie eliminacja przeciwnika jest warunkiem przejścia do wyższego etapu. Nie dociera do niego fakt, że kogoś pozbawił życia.

Przesłanie tej historii jest klarowne – oto dożyliśmy straszliwych czasów, gdzie opętane przez ekranową rzeczywistość, nieznające normalnych relacji dzieci zaczynają się zachowywać jak nieczułe roboty.  Nie do końca się z tym zgadzam.  Ludzie są od wieków tacy sami – sfrustrowani i pełni agresji, jakie stwarza każdy bez wyjątku model społecznych zależności. Czyli silni dręczą słabszych od siebie, dręczeni odgrywają się na jeszcze słabszych albo wybuchają niekontrolowanym gniewem a wszystko to na skutek braku miłości i akceptacji w dzieciństwie. I tak z pokolenia na pokolenie. Tylko dzisiaj nic się nie odbywa w ukryciu, od narodzin po śmierć jesteśmy nagrywani, a nagrania są puszczone w obieg.

Monitoring obejmuje większą część aglomeracji, w telefonach jest kopalnia dowodów, o przestępstwie wie od razu cały świat, filmiki z zabójstwami krążą po necie, każdy to sobie odpala na przykład w drodze do pracy albo w przerwie na lunch, dzieci oglądają pod ławką w czasie nudnej lekcji. Potem następuje wirtualny pręgierz , który ma dużo więcej obserwatorów niż się dawniej mogło zgromadzić na placu, ale są oni równie nieempatyczni jak w czasach, kiedy takie rzeczy oglądano na żywo. Sprawca nie tkwi zakuty w dyby, nie siedzi o chlebie i wodzie w celi bez okien, tylko zajmuje się nim psycholog, żeby zrozumieć i odkryć motywy.  Ma to jednak swoją cenę – kiedyś bez kamer i smartfonów zbrodnia mogłaby pozostać niewykryta, a bez psychologa nie zostałyby wykryte motywy. Gilty albo not gilty, krótka piłka. Jeśli się udało cokolwiek wykryć i złapać złodzieja za rękę to mu się tę rękę ucinało za karę. I co, wszyscy byli dzięki temu zdrowsi psychicznie? Wyższy mieli poziom szczęśliwości? No nie wiem.

Różnica jest taka, że dzisiejszy świat jest, mam wrażenie – wywlekany na lewą stronę. Wszyscy wszystko mogą zaraz wiedzieć, dostępność informacji jest absolutna.  Zwiększył się nacisk na badanie ludzkiej psychiki, ale w ramach równowagi w przyrodzie – zwiększyły się też możliwości i metody dręczenia. Przemoc i hejt w szkołach istniały od zawsze a szkoły, jak sama nazwa wskazuje, to od zarania dziejów placówki wrogie i dewastujące młodych ludzi. W domach też nie jest lekko. Tak zwane wychowanie to ciosanie charakteru, łamanie psychiki i ograniczanie wolności. Wszyscy są ofiarami tych praktyk niezależnie od pozycji, nazwiska i znaczenia rodziny. Królewskie dzieci obrywały tak samo, jak dzieci z najniższych warstw społecznych, kto wie czy nie gorzej. Inaczej było dręczone nasze pokolenie, inaczej my dręczyliśmy nasze dzieci, a one, poschizowane, biegające na terapię – wyprodukują potomstwo adekwatne do swojego przewrażliwienia. Nieodporne na przeciwności losu i oczekujące bezgranicznej akceptacji. Też źle. Nie ma recepty doskonałej i moim zdaniem nie będzie, to element gry zwanej wędrówką duszy. Frustracja dobrze się miała w każdych czasach, bo jesteśmy zazdrośni, zakompleksieni, żądni władzy i sukcesu, chętni do demonstracji przewagi, mocni w gębie i w grupie, podzieleni na wpływowych i zaszczutych, wymierzamy innym sprawiedliwość na własnych warunkach. Jaskiniowcy tacy byli i my tacy jesteśmy. To, co się zmieniło, to prawa człowieka, prawa dziecka, głębsza analiza ludzkiej psychiki, rozpatrywanie winy i kary nie tylko w kontekście łamania zakazów. No, ale za to cała reszta, czyli to, co się nie zmieniło – podlega zwielokrotnieniu dzięki możliwości rozpowszechniania. Proporcje się zachowały.

Więc dla mnie ten serial nie był odkrywczy w tym sensie, w jakim chcieliby go widzieć twórcy.  Bo to, że żyjemy w epoce naznaczonej brakiem prawdziwych relacji, to nie jest nic nowego. Mimo wszystkich cywilizacyjnych osiągnięć oraz oszałamiających postępów psychologii nadal nie rozwiązaliśmy problemu traumy pokoleniowej, bo ona jest na stałe wpisana w kondycję ludzką.

Ale nigdy wcześniej nie było możliwe, żeby każdy człowiek na tym globie mieścił w swoim telefonie CAŁE zło. Straszna ilość zła (zmieszana z dobrem, ale to nic nie zmienia) – dopada nas na bieżąco i z detalami w postaci obrazów, opisów i filmów.  Łatwiej jest się rozeznać i ogarnąć problemy w jakimś swoim, wydzielonym środowisku. Dzisiaj jest nim cała ludzkość. Każdy może teraz wiedzieć WSZYSTKO o WSZYSTKICH. Informacje negatywne są codzienną pożywką naszych umysłów z natury nastawionych na problemy. Jesteśmy tym straszliwie przytłoczeni. I cała terapia na nic.

Jeśli z tym zestawić fakt, że rzeczywistość jest kwantowa i tworzy ją tak zwana zbiorowa świadomość – to mamy do czynienia z systemem samojebiącym, który nas wchłonie. Jak tego stwora z „Żółtej Łodzi Podwodnej” co zjadał własny ogon po kawałku, aż do samej głowy. Coraz bardziej przerażeni rzeczywistością wygenerujemy koniec świata.

Jedynym wyjściem jest wiara w moc kryzysu. Wszystko musi ostatecznie upaść, żeby powstać, tylko w taki sposób zamknie się koło historii. To dotyczy każdego z osobna i wszystkich naraz, bo zasięg jest zwielokrotniony. Spustoszenie umysłów ma dzisiaj skalę globalną. Odrodzenie, jakie po nim nastąpi rysuje się obiecująco. Nowa Ziemia za progiem!

A wracając do psów, może ocaleją jako pierwsze z holokaustu naszych braci mniejszych, staną się nową grupą posiadającą prawa, jak kobiety i dzieci po wiekach poniżenia. Polskie psy będą żyły na europejskim poziomie. Bo skala potworności, jaka dotyczy zwierząt hodowlanych jeszcze do nas nie dotarła w takim natężeniu, żeby miliony ludzi z tego powodu nie mogły zasnąć. Na dzień sądu przyjdzie jeszcze trochę poczekać.