Palec na przycisku

Ciekawe jest owo „kontrolowanie umysłu” zalecane przez całą armię specjalistów od medytacji. Albowiem mózg, kiedy zwrócisz na niego baczną uwagę – zamiera. Przerywa pracę. Zapytaj siebie – o czym teraz myślisz (jak facebook, który chce cię zmotywować do posta) – a znajdziesz pustkę. Istna zabawa w ciuciubabkę. Podchodzisz bliżej i wszystko znika. Odwracasz się i już harcują jakieś przypomnienia, listy obowiązków, planowane zemsty albo podziękowania, sytuacje wymagające komentarza, nierozwiązane problemy, pytania domagające się odpowiedzi. Diody migają jak lampki na choince. Stop! O czym myślisz? Ależ o niczym! Jak pragnę zdrowia – o niczym! Nie myślę, kiedy myślę, o czym myślę.

Mózg przyłapany na gorącym uczynku przypomina złodzieja grasującego w poczuciu bycia niezauważonym. Bo też jest złodziejem, największym, jakiego ziemia wydała – złodziejem czasu, wolności i wiary.

Myśli się mnożą i zajmują naszą uwagę w sposób najbardziej agresywny i powierzchowny – jako całe zdania. Głębszą warstwę stanowią obrazy a najgłębszą – intuicja. Ale coś sprawia, że ów tryb najbardziej powierzchowny – myślenie słowami – dominuje nad całą resztą i życie sprowadza nas do roli odtwarzaczy materialnej rzeczywistości. Jeśli nawet ją kreujemy – to z automatu…

Mówi się, że mózg pracuje jak komputer. Ale komputer można zamknąć przyciskając palcem wyłącznik. Z mózgiem tak łatwo nie idzie. Puścisz palec i już leżysz pod stosem spraw do załatwienia i co na obiad, albo która godzina. Wciskasz więc z powrotem z poczuciem daremności tych wszystkich manewrów, bo nie da się funkcjonować z palcem na wyłączniku. Taka to kontrola.

Podejrzewam, że śmierć mózgu, zwana dalej śmiercią – musi być nieprawdopodobną ulgą. Ten cholerny wyłącznik nareszcie zacznie działać jak należy.

Leave a Comment


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.