Na co liczymy, czyli mądrość serca.

Moja pierwsza wychowawczyni, nauczycielka polskiego – pani Mysińska wyglądała jak żywcem wyjęta z elementarza. Szczupła, skromnie ubrana, uczesana w koczek, łagodnie uśmiechnięta, wysoka, z cierpliwością wypisaną na twarzy. Miała melodyjny głos i każdy marzył, żeby być jej ulubionym uczniem, a ona nikogo takim nie uczyniła, bo na tym polega sprawiedliwość. Pani Mysińska jeździła z nami na łyżwy i na wycieczki po Krakowie, wpisywała się dziewczynkom do pamiętników a na lekcjach polskiego rozkręciła cały teatr. Przygotowywaliśmy inscenizacje lektur z dekoracjami i podziałem na role, dzięki czemu udało jej się zaszczepić w naszych umysłach atrakcyjność literatury, dokonała więc niemożliwego biorąc pod uwagę dewastujący czynnik, jakim jest każda bez wyjątku szkoła i obowiązkowe czytanie.

Podczas spotkania klasy po czterdziestu latach pojawiła się jako urocza staruszka, pamiętała nas wszystkich lepiej, niż my sami pamiętaliśmy siebie, a mnie przypomniała wiele mówiący epizod z pluszowym misiem, którego, w ramach jakiegoś opisu przedmiotu czy zwierzęcia – przypięła do tablicy pinezkami. Miś przybity za uszy wzbudził mój gorący protest. Wstałam i wyraziłam oburzenie, jak można w ten sposób traktować niewinne zwierzątko! Żadne argumenty z pluszowym pochodzeniem mnie nie przekonały, pani niezwłocznie uwolniła biedaka i posadziła na stole.

Oczywiście wiedziałam, że miś jest pluszowy. Niemniej moja wyobraźnia poszybowała i serce uwięzło w gardle na myśl o prawdziwym, żywym stworzeniu.

W czwartej lub piątej klasie pani Mysińska zrobiła coś, co mnie na zawsze ugodziło jak, nie przymierzając nieszczęsny oścień świętego Piotra. Przeczytała mianowicie wstrząsający tekst Kotarbińskiego traktujący o cierpieniach zwierząt. Nie pamiętam nic, prócz bólu, który mnie przeszył i który się we mnie tłucze do dziś. Ten ból mnie przywiódł do założenia fundacji i ratowania psów, ale nie został uśmierzony, przeciwnie, narastał.

Czytając u Junga o zbiorowej podświadomości mam mętlik. Chcąc zmienić świat należy zmienić go w swojej głowie, przestawić myśli z okrutnych na przyjemne. Myśląc bezustannie o skrzywdzonych stworzeniach zaczynamy je wszędzie dostrzegać. Stajemy wobec koszmaru, którego nie jesteśmy w stanie powstrzymać. Gdzie ja to słyszałam, że początkiem psychicznego załamania Nietzschego był epizod z ratowaniem konia, którego woźnica okładał batem… pewien rodzaj wrażliwości zabija, w przeciwieństwie do jej braku. Ludzie gruboskórni są lepiej przystosowani do życia. Mimo to nie zgadzam się z tezą, jakoby brak wrażliwości i związana z tym optymistyczna podświadomość były sposobem na zmniejszenie cierpień braci mniejszych.

Tymczasem jednak dziesięć lat lat z fundacją, zamiast mój świat uczynić lepszym sprawiło, że obudziłam się w piekle. To piekło mnie dopadło także w sieci. Kiedy otwierałam kompa ze wszystkich stron słyszałam skargę dręczonych, głodzonych, katowanych stworzeń. Internet mnie rozszyfrował i zasypał dawką potworności, których ma w zanadrzu nieskończoną ilość.

I tutaj przesadził. Postanowiłam się bronić, nie przed okrucieństwem, tylko przed informacją. Ratowanie świata to nie jest coś, czego można dokonać na zasadzie odwracania żuczków. Człowiek niewiele może gołymi rękami. Nie znaczy to, że ma pozostać obojętny. Jednakże musi pozostać świadomy. Świadomy swojej niefizycznej mocy i fizycznych ograniczeń. Człowiek może swoim umysłem władać w takim sensie, że tworzy w nim model świata, który się w rezultacie manifestuje jako własny. Pozwalając sobie na niekontrolowany napływ informacji negatywnych umieszczamy się niepostrzeżenie w rzeczywistości adekwatnej do pobranych plików, bo przecież to informacja się materializuje a nie odwrotnie.

Kiedy nauczycielka polskiego pani Mysińska skończyła czytać, widząc nasze przerażone miny dodała coś w stylu – nie wiedzieliście tego wszystkiego, ale teraz już wiecie. Wtedy pomyślałam, że wcale nie chcę wiedzieć WSZYSTKIEGO. Po Karusku i innych okropnościach, które musiałam jeszcze połknąć w ramach programu nauczania – unikałam jak ognia książek, filmów, opowieści, towarzystwa a nawet miejsc, gdzie mogłabym się dowiedzieć WSZYSTKIEGO o tym, co mi otwierało ranę zadaną w piątej klasie przez Kotarbińskiego.

Ratując psy skupiałam się na tym, co mogę zrobić, a nie na tym, co jest poza zasięgiem moich możliwości. Ucinałam rozmowy na temat tego kto, gdzie, co widział i jakie to straszne, a ludziom często się wydawało, że tego oczekuję, że z takim przekazem zyskają w moich oczach. Spaliłam w piecu niejedną książkę podarowaną mi w dobrej wierze.  Ale to był najmniejszy problem. Świat materialny to obecnie niewielka cząstka świata, w którym nasz umysł funkcjonuje. Większość płynących do niego sygnałów jest przetworzona i pochodzi z sieci. Nie tylko o cierpieniu zwierząt. Także o wojnie, patologii społecznej, złych politykach, oszustwach, pożarach, zabójstwach, reżimach. KAŻDA reakcja jest zanotowana – nieważne, czy chcieliśmy coś poprzeć czy przeciw temu zaprotestować. Kliknąłeś katastrofę – proszę – mamy tego więcej. Będziesz wiedział WSZYSTKO. Owo WSZYSTKO obejmuje przekazy zarówno PRAWDZIWE, jak i NIEPRAWDZIWE. Dzisiejsze możliwości spreparowania filmu lub posta są takie, że różnica pomiędzy newsem a fake newsem jest trudna do zauważenia.

Umysł człowieka wrażliwego jest pod obstrzałem. Nie ma czasu na roztrząsanie źródeł informacji. Dowody są niepotwierdzone, ale wydają się niepodważalne. Za każdym stoi algorytm, słupki oglądalności, dochody z reklam. Racja jest zawsze po stronie pieniądza, a narzędzie jego pomnażania stanowią emocje. Cyfrowy Bóg wychwycił twoje słabości i uruchamia całą machinę ofert. Czy ktoś zauważył, że facebook to już nie jest – jak kiedyś – portal społecznościowy, tylko polityczne i biznesowe narzędzie reklamy? Już nie widzisz, co znajomi zjedli na obiad, może i niezbyt interesujące były to relacje, ale intymne, towarzyskie. Twoi znajomi już nikogo nie obchodzą ani ty nie obchodzisz nikogo – jesteś tylko potencjalnym klikaczem na użytek politycznych partii i wielkich koncernów. Napędzaczem popularności pomysłowych witryn, w najlepszym razie kulturalnych, ale zazwyczaj nie bardzo, a nawet jeśli, to obliczonych na zyski. Jesteś tu po to, by udostępniać. Raporty w rodzaju – twoja znajoma Monika Mabzika obserwuje ten portal – nie skłaniają cię, by sprawdzić co u Moniki, tylko żeby nie być gorszym i też obserwować. Dobre wychowanie, życzliwość wobec ludzi, zwykła przyzwoitość, odruch empatii – tu cię mamy. Lajkujesz, bo czujesz, że należy coś pochwalić, coś wesprzeć, opowiedzieć się po właściwej stronie. Ale która strona jest właściwa? To oczywiste! Ta, którą lajkujesz. Masło jest maślane. Zieleń zielona. Kiedyś Franek zapytał mnie – mamo – dlaczego trawa jest zielona? Bo zawiera chlorofil – odpowiedziałam. Wiem co to chlorofil, ale DLACZEGO ONA W OGÓLE JEST ZIELONA?

Nie wierzcie, nie wierzcie – śpiewał Okudżawa. Zaczynam rozumieć świętego Tomasza. Ci, którzy nie dotknęli a uwierzyli stanowią obecnie większość populacji. Wcale mnie to nie cieszy. Świat rzeczywisty, tę niewielką część świata wpadającego nam do głowy – należy objąć ochroną. Zmysł dotyku i węchu uczynić decyzyjnym w kwestii poznania. A przede wszystkim pielęgnować tak zwane bezpośrednie relacje. Z drugim człowiekiem, z ptakiem, krową, lasem, bławatkiem, zaspą, kałużą, myszą i pająkiem. Własne zdanie tego wymaga. Oczekuje tego i pragnie. Oko w oko z różą. Twarzą w twarz z sołtysem, piekarzem, ciocią Ziutą. Nos w nos z psem albo kotem. Nie dzieli nas nic.

Bezcenne.

Dlatego politycy jeżdżą się spotkać. Sędziowie wydają wyroki żywym oskarżonym. Teleporady są tańsze niż wizyty w gabinecie. Koncerty droższe niż nagrania. Teatry niż kino. Ludzkość rozpaczliwie się dobija do rezerwatu rzeczywistości. Podświadomie czujemy, że tam się przechowuje prawdę w czystej postaci. Nieprzetworzoną. Gorzką, słodką, kwaśną, okrutną, wzniosłą, płynną, pachnącą, odrażającą, jedyną, wieczną, prawdę chwili, prawdę spojrzenia, prawdę ciała. Tam można się potknąć albo zająknąć. Stracić wątek albo poczuć wiatr w żagle. W oczach może zapłonąć ogień, twarz poszarzeć, krew odpłynąć. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do takiej dawki wrażeń. Do osądzania żywego skazańca. Pola bitew w grach komputerowych nie spływają krwią. Szambo wylewane na bliźnich nie śmierdzi. Sprawia tylko, że narasta w nas sprzeciw, zbiera się burza.

Bariera oddzielająca od zmysłowego postrzegania jest jak narkotyk. Anonimowość zachęca do bezkarności w osądach, tempo nie sprzyja rozumieniu. Umysł ma mniej problemu z oceną niż z pojmowaniem. Siedzimy w swoich bunkrach i jesteśmy nie do ruszenia, chociaż WIEMY WSZYSTKO. Świat to porażka. Ludzie to idioci. Zwierzęta to ofiary. Wszystko się wali. Nadchodzi wojna, susza, śmierć ziemii. Bezpiecznie jest tylko przed ekranem.

Wydaje się niemożliwy powrót do bezpośrednich relacji z bliźnimi, do tej „twarzy innego” naprzeciwko. Dlaczego? Bo ekranowa rzeczywistość nie potrzebuje korekty. Na tym polega jej siła. Zostaliśmy już zaprogramowani i ukształtowani, nie ma nas dla nikogo. W tym także dla siebie.

Zyski, które są motorem przetwarzania informacji atakują umysł, a umysł mamy po to, żeby rozwiązywał problemy. Umysł nie chce być bezużyteczny. Umysł pragnie wojny, dusza miłości. Informacja trafia do umysłu, nabija go i pompuje, usuwając w cień potrzeby ducha. Panuje nieopisany hałas, który nagle jest stanem normalnym. Parafrazując świętego Augustyna chciałoby się rzec – uważajcie! Informacja zabija!  Cisza ożywia. Większość ludzi widzi to dokładnie odwrotnie – nie są w stanie wytrwać w ciszy, chcą pozostać w strumieniu przekazów, właśnie wtedy czują, że żyją… Niewątpliwie patrząc w ekran gromadzą energię, jest to jednak energia do walki, energia do wojny, do konfrontacji z jakimś wrogiem – stworzonym przez system. Dusza nie ma wrogów, umysł ma ich całe armie, całe narody, rasy, frakcje, plemiona. Nawet nie wiemy, jak bardzo jesteśmy gotowi do ataku.

Ratowanie świata z poziomu umysłu tworzy taką właśnie gotowość. Kto nie ratuje jest wrogiem. Także wtedy, kiedy robi to po swojemu, inaczej, nie daj boże nieudolnie– jest wrogiem tym bardziej! Nie ma półcieni, nie ma odstępstw, nie ma granicy błędu, miejsca na pobłażliwość, na wybaczanie. A dookoła coraz więcej cierpienia, coraz większe rozpętuje się piekło.

Wbrew temu, co można sądzić – nie uważam, że wirtualna rzeczywistość to znak końca czasów, że internet nas ostatecznie zniszczy a sztuczna inteligencja pożre z butami. Przeciwnie, widzę w tym odwieczny ludzki problem z majstrowaniem przy tak zwanym dziele bożym. Jako jedyny gatunek wymyślamy narzędzia, by się za ich pomocą wyrażać. Przetwórstwo jest miarą naszego intelektu, ale też w pewnym sensie zgubą, odłączeniem od natury. Odkrywamy lekarstwa, więc chorujemy. Chorują nasze udomowione zwierzęta, choruje nawet powietrze niszczone przez chemię. Tworzymy ludzką mowę, pismo, kliszę, taśmę dźwiękową, telefony, cyfrowy świat, media, internet, sztuczną inteligencję, ale postęp jest równie złudny jak czas liniowy. Dotyczy wyłącznie technologii, nasze dusze są zanurzone w wieczności. W nieskończoności kosmicznego potencjału. Przytłoczeni skutecznością narzędzi tracimy porozumienie z własnym ciałem, a ono jest tym instrumentem nieomylnym – przekazem bezpośrednim, wewnętrznym, natychmiastowym. Im bardziej przetworzona informacja – tym większa szansa, że fałszywa. Im bardziej przypomina prawdę tym bardziej nią nie jest. Doskonała kopia jest doskonałym kłamstwem. Wierzę w duchową matrycę rzeczywistości, która pompuje życie w nasze ciała. Wierzę w sprawczość tej wiary. W jakiś sposób od zawsze WIEMY WSZYSTKO, ale to nie dotyczy faktów i wydarzeń. Prawda jest pierwotna wobec rzeczywistości. Przetworzona wypełnia przestrzeń aż do utraty tchu. Robi się tłoczno, zgiełkliwie, boleśnie. Jednak każdy, wiem to po sobie – ma swój radar i swoje czujniki błędu. Granicę, za którą nie działają już algorytmy, ale działa intuicja. Zbawiając siebie zbawiamy świat, nie odwrotnie, jak się zwykło przyjmować.

Dlatego żadna ilość zobowiązań, wysiłków, uratowanych psów, nieprzespanych nocy i zszarganych nerwów nie przynosi ulgi filantropom, którzy wpadli w pułapkę działania z poziomu umysłu. Umysł nie jest mądry, umysł jest obliczeniowy. Mądrość pochodzi z serca, umysł powinien pozostać otwarty na wybory serca. Wybory serca są doskonałe. Człowieka poznasz po otwartym umyśle. Otwarty umysł słyszy głos serca, zamknięty kalkuluje i liczy, liczy, liczy…