W internecie zrzut postów i rolek o Marcie Nawrockiej. Mój ty Boże, a co ona winna, że nagle została prezydentową? Co winna Agata Duda, czy nawet Jolanta, z nich wszystkich najbardziej przystająca do sytuacji. Jaka jest rola takiej kobiety? Taka rola, że ma odgrywać rolę. Nikt nie wie, co to za małżeństwo, czy udane, czy szemrane. Nie ma to żadnego znaczenia, bo od teraz będzie wzorowe, idealne, patriarchalne, narodowe i katolickie. Taka rola. Nikt się nie pyta tej pani, czy ma ochotę zamienić 5 lat własnego życia na życie u boku. Czy się zgadza zostać maskotką, którą można krytykować, parodiować, przyłapywać, oceniać, lżyć, wielbić – nieistotne. Ma w zamian wszelkie wygody i frutti di mare z najwyższego w Europie budżetu na prezydenta. Miłość do męża będzie od teraz bardzo dobrze płatna. A więc z dnia na dzień ma porzucić poprzednie życie, wstąpić w progi i reprezentować polskie kobiety – oczywiście te zakochane we własnych mężach. Dużo jest takich kobiet? Lepiej nie prowadzić rankingów na podstawie anonimowych ankiet. Ktoś powie – mogła odmówić. Różne rzeczy może w życiu mogła, ale tego nie mogła – uwierzcie, nie ten poziom równouprawnienia. No więc nie mogła, ale to nie zmienia faktu, że dziennikarze będą jej wywlekać brudy ku uciesze przeciwników męża, nawet jeśli sama kiedyś myślała o mężu jak o przeciwniku. Ile kobiet tak myśli? Lepiej nie prowadzić anonimowych rankingów …. Ja jej nie bronię, ja jej tylko nie zazdroszczę – ani jej, ani żadnej kobiecie, która nagle, od jednego dnia musi odgrywać rolę.
Nie zazdroszczę biednej Agacie D, która czekała, jak Arabowie nad Niagarą – aż to się wszystko skończy. Czekała i nie mogła się doczekać, bo jak na złość przedłużyli jej areszt. Najlepsze dziesięć lat w plecy. Co mają kobiety z takich prezydentowych? Tyle co psy z Łajki.
Wyobraźmy sobie, że życie uczuciowe prezydenta pozostaje poza polityczną funkcją. Jeśli jest żonaty, jego sprawa. Żona decyduje czy chce koło niego biegać i uczestniczyć. Jeśli zamiast żony ma kochankę, to ta kochanka ma takie samo prawo do własnego życia jak każdy człowiek i nie ma obowiązku przestać być kochanką ani zmienić kochanka, ani wyjść za kochanka. Wyobrażacie sobie taki poziom dyskrecji, tolerancji, zrozumienia i człowieczeństwa – co tu dużo mówić – w wydaniu tak zwanej ludzkości? Bo ja sobie nie wyobrażam. Za trudny to jest sapiens dla homo sapiens.
Kiedyś dawno temu mój pierwszy mąż artysta zapisał się do lokalnego koła wyznawców SKL – zwanego pieszczotliwie Stowarzyszeniem Kulawych Ludowców, ale w jego pojęciu – pojęciu właściwym artystom – było to Nowe Ziemiaństwo i rokowało zacnie. Mieliśmy dom z kozami i końmi na dalekich kresach, byliśmy inteligentami z Krakowa, taka naklejka na czole wydawała się trafiona. Wkrótce jednak wylazła z tej partii partia, struktury, układy, przywileje i lojalki. Niemniej na początkowym etapie potrafił mnie skłonić mój mąż szaleniec – do wzięcia udziału w całym tym cyrku i zagłosowaniu na niego, jako szefa powiatowej komórki czy czegoś w tym guście. Udałam się więc pod wskazany adres, gdzie w podziemiach ( dosłownych, nie metaforycznych) urzędu, czy też szkoły, nie pomnę – zasiadło całkiem pokaźne stado- ze czterdzieści osób z lokalnego zaciągu, by dokonać wyboru pasterza, o którą to zaszczytną funkcję mój małżonek się ubiegał. Ubiegał się będąc uprzednio desygnowany przez zwierzchnika i capo di tutti cappi Stowarzyszenia Kulawych Ludowców SKL – zażywnego, wybuchowego potentata rolnego o węgierskim nazwisku. Przybyłam więc na wyznaczone miejsce obrad i zanim się obejrzałam zostałam wpisana na listę członków. Pasterz w krawacie ( to był chyba jedyny krawat w całym domu) wytłumaczył zebranym zasady głosowania – pamiętajcie państwo, że głosują tylko członkowie partii, można być sympatykiem – widzę tutaj wiele nowych twarzy, ale żeby głosować, trzeba być członkiem. Na co wstałam i zadałam prelegentowi pytanie dla mnie kluczowe – a co w sytuacji, kiedy jest się członkiem a nie jest się sympatykiem?
To i inne pytania w trakcie naszego małżeństwa doprowadziły w końcu do rozwodu, ale w tym kontekście – Marto Nawrocka – nie ma rzeczy niemożliwych. Wybór należy do ciebie. Jesteś być może członkiem tego układu, ale ty decydujesz – czy także sympatykiem. Jeśli jedno i drugie – to wydajesz się być właściwą osobą na właściwym miejscu, chociaż kobiety, które reprezentujesz stanowią mniejszość.
Dlaczego? Dlatego, że lata walki o prawa głosu i prawa do własnego życia sprawiły, że odpowiadamy same za siebie, pamiętając, że z kim wypłyniesz – z tym i zatoniesz. Czy zasłużenie, czy nie – who cares?