FULL on the hill.

Co jeszcze chciałam napisać od wielu dni usiłując znaleźć na to choćby 5 minut. U moich nóg labrador uwolniony po 4 latach z kojca, z którego nie wychodził. Nieleczone zapalenie uszu spowodowało całkowitą głuchotę.

Chciałam napisać o szacunku do życia. Otóż szacunek do życia nie polega, wbrew pozorom – na obronie życia poczętego, choć oczywiście życie poczęte nie może pozostać niezauważone. Ale tak jak owo życie poczęte spycha na daleki plan organizm matki zwany organizmem matki zamiast człowiekiem, tak zainteresowanie społeczeństwa konsumpcyjnego pomija stwórcę jako autora wszechrzeczy. Skupia się natomiast na produkcie- najnowszym i nieużywanym. Na wszystkim co młode i nowe. Na zdobyczach techniki, nowej modzie, nowych butach, psach, dzieciach i zarodkach, nowych mieszkaniach i nowych samochodach. Prosto z salonu. A przecież prawdziwy salon był stary. Jeśli jeszcze , wiedziony sentymentem sięgniesz po lekturę z zakurzonej półki, po którą już nie sięga nikt – widzisz, jak dzieła owe są zdumiewająco zgodne w definicji hołoty. Hołota musiała sobie wszystko kupić NOWE. Wystarczy przeczytać „Przeminęło z wiatrem”. Nie trzeba wcale sięgać po Prousta, chociaż „W poszukiwaniu straconego czasu” głównie o tym traktuje. Po nowościach poznasz hołotę.

Stąd śmiały mój wniosek i zapewne bulwersujący, że 21 wiek to dyktatura hołoty.

Dzisiaj wszystko, co już trochę pożyło, pobyło, przetrwało, nabrało doświadczenia, patyny, rasy, charakteru – nieważne – czy to stołek czy pies, osoba czy przedmiot – starzejąc się traci na wartości. Jesteśmy społeczeństwem które nigdy nie dojrzewa. Nie dorastamy do własnych wyborów, zmieniamy tylko opcje pod wpływem reklam. Wieczna młodość niepokojąco się przedłuża, stając się po prostu wieczną głupotą.

Szacunek dla starości w plemionach nietkniętych światowym zidioceniem – jest nadal nie do podważenia. W porządnej, przedwojennej Europie liczyły się tylko stare rody. Zapewnić sobie pozycję w towarzystwie samymi pieniędzmi było niesłychanie trudno. Wartości niepodważalne polegały na tym, że się ich nie dało kupić. Dzisiaj nie ma już czegoś takiego na liście rzeczy, bo wszystko jest do kupienia.

Ludzie też mają cenę i najlepiej , jak są nowi.

Wszyscy chodzimy przebrani za mercedesy.

Produkcja nowych dzieci, które w niedalekiej przyszłości pożrą rodziców jest mi o tyle obojętna, o ile moim własnym udało się jednak jakoś zestarzeć. To cud.

Wróćmy jednak do tego, od czego zaczęłam – do szacunku dla życia będącego miarą czowieczeństwa. Z racji wykonywanego zawodu, jakim jest zawód na cywilizacji – przeraża mnie masowa produkcja żywych stworzeń. Wszystkich, a w szczególności psów. Nowi Polacy by sprostać modzie prześcigają się w posiadaniu coraz słodszych szczeniaków. Ci którzy nie mogą ich kupić – mogą je zawsze znaleźć na ulicy albo dostać od sąsiada . Wersja dla majętnych to coraz wymyślniejsze rasy, coraz bardziej egzotyczne odmiany. Nowoczesny dom dobrze wygląda, jeśli na środku nasłonecznionego placu stoi kojec z żywym labradorem. Poczucie, że się ma na własność tego rodzaju barwny element jest jedyną emocją wygenerowaną w organizmie właściciela. Podobną daje się zarejestrować na widok zakupionej w Lidlu karkówki na grilla. Bezrefleksyjne zadowolenie z posiadania zwierząt, obojętne czy do pokazywania czy do polania sosem barbecue- jest znakiem nadejścia apokalipsy.

Polska jest nowym krajem od czasu, kiedy inteligencję wymordowali Rosjanie, Żydów Niemcy a resztę zrównał socjalizm. W nowym kraju nowi ludzie produkują jeszcze nowszych za 500zł od sztuki. Mają co roku nowego psa i nowy smart-phone. Nowe, młodsze narzeczone, nowe kolory paznokci, nowy look. I nowy, błyszczący mózg. Nieśmigany.

U góry i powyżej Rembrandt – Autoportret


Leave a Comment


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.