Minus na masie.

A więc nie ma Wicka… Może to prostackie, ale wielkość konia jakoś się przekłada na jego obecność i nagłą nieobecność. Niejeden raz niosłam martwego psa zawiniętego w prześcieradła, ale martwy koń zajmuje pół podwórka. Nie ma nawet jak przesunąć ogromnej głowy. Jego grzywa jest tak samo gęsta i lśniąca jak zawsze, kopyta wyglądają zdrowo…Martwy koń jest  strasznie martwy, jest go bardzo dużo do opłakiwania. Tylko, że ja generalnie nie płaczę już wcale. Czasem ze śmiechu. Z żalu – nie.  Tyle wokół życia zmarnowanego, nieudanego, niepotrzebnego. Za dużo życia wszędzie. Nie wiadomo co z nim zrobić, gdzie skanalizować , jak rozlokować. Zbyt wiele istot chcących żyć, czekających w kolejce po życie.  Czy jeden martwy koń zneutralizuje chociaż część nadprogramowych? Zrobi im miejsce? Czy minus na masie pozwoli innym, pomniejszym materiom bardziej zaistnieć, nie będą takie pościskane? Kiedy stąd wyniesiemy ogromne ciało Wicka, czy to jest jakaś szansa dla kilkuset kilogramowych szczeniąt? Kilkudziesięciu dziesięcio- kilogramowych? Jakaś perspektywa dla nich? Materii musi być zawsze tyle samo, żeby się Panu Bogu waga nie zepsuła. Świat postrzegam już tylko jako  ciasny, wszędzie widzę wielki ścisk. U nas wciąż jak czterdzieści lat temu w trzynastce na Karmelickiej.  Pod Bagatelą najwięcej ludzi wysiadało i większości oczekujących udało się wepchnąć. Martwy koń jako pusty tramwaj? Odzyskany boks, który można zamienić na pokój dla psów? Mniej siana, więcej karmy w puszkach? Mniej czasu w stajni więcej spacerów? Wicku, Wicku, coś ty zrobił?  Miejsce, które po tobie zostanie, nawet w moim sercu – już się wypełnia, za chwilę nie będzie po nim śladu. Nie będziesz miał gdzie wrócić. Tam na górze, nie wiem czy tam jest lepiej, ale na pewno….. na pewno jest luźniej.

Ilustracja – Edgar Degas.

Leave a Comment


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.