Korona- wirus. Jakże on musi paskudnie wyglądać! Na pewno jest włochaty, kłujący i ma złe oko. Atakuje bezbronne staruszki w tramwajach albo w windach. Zamknięci w małej windzie z chmarą podrygujących, iglastych kuleczek jesteśmy kurwa bez szans. To już lepsze schody, chociaż mogły się do nich przylepić podstępne karakony, bo lepkie są z założenia. Dzięki telewizji, która przeżywa renesans tak niespodziewany, że sama siebie nie poznaje – wszyscy już wiemy, że należy kupić ryż, domestos i wódkę wyborową. Z ryżu dodatkowo można wódkę wypędzić i wirusa za jednym zamachem też. Z domestosem już się nic nie robi, tylko polewa. Ach, jak cudownie, znowu mamy stan wojenny. Mamy panikę, puste półki, kolejki, zdobywanie cudem zdobytego, a zaraz będzie czarny rynek maseczek i konie pod każdą apteką z talonami na odkażacze. Polak przecież potrafi, Polak to potrafi najlepiej! Wszak nasza jest korona, choć wirus chiński. Polska jest korona! Maryja Królowa Polski wysłuchała modlitw i wróciła z koroną. Oddała nam naszą umęczoną ojczyznę, bo innej nie chcemy. Amen.
Ilustracja na profilowym to oczywiście obraz Zdzisława Beksińskiego, którego szczerze nie lubię, bo uosabia to wszystko, czego nie lubię . Ale kondensacja koszmaru jest niewątpliwie genialna.