Ładna historia

Ciekawe, że w obliczu kompletnego chaosu i pandemii spowodowanej nową odmianą grypy, która w dodatku śmiertelna, podobnie jak grypa, ale bardziej – ciekawe, że z tego powodu świat stanął na głowie.

Stanął na głowie a dla mnie to bez różnicy. Z domu nie wychodzę ani trochę mniej, bo kiedy ja z domu wychodzę? Ograniczam spotkania z ludźmi, ale kiedy ja się spotykam z ludźmi? Nie wyjeżdżam za granicę, ale kiedy ja wyjeżdżam za granicę? Niczego nie odwołuję, bo niczego nigdy nie rezerwuję.

Wstaję rano, karmię szczeniaki, obieram parówki, rozdaję psom parówki. Sprzątam kupy po szczeniakach w przedpokoju, myję podłogę, zamiatam altanę, jest ósma.

Idę do stajni, zbieram gówna z podwórka, idę do łazienki. Ścielę łóżko, wybieram popiół z kominka, rozpalam. Jest dziewiąta.

Podgłaśniam telefony, biorę kompa, robię sobie kawę, kleję posty, jem grzankę, idę na górę coś pisać, oddzwaniam kilka nieodebranych, jest dziesiąta.

Ubieram się na spacer, idę na spacer, wracam ze spaceru, zbieram psy, zamykam szczeniaki i Yankesa, wypuszczam konie, otwieram szczeniaki i Yankesa, wyciągam mięso dla psów z zamrażarki, odkurzam chatę, wstawiam pranie, siadam do kompa, przyjeżdża kurier, lecę do kuriera, wracam pod kompa, przyjeżdża listonosz, lecę do listonosza, wracam pod kompa następny kurier, wracam, następny, wracam, jest pierwsza.

Stawiam psom mięso, wracam do kompa, piszę, jest druga.

Zamykam szczeniaki i Yankesa, sprowadzam konie. Wypuszczam szczeniaki i Yankesa, grabię podwórko, sprzątnę coś, wytrzepię koce w budach. Rozkładam miski,  karmię psy, myję miski, wycieram stół, myję podłogę w kuchni, dokładam do kominka, noszę drzewo, jest trzecia.

Teraz mam dwie godziny podczas których mam do wyboru – jechać do Biedry na zakupy, osiodłać konia, napisać coś, narysować coś. Wybieram jedną z opcji i jest piąta.

Nalewam sobie kieliszek wina, robię jakieś żarcie, siadam, jem, patrzę co tam na stronie fundacji, odpisuję na maile, wiadomości itp. Myję naczynia, dokładam do kominka, przynoszę drzewo, jest szósta.

Idę do stajni, karmię konie, zamykam stajnię, gaszę światła, wieszam pranie, zrzucam brudne ciuchy, idę pod prysznic jest siódma.

Siadam pod kompem, piję herbatę, płacę faktury, wpisuję czipy, drukuję umowy, jest ósma.

Karmię szczeniaki, robię sobie kolejną herbatę, sprzątam kupy w przedpokoju po szczeniakach, myję podłogę. Włączam serial na netfliksie, zasypiam. Budzę się, jest dziewiąta.

Siadam pod kompem, odpowiadam na maile, wiadomości, uzupełniam stronę, ściągam zdjęcia, wysyłam teksty do ogłoszeń, piszę zbiórkę, jest dwunasta.

Czytam coś. Wypuszczam psy, sprzątam kupy po szczeniakach w przedpokoju, wracam na górę, czytam coś, wpuszczam psy, wracam na górę, czytam coś,  gaszę światło.

Nie licząc wyprawy do Biedry dwa razy w tygodniu od sześciu lat pozostaję w domu. Nie narzekam na swoje życie, przeciwnie, uwielbiam je. Czuję się szczęśliwym człowiekiem, a tu się nagle okazuje, że tak wygląda koniec świata. Ładna historia.

Ilustracja – Vincent Van Gogh – Pokój .Każdy zna ten obraz , zwłaszcza po filmie. A kiedy się czyta grubą księgę, której jeden rozdział posłużył za scenariusz , jest to księga najprostszego życia anonimowego człowieka.

Leave a Comment


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.