Pan Bóg dał człowiekowi wolną wolę. Wielokrotnie pomstuję na Niego za taką nieostrożność. Dał wolną wolę mordercom, idiotom, psychopatom, kanaliom, debilom i półmózgom. Co mu się ubzdurało? Że to docenią? Że zrobią z tego pożytek ? Komuś życie ułatwią, pomogą, ocalą, zbawią heroicznym czynem możliwym wyłącznie przy użyciu rozumu? Dał wolną wolę wszystkim jak leci a altruistów i świętych pozwolił zadźgać. Tak zwana ludzkość obdarzona przez Stwórcę szalonym darem decydowania o sobie to przecież zwykli ludzie, drobni kombinatorzy, tandeciarze, egoiści, popaprańcy, żałośni macho, głupie gęsi, malowane lale, rozżalone stare baby i tak dalej. Ale egoiści przede wszystkim. Każdy jest egoistą, no nie? Ja też jestem, zawsze mi matka potrafiła to wykrzyczeć w złości– ty egoistko cholerna, tylko koniec własnego nosa widzisz – krzyczała i ciskała garami. Mogłam jej wtedy odrzec – bądź wola moja, powołując się na Najwyższego. A umiałam tylko odpyskować i pogorszyć sytuację pozostawiając gary w zlewie. Nieumyte. Najlepsze riposty przychodzą zawsze z nieodwracalnym opóźnieniem.
Miałam taką chwilę w życiu, że spłynęła na mnie łaska. Nic nie piłam, niczego nie wciągałam, a ona na mnie spłynęła jak snop światła spływa na aktora w ciemnościach teatralnej sceny. Było fajnie, ale zobowiązująco. Odruchowo się skurczyłam jak podły grzesznik. Nie byłam w stanie uwierzyć w takie łatwe zbawienie, od razu dziesięć przykazań wyświetliło mi się na czerwono pod czaszką. Już sobie szykowałam jakąś spektakularną pokutę, bo, co tu dużo mówić, nawet te najcięższe grzechy zdarzyło mi się popełnić i wodę spuścić, kiedy nagle te wszystkie dziesięć przykazań ujrzałam jako dziesięć słodkich obietnic!!! Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną, nie będziesz zabijał, nie będziesz pożądał tych żon i innych cudzych mężów i świadectwa nie będziesz dawał przeciwko bliźniemu swemu, nie będziesz ponieważ… nie będziesz musiał! Bo ja, Pan Bóg, ja ten świat tak poprzestawiam, że nie będziesz musiał! Tak go uleczę, że nic cię nie będzie kosztowało prawdę mówić i bliźniego poważać! Nie będziesz zabijał, bo nie będzie wrogów. Nie będziesz pożądał żony bliźniego, bo Twoja własna będzie wystarczająco zajebista! Niczego złego nie będziesz robił, bo nic na tym nie zyskasz, bo ja Ci to obiecuję. Obiecuję Ci Raj na ziemi. Oto słowo Boże!!!
Bogu niech będą dzięki. Póki co, niestety jesteśmy sto lat za Murzynami i koniec świata jeszcze daleko. Ale obecność Bożą każdy z nas czuje i poznaje po tym, że ma wolną wolę. To pierwszy krok na drodze do spełnienia dziesięciu obietnic, nazywanych błędnie przykazaniami. Już teraz, już dzisiaj, w świecie, który dopiero czeka na spełnienie, zmierza kulejąco, rozpaczliwie, dramatycznie dąży do Absolutu – już teraz nadgorliwi chcieliby egzekwować obietnice, czyniąc z nich przykazania. Hola, hola, przed nami stulecia ciężkich wojen w imię wolnej woli. Ale nadgorliwi nie wierzą, że wolna wola coś zmieni. Nadgorliwi po prostu nie wierzą!! Oj, niedobrze panowie, niedobrze…trochę wiary, oto czego wam trzeba. Trochę wiary.
Ilustracja – Francis Bacon -Portret Papieża Innocenty X