Szlachta nie pracuje.

Patrycja z Głuchej Dolnej co tydzień robi sobie nowe selfie na profilowe. Ma lekko obrażoną minę, przymrużone oczy i usta złożone do pocałunku, którego właśnie zamierza odmówić. Telefon trzyma w rączce, widać hybrydowe paznokcie albo tipsy z brokacikiem. Pod zdjęciem 198 polubień. 229 polubień. 344 polubienia. A bywa i więcej – sic!!! Komentarze – Piękna! Wow! Ale dżaga. Słodka. No no.. Moja śliczna. Super. Plus pieski z buziaczkiem, myszki z zaplecionymi ogonkami, świnki w malinki. Patrycja nie pracuje, bo „szlachta nie pracuje, szlachta baluje”. W wieku 16 lat jest już zapewne ciocią dla swoich siostrzeńców, ma skończoną zawodówkę albo i nie, ogólnie się nudzi, bo na wsi nie ma już dzisiaj nawet dyskoteki, za to jest wirus.  Całym jej życiem, podobnie jak życiem autorów 344 polubień – są owe polubienia. Albo sentencje w rodzaju – „Jeśli cię ktoś krzywdzi po prostu nie myśl o tym”. Są specjalne portale z takimi mądrościami i stosownym zdjęciem.

Cała energia życia Patrycji jest skierowana na pozyskanie narzeczonego. Milion obserwujących łowi każdą aluzję, ale przekaz jest prosty, nie wymaga wysiłku intelektualnego, od razu trafia w serce. Serce kandydata. Biedny kandydat, przynajmniej tak by się wydawało, ale nie. On też robi sobie selfie z podpisem – „szukam kogoś z kim mógłbym się ponudzić”, ma czapkę naciśniętą na oczy i ciemne okulary, ale to on, jakby go malował. 728 lajków, 89 komentarzy. Super. No, no… Nieźle. Przystojniak. Sztos, kozak, kozaczek. Szlachta baluje, plebs haruje. Obawiam się, że zostałam plebsem.

Etap drugi – ślub. Temat na 500 postów. Selfi ze świadkami, w przymierzalni w sukience, z tortem, z babcią, ze szczeniaczkiem, z kieliszkiem, a przede wszystkim z narzeczonym. Milion lajków, setki komentarzy, zaplecione myszki, gify z Leonardo di Caprio, migające serduszka, mrugające rzęsy, kciuki i muskuły w górę. Piękni, kocham was, słodko, cudnie, malinowo. Także ciocie i wujkowie dają się porwać temu medialnemu hitowi na stronie Patrycji. Potem ślubne zdjęcie na osi czasu, po lewej w informacjach – „w związku małżeńskim”  i serduszko z datą. Na profilowym para młoda, na górze róże, na dole fiołki. Jeszcze wesele, druhny z nogami różnej grubości w butach tej samej wysokości,  druhowie jeszcze wolni, ale to ostatnia chwila. Rezerwacje szaleją. Szlachta baluje.

Etap trzeci – dziecko. Dziecko jest najważniejsze. Oczywiście małe dziecko. W koronkach, śpioszkach, stroju batmana, z misiem trzy razy większym od siebie, z chrzestną szukającą kogoś, z kim mogłaby się ponudzić, z yorkiem, z kotkiem, z urodzinowym tortem. Dwa miliony lajków. Słodziak. Cudo. Mój cukiereczek. Pysio. Boski. Rozkoszniaczek. Skarbek. Różowe misie w serduszku, małpki w sukieneczkach, kotki w falbankach.

I cóż, na tym koniec. Dziecko urosło, dostaje własny smartphone, zakłada swój profil i robi pierwsze selfie z przedłużonymi rzęsami i pierwszą hybrydą na paznokciach. Bosko!  Pysiaczek!  Cudnie, zajefajnie, bingo, sztos.

A plebs na to wszystko haruje.

 Ilustracja – Kraina Szczęśliwości – Pieter Breughel.

Leave a Comment


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.