Wstałam rano i po godzinie wróciłam do łóżka z uczuciem, jakbym góry przeniosła. A przeniosłam tylko dwa wiadra wody, 20 kg siana, 3 kg owsa, 30 kg drzewa i 3 kg mięsa. Jakieś 60 kg. W sumie nie tak dużo, tylko sił coraz mniej, co dzień kapkę mniej. Kap, kap. Wiecznie żyła nie będę. Życie samo zacznie decydować, ile jest rano do przeniesienia i przeliczy te kilogramy na lata. W końcu przestanie mnie poganiać. Co trzeba zrobić, żeby koń przeszedł do stępa? Nie poganiać.
Poleżałam 5 minut i już bat zaświstał nad głową. Rozległ się jazgot i szturm na wszystkie drzwi, zamknęłam Wedla do kojca, Rachelę do łazienki a Cygany same się zapakowały do budy. Przyszedł facet naregulować antenę. Babcia bez telewizora żyć nie umie, a w telewizorze kasza. Ubrałam szlafrok, wskazałam gościowi drabinę, pomarzłam chwilę przed domem i zostawiłam go sam na sam z talerzem na wysokości dwóch metrów. Zapaliłam w piecu i wstawiłam mięso w altanie. Kiedy skończył, nie miał dobrych wiadomości. Sosna urosła i zakłóca przekaz. Na razie wystarczy podnieść talerz, ale za chwilę braknie masztu. Trzeba będzie przyciąć sosnę albo zrezygnować z telewizji. Powiedziałam, że przytnę sosnę, a pomyślałam, że zrezygnuję z telewizji. Zanim sobie poszedł, trzymał mnie jeszcze chwilę na zimnie prezentując działanie kamery, którą mogłabym sobie tutaj zamontować. W sumie mogłabym. W Krakowie w telefonie oglądałabym to, czego przez dwa dni nie muszę oglądać, kiedy jadę do Krakowa. Końskie łby wystawione z boksów, wiadro z popiołem, Wedla biegnącego przez podwórko, drzewo w taczce i otwarty kojec Megi zastawiony sczerniałym, wiklinowym fotelem. Ciekawe, czy w tej rozdzielczości uda się namierzyć psie kupy. Czy to naprawdę konieczne, widzieć je z odległości 200 km? Niezależnie jak daleko bym się wybrała wciąż miałabym przed oczami podwórko z kojcem, Wedlem, końmi, taczką, wiadrem i niesprzątniętymi kupami. Ich zbieranie przypomina nieco grę w golfa. Trzeba trafić grabkami w ekskrementy i sprawnie je wysłać na przygotowaną łopatkę. Marnuję się jako gracz. Czy permanentna kontrola stanu obejścia uspokoiłaby mnie, czy przeciwnie – czułabym niemoc i stres? Wiedza to pojęcie względne, chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się bezsprzecznie pozytywne. Kogo tak naprawdę uspokaja wiedza? Im więcej wiesz, tym więcej nie wiesz. Wszystko ma swoje granice, ale wiedza wciąż je przesuwa. Coraz dalej, coraz wyżej. Sosna przerosła maszt i zasłoniła talerz. Jeśli ją przytnę górą -spokornieje. Może nawet uschnie. Będę wiedziała co się dzieje na świecie kosztem sosny, która jest duszą tego miejsca. Maciek, umierając tęsknił za nią jak za życiem. W środkowych partiach mieszka od lat para synogarlic. Ich małżeństwo okazało się trwalsze, niż nasze. Owszem, przycinam uschnięte gałęzie, ale te dolne. Nie śmiałabym tknąć górnych, każdy ma swoją świątynię, której nie wolno bezcześcić. Do kościoła nie chodzę, ale pod sosną bywam. Tymczasem ona przerosła maszt i ma zamiar pozbawić mnie dostępu do telewizora. W każdym miejscu na dachu maszt będzie za krótki. Mam do wyboru – brak wiedzy o świecie albo brak duszy. Nie będzie cię tu kiedyś – powiedziałam do telewizora, a do sosny nic nie powiedziałam, bo jej niczego nie muszę tłumaczyć.
Wojnę sosny z cyfrową rzeczywistością wygra sosna. Niestety, tylko na moim podwórku. Mam świadomość globalnej przegranej, ale nic jej nie powiedziałam, bo jej niczego nie muszę tłumaczyć.
Ilustracja – Leon Wyczółkowski – Sosny – litografia 1908