Pozory wieczności.

I znów Cracow by night. Wernisaż na Grodzkiej, a wydawało się, że koniec z wernisażami. Ze wszystkim w ogóle. Od czasu, kiedy miewałam wernisaże minęło 10 lat, a od czasu, kiedy bywałam na wernisażach ze 30. Od czasu, kiedy mieszkałam w Krakowie po przerwie- minęło 14 lat, a przed przerwą – 25.  Nie wszyscy żyją, a ci, którzy przeżyli – wymienili swoje komórki na stare i w tak przemienionej postaci pojawili się 9 lipca na Grodzkiej.  Ofiary symulacji komputerowej „ jak będziesz wyglądać po sześćdziesiątce” zgromadzone nagle w jednym miejscu jak gdyby nigdy nic, to mocne uderzenie. Efekt jest trwały, nie da się go usunąć żadnym przyciskiem. Nie wszystkich poznałam, nie jestem pewna, czy wszyscy mnie poznali, bo razem z nimi utkwiłam w symulacji. Nie umiałam powiedzieć, co się wydarzyło przez te 30 lat, chociaż to dziesiątki tygodni, setki dni i tysiące godzin. Wtedy wydawały się trwałe i niezmienne. Teraz nie bardzo wiem, w jaki sposób znalazłam się w miejscu, w którym teraz mieszkam, co się stało z jednym i drugim moim małżeństwem, gdzie się podziały moje małe dzieci, dlaczego nie mogę iść z wizytą do ojca, gdzie są wszyscy? Wygląda na to, że ich nie ma, a spotkanie na Grodzkiej należy uznać za osobliwość, wybryk materii, przeskok kwantowy, kiedy cząstka zamienia się w falę. I na tej fali popłynęłam pijąc wino z wesołymi duchami, chociaż każdy z nas z pewnością miał gdzieś z tyłu głowy swoje wielkie, własne życie, do którego jeszcze zamierzał wrócić jako cząstka.

Kto się nigdy nie obudził 30 lat starszy nie wie o czym piszę. Myśli biedak, że materia jest wieczna. Życie tak, materia w żadnym razie. Cząstka zamienia się w falę i po zawodach.

Czym, wobec tego jest sztuka? Za wyjątkiem portretu Doriana Greya sztuka się nie marszczy, nie tyje, nie blednie. Daje pozór wieczności materii. „Jesteśmy tylko epizodami w życiu rzeczy” – mówił mój drugi mąż i nurkował na targach staroci.  Jednorazowy powrót do przeszłości w otoczeniu obrazów, które się nie zestarzeją – sporo nasuwa refleksji!  Których oczywiście nie będę miała czasu wyartykułować, bo jestem już w domu, muszę nakarmić psy, wypuścić konie na trawę i posprzątać chatę. Pozory wieczności materii są mocne. Mam przed sobą zielony stół, miski z żarciem przygotowane dla szczeniaków, resztkę kawy, którą zamierzam dopić w altanie i widok na stajnię. Obecna chwila jest trwała, prawdziwa i niezmienna. Jak obraz artysty.

Tomek Bukowski – Bardzo Biały Zdrój – olej na płótnie.

Leave a Comment


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.