Ilustracja – Gustav Klimt – Śmierć i Życie
Czasem muzyka porusza we mnie wszystkie końcówki nerwów, jest zdecydowanie najbliższa Bogu. Topi moje skamieniałe serce i przez chwilę lubię ludzi za to, że coś potrafią skomponować. Lubię w nich geniusz i boskość, oto moja wersja miłości Boga. Tylko Boga w nich kocham, człowieka za cholerę. A przecież ludzie cierpią z powodu bycia człowiekiem. Ludzkie cierpienia powodują jednak ludzie, nie Bóg, więc współczując cierpiącym jednocześnie gardzę całym gatunkiem ludzkim. Zwierzęta też się wzajemnie męczą, ale najbardziej się męczą z ręki człowieka. Cała przyroda się z nami męczy. I ten Bóg w nas męczy się nie gorzej. Jeśli może cokolwiek zmienić, to na pewno nie historię i nie losy, tylko serca. Bóg i muzyka są w stanie je stopić.
Rzecz jasna pominęłam tutaj cierpienia spowodowane chorobami i wypadkami, ale świat byłby rajem, gdyby tylko choroby i następstwa wypadków sprawiały ludziom ból.
W moich licznych artykułach na stronę fundacyjną zachęcam do adopcji starych psów. I przysięgam, przysięgam na wszystko, na co się da – że ZAWSZE wolałam adoptować staruszka, bo staruszek nie będzie żył długo. Cudnie się dogadamy i za chwilę pożegnamy. Ciężko to zrozumieć w pozytywnym znaczeniu, ale ja tak właśnie to widzę. Jeśli w moim życiu mogę uszczęśliwić 30 po kolei psów starych w miejsce 10 młodych – to fajniej jest uszczęśliwić 30. To raz. A dwa – śmierć, jeśli się ją zobaczy w szerszym kontekście – jako wyzwolenie – nie jest takim strasznym nieszczęściem, żeby sobie od tego ciągłego umierania zrąbać psychikę. Lekarze są do niej przyzwyczajeni, podobnie jak księża, z tą różnicą, że ja odprowadzam istoty mi bliskie. Mimo to nie rozumiem ni w ząb tego „zabezpieczenia” się od dramatów w postaci sprawienia sobie szczeniaka, który „gwarantuje” kilkanaście lat wspólnego szczęścia. Ja w ogóle nie lubię brać czegoś na bardzo długo. Bo mogę odejść pierwsza tam, gdzie mi będzie lżej, a nie będzie mi lżej, jeśli kogoś tu zostawię bez opieki. O, nie, nie będzie mi wtedy lekko umierać. A ja chcę, żeby mi było lekko, chcę umierać będąc absolutnie pewna, że już nikomu nie jestem potrzebna.
Moja 92 letnia mama runęła jak długa w kuchni, potknąwszy się na progu. Stało się to wczoraj rano i jakimś cudem okazało zupełnie niegroźne. Przynajmniej dla niej. Gorzej ze mną, bo musiałam ją podnieść. Teraz sama nie mogę się podnieść, urwało mi plecy. Powinnam wsiąść na konia, a siedzę nasmarowana maścią. Jakby nie patrzeć, mama okazała się lżejsza od Espanii, waży 56 kg. Espania ważyła 560 i nie mogłam jej już podnieść.
Świadomość jest wieczna, jest tym, co pozostaje, kiedy materia się rozsypuje. Jest jedynym prawdziwym bytem. Przyjdzie czas, że uda nam się zamknąć w słoiku energię świadomości, dzięki czemu zapanujemy nad materią i swoje życie wieczne odbywać będziemy nie na cmentarzu, ale w Sevres pod Paryżem. Jeśli istnieją zdjęcia, trójwymiarowe drukarki i cyfrowy zapis rzeczywistości, jeśli myśl generuje materię – a tak przecież jest – będziemy w stanie odtwarzać w nieskończoność samych siebie za pomocą kwantowego przeskoku zaprogramowanego zgodnie z zawartością słoika w Sevres i kodem DNA. Wystarczy odkręcić, wlać wodę i zamieszać, ponoć w większości składamy się z wody. Uwaga – nie może być przegotowana! Tego nawet meduza nie przetrzyma.
Czytam teraz Jedd McKenna – Duchowe Oświecenie – Cholernie Osobliwe. Owo Oświecenie, wg Mc Kenny – nie jest wytworem praktyki i wiedzy, nawet tej najnowszej. Wiedza jest jedynie potwierdzeniem zrozumienia świata, które na nas spływa bez szkoły, bez seansów medytacyjnych, bez warsztatów i innych zabiegów, mających na celu to sprowokować. Oświecenie chodzi własnymi drogami i w końcu nas ogarnia. Nie jest ono także stricte mistycznym przeżyciem, z czym się całkowicie zgadzam. Świat zaczyna się układać w całość i to w najdrobniejszych szczegółach. Pojmowanie go nie ma nic wspólnego z dotychczasowym i jest o wiele szersze. Radość życia trochę przygasa, bo nie ma już w zasadzie po co żyć. Wszystko wiadomo. Rzeczywistość przestaje być prawdziwa. Przypomina teatr, a ludzie – aktorów – służących wyłącznie kontekstom, w których zostali umieszczeni zgodnie z prywatnym scenariuszem obserwującego. Robią się prawdziwi dopiero po śmierci. Takiego efektu nie da się wywołać. On się pojawia samoistnie u osób, które drążą temat i czują, że coś ważnego ich omija, ale nie mieszają w to rodziny, przyjaciół i wyznawców skupionych wokół jakiegoś guru. Nie idą z tym nigdzie, bo z tym się nie da nigdzie iść. Żyją pośród nas, jak gdyby nic się nie stało.
Dlatego upieram się przy swoim – wszystkie spec babki i podkaściny z Wysokich Wibracji nie wiedzą nic o oświeceniu, bo oświecenie nie jest teorią, według której można układać działania. Ono po prostu JEST i nic z nim nie trzeba więcej robić. Duchowi nauczyciele różnej maści dysponują masą gotowych i skutecznych przepisów na szczęście. To my tworzymy świat, dlatego należy afirmować dobre rzeczy i przestawić umysł na tryb pozytywny. Pojawia się kalkulacja, a ta z Oświeceniem nie ma nic wspólnego. Koleje losu i wybory decyzji powstają POZA UMYSŁEM i nie da się ich wykreować, ale czasem da się je poznać. To rodzaj światła, które oświetla drogę na kilka dni naprzód, czasem na dłużej. Zapowiada zdarzenia niekoniecznie mieszczące się w tak zwanej strefie komfortu. Myśli to ich następstwo, opis techniczny tego, co determinuje przyszłość czy nam się to podoba, czy nie. Całkiem prawdopodobne, że to ja stworzyłam spec babki. Ich świat należy do mnie i istnieją o tyle, o ile są elementem mojej rzeczywistości. Są aktorkami w moim prywatnym teatrze. Niezależnie od tego czy są, czy ich nie ma – swoje odkrycia opierają na teoriach naukowych. Tymczasem prawdę poznaje się bez przygotowania, można być analfabetą. Prawda jest najpierw, wiedza to rzecz wtórna, teorie naukowe tylko ją potwierdzają. Wszystko jest odwrotnie -świat stanął na głowie – mówił święty Franciszek i wiedział, co mówi.
Praktyka w duchowym rozwoju to kolejna zagrywka ego. Rozwój nie bierze się z praktyki, lecz z ciekawości i pokory wobec absolutu. Bóg, czymkolwiek jest – wybiera swoje ofiary według własnych widzimisię, nie potrzebuje ani podręczników, ani pośredników. Księży, biskupów i spec babek. W związku z powyższym, w moim pojęciu większość ludzi podążających tak zwaną drogą duchowego rozwoju – różni się od wyznawców rozmaitych religii jedynie tym, że swoją religię wybierają na you tube . Gdyby Chrystus myślał pozytywnie, czy skończyłby tak jak skończył? Zastanawiałam się nad tym wielokrotnie w kontekście szaleństwa „pozytywnego myślenia”, ale sądzę, że na przeznaczenie nie ma sposobu. Natomiast ŚWIADOMOŚĆ przeznaczenia w takich kwestiach, jak własna śmierć albo cierpienie – jest cenna. Na wszelki wypadek lepiej nie pić czerwonego wina.
Książka Mc Kenny nie będzie hitem, przeczyta ją niewiele osób. To kolejny zamach na niewypowiadalne. Facet nagle wszystko zrozumiał , głównie to, że życie nie jest jakoś straszliwie ważne i nie ma większego sensu. Zważywszy, że cała ludzka psychika i to, co nas różni od zwierząt – zawiera się w pytaniu o sens życia, stwierdzenie, że go nie ma – może strącić na dno rozpaczy. Ale jego nie strąca i mnie także jawi się jako wyzwalające. Jedyny rozdział, w którym coś się dzieje – zawiera opis przygody podczas skoków spadochronowych. Autor jest zapalonym skoczkiem i uwielbia pruć niebo, ale pech sprawia, że tuż przed wyskokiem jakiś spanikowany koleś pruje mu spadochron. Jest prawie pewne, że wielka płachta rozwinie się w otwartych drzwiach samolotu i wciągnie naszego bohatera w wirujące śmigło jak mikser kanarka. Na szczęście kilku doświadczonym instruktorom udaje się udaremnić to, co zdawało się nieuniknione i wszyscy w całości wracają na lotnisko. To, co jest cholernie osobliwe w relacji z tego wydarzenia to autentyczna i szczera radość autora wobec perspektywy rychłego przejścia w czwarty wymiar. Nie mógł się doczekać śmierci i nie miało to nic wspólnego z depresją. Takie są fakty o ludziach, którzy zaliczyli Oświecenie. Nie boja się śmierci i nie mają marzeń.

„Czy ktoś uważa, że szczęściem jest się narodzić? Chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że równym szczęściem jest umrzeć. Wiem o tym dobrze. „
WALT WHITMAN – fragment wiersza.