Kto wyłączył facebooka?

Facebook umarł. Wygląda na to, że śmierć jest kliniczna i wkrótce nastąpi zmartwychwstanie, ale może nic już nie będzie takie samo? Zniknięcie medium, z którym identyfikuje się większość mieszkańców naszej planety oznacza, że miliony istnień w jednym czasie odczuje brak tożsamości, to prawie jak globalna medytacja. Niestety trzeba założyć, że jedyną wspólną intencją tej medytacji jest życzenie natychmiastowego powrotu Facebooka. Jeśli idea się materializuje, a ta jest potężna, to trup ożyje i wszystko zacznie działać siłą naszej zbiorowej woli. W ten sposób Facebook zyska nieśmiertelność.

Jeśli jednak siła sprawcza naszych intencji zależy od tego, czy są dobre, czy szkodliwe – jest okazja, by się przekonać czy Facebook jest dobry, czy szkodliwy. Jeśli jest dobry, modlitwa zadziała. Ale nie poczekamy, aż zadziała, bo zanim ostygnie, już będzie naprawiony. I tajemnicą pozostanie, co Pan Bóg myśli na temat mediów społecznościowych i jakim jest ojcem dla swoich uzależnionych, otępiałych dzieci.

Rysunek Leonarda Da Vinci

Siedzę, słucham muzyki i też czekam aż włączą. Dzięki istnieniu Facebooka uratowaliśmy blisko 1000 psów. Cały ten filozoficzny wywód jest naciągany. Facebook to narzędzie, jak każde inne. Jak młotek na przykład. Młotkiem można kogoś zabić, a można naprawić coś, co posłuży wiele lat wielu ludziom. Młotek to narzędzie zbrodni tylko wtedy, kiedy się komuś młotkiem uszkodzi głowę. Mimo to dylematy wokół młotka są do ogarnięcia, bo krzywdy wyrządzone młotkiem są niczym w porównaniu z ilością głów uszkodzonych nieodwracalnie za sprawą Instagrama i Facebooka.

Tymczasem zrobił się problem z literą N w moim nowym kompie. Klawiatury nie da się zamówić, a co dopiero jeden przycisk. Firma natychmiast proponuje kolejny laptop. Wszystko dzisiaj jest obliczone na krótki czas użycia, żeby co chwilę wymieniać, bo produkcja musi hulać. Musi zapierdalać. Świat powinien się rozwijać, trzeba mu umożliwić postęp. Kiedyś zaletą była trwałość i solidność, maszyny miały nas przeżyć a w każdym razie na długo wystarczyć. Teraz od tego głupiego pomysłu odstąpiono, mają się zużywać szybciej niż ludzie. Nie będziemy już epizodami w życiu rzeczy, dosyć tego poniżenia. Tempo rozwoju technologii każe nam zmieniać pralki, lodówki i komputery jak rękawiczki. Na coraz lepsze i ładniejsze. A co, jeśli my, ludzie – też tak jesteśmy zaprojektowani? Mamy się w rozsądnym czasie zużywać, żeby Pan Bóg mógł nas ulepszać i cieszyć się kolejną, jeszcze bardziej uduchowioną, altruistyczną i oświeconą wersją wcielenia. Jeden z drugim Hitler i Mussolini po wyczerpaniu organizmu przechodzą w nową postać z elementami systemu operacyjnego Jezusa Chrystusa lub świętej Teresy. Nie ma znaczenia ani długość życia, ani czas, w jakim się dokonuje, albowiem jedno i drugie jest naszym wymysłem. Chodzi wyłącznie o jakość.  Identycznie jak z pralką czy lodówką. Ma zmierzać do doskonałości, a ile wytrzyma w formie, która ją z założenia przerasta – to już sprawa drugorzędna. Coś za coś.

Rysunek Leonarda Da Vinci

Leave a Comment


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.