Mój pierwszy wpis na blogu, który poddano kasacji razem z całym portalem publikuję w nadziei na to, że word press nie wybuchnie tak szybko grzebiąc pod gruzami moje cenne refleksje. (masę czasu zajęło mi odzyskiwanie zaszyfrowanych wpisów, dlatego od tej pory tworzę kopie). Dzięki ciągłości, jaką zamierzam osiągnąć – będzie można dokonać oceny rozwoju lub załamania sytuacji na wielu frontach walki ze zmieniającymi się przeciwnościami, ewentualnie wyłonienia wątków ponadczasowych. Wątek biednego artysty jest zdecydowanie ponadczasowy i miałam rację, że od niego zaczęłam. Miejmy nadzieję, że wątek bezdomnych psów z Szydłowca pewnego pięknego dnia straci aktualność, ale nie stanie się to prędko. Mimo to jest progres, w którym mam także swój skromny udział, mianowicie jako Fundacja Pan i Pani Pies im Maćka Kozłowskiego zmniejszyliśmy ilość psich dramatów o blisko tysiąc. Co nie znaczy, że temat się wyczerpał. Końca nie widać. Zapraszam do wspomnień.
zdjęcie nad wpisem autorstwa Yoli Zuchniewicz. Już tak nie wyglądam.
Gąsawy Plebańskie 2013. Witam na blogu – SZTUKA w ZAŚCIANKU.
Czego się nie robi dla pieniędzy? Sama nie wiem, czy jest jeszcze w dzisiejszym świecie coś, czego się nie robi dla pieniędzy. Na tym polega dzisiejszy świat. Stwierdzam ten fakt z całą odpowiedzialnością także jako artysta. A może nawet zwłaszcza. Niniejszy wywód ma na celu walkę z obłudą. Dziennikarz i artysta Marek Raczkowski napisał książkę po to, żeby-” mieć na dziwki i narkotyki”. Umieścił ten powód w tytule dzieła. Czapka z głowy – oto pierwszy skowronek rewolucji w myśleniu o pieniądzach i artystach. Bo na razie mamy do czynienia z kosmiczną pomyłką, dzięki której mnożą się zgony artystów w biały dzień, w europejskim kraju, na oczach wszystkich.. Wisi nad nami cień ośliny, która pośród jadła z głodu padła, tyle że nie brak wyboru był powodem śmierci, a brak dostępu. Powszechny jest pogląd, że artysta maluje dla przyjemności i o pieniądzach się z nim nie rozmawia albowiem żyje powietrzem a oddycha sztuką. Bardzo sprytne. Jesteśmy bezcielesnymi tworami które nie jedzą, nie tankują benzyny i nie płacą za prąd. Ja ciągle czuję się jak ten szydłowiecki bezdomniak co to nikt mu krzywdy nie wyrządzi, co poniektóry nawet pogłaszcze, ale zaraz pójdzie dalej i kiełbasy nie rzuci. Obłuda polega na tym, że większość tak zwanego społeczeństwa (chociaż pewien filozof tłumaczył mi kiedyś po dwudziestym piwie ,że nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo) – nie dba o artystów, chociaż karmi się ich widokiem, energią i dziełem. Społeczeństwo (przy założeniu, że jednak istnieje) uważa, że artyści należą mu się jak psu zupa i jest to postawa prowadząca w prostej linii do ich wytępienia. Co wyraźnie ma miejsce. Proszę mi wymienić jednego znajomego współczesnego malarza. Nie znacie? Bo przeszli do branży komputerowej albo prowadzą lekcje śpiewu w podstawówce. Pędzle dawno już zaschły, w gardle podobnie .O dziwkach i narkotykach czytali kiedyś w książkach do historii sztuki. Jest coś na rzeczy z tezą o nieistnieniu społeczeństwa , bo jego historycznym śladem jest kultura… Pokażcie mi kulturę bez artystów. Żarty się skończyły. Dlatego póki nie jest za późno – głośno napominam – artysta nie żyje za darmo pośród Was. Nie za darmo Was „śmieszy, tumani, przestrasza”. Artysta potrzebuje zjeść, zapłacić rachunki i wyglądać. Chociaż tyle. Po to, żebyście mogli z perspektywy wygodnego fotela, bez żadnego intelektualnego wysiłku skonsumować gotowe przedstawienie. Artysta jest kucharzem w świecie ducha, a bez ducha – mówcie co chcecie, cokolwiek się rymuje ma wydźwięk pejoratywny…
Przeczytałam niedawno w „Polityce”, że obraz olejny profesjonalnego malarza to towar luksusowy i waha się w granicach cenowych pomiędzy 50 a 100 tys złotych. Hahaha! Świetny wybieg, żeby się zwolnić od jakiejkolwiek odpowiedzialności za niekupienie powyższego. Z tego samego powodu, jak już jesteś człowieku tak wspaniałomyślny, że rzucasz ochłap dziwakowi za „malunek” – nie proponuj mu dwustu złotych i nie krzycz, że szeptem wypowiedziane trzy tysiące to gruba przesada. Za obraz, który przetrwa Ciebie i Twoje smutne czasy – wnuki kupią sobie pół willi i mercedesa. Nic się tak koncertowo nie starzeje jak sztuka. Pod warunkiem, że jest prawdziwa, a nie pochodząca z niewiadomego źródła (na przykład od cioci Ziuty co ma zmysł artystyczny ).
Malarstwo umiera bo umierają profesjonalni malarze. Nie mają z czego żyć i odchodzą od sztalug. Nie ma mody na malarstwo, nie ma wiedzy o malarstwie, nie ma emocji z nim związanych. Ale to podstęp Pana Boga. Żeby coś się narodziło w pełnej chwale, musi umrzeć w zapomnieniu.. Żyje jeszcze garstka szaleńców, którzy malują obrazy i usiłują przetrwać. Tym większy będzie wokół nich hałas za sto lat. Kto umie liczyć, niech wyciąga wnioski
Wypada się przedstawić, jak każe tradycja, sięgająca zapewne dobrych kilku wiosen czyli tyle, ile sobie liczy pisanie blogów. Z wykształcenia jestem artystą plastykiem, z zamiłowania pisarzem, z wyboru pustelnikiem, z przyczyn ode mnie niezależnych – kobietą, z wyroku losu – wdową .Kiedy jeszcze nie byłam wdową też byłam pustelnikiem i mój maż, gdyby żył – mógłby to potwierdzić. Urodziłam się w Krakowie i tam też zamierzam umrzeć. Ale jeszcze nie teraz. Teraz mieszkam w lesie niedaleko Szydłowca. O Szydłowcu niewiele dobrego da się napisać. Dobre rzeczy o Szydłowcu można znaleźć tylko na oficjalnej stronie gminy. Całą prawdę o Szydłowcu znają tylko bezdomne psy, które ze względu na ilość doczekały się własnej strony i na swój psi sposób uczyniły to miejsce rozpoznawalnym na polskiej mapie nieszczęść. Dzięki temu można powiedzieć, że Szydłowiec jest miastem wybranym, bo przecież Pan Bóg uwielbia naznaczać w taki sposób swoich wysłanników, proroków a nawet całe narody. Z moją wrażliwością na psie sprawy los na pewno mnie tu nie rzucił lecz przywiódł z pełną premedytacją. Szydłowiec jest psim piekłem, ale gdzież, jeśli nie w piekle jest najwięcej okazji czynienia dobra? Psiarz w Szydłowcu już od rana nie wie w co ręce wsadzić. Tu zagłodzony wilczur, tam porzucony miot, ówdzie suka w wysokiej ciąży. Watahy krążą pomiędzy Tesco a Marc –Polem , koczują pod Biedronką, okupują żydowski cmentarz. Ten cmentarz to zjawiskowe miejsce, więcej w nim skumulowanej, wiecznej energii niż w całym szydłowieckim blokowisku. Trwa w swoim wymownym milczeniu bo piękno nie potrzebuje słów. Nikt tam nie zagląda, oprócz psich pielgrzymek. I ta wyspa przeklęta będąca jedynym schronieniem psiego narodu jest prawdziwym obliczem Szydłowca. I tym, które naprawdę żyje. Bo życie to coś więcej niż śniadanie, obiad i kolacja. Życie to także wieczność. A wieczna jest tylko miłość i sztuka.
