Ilustracja – Renee Margritte
Przeczytałam pierwszych kilkadziesiąt stron Fenomenologii Ducha, czyli filozoficznej teorii wszystkiego. Hegel nurkuje we wnętrzach zawiłych zależności pojęć, dzielnie przeczesuje nietknięte nomenklaturą mateczniki zjawisk próbując wyłonić pierwsze przyczyny, stężenie odnośników, nawiasów, przedrostków i wtrąceń w oryginale jest trudne do wyobrażenia, ale nagle z tej zmąconej wody wypływa piękna ryba a ja wtedy szybko biorę ołóweczek i podkreślam. Mam gotową perełkę.
Zawsze mnie nurtuje pytanie, czy można w taki sposób doznać Oświecenia? Poprzez owo drążenie, grzebanie w boskich bebechach i wyciąganie po kawałku każdego organu by go obejrzeć, opisać i zapamiętać, a potem samemu złożyć jak puzzle i dzięki temu pojąć Absolut, czyli to samo, co pojmuje mistyk jednym strzałem w serce. Nie można? Można? Nie wiem.
Tymczasem Instagram mnie wzywa. Pismo obrazkowe dla analfabetów. Czyżby? Uświadamiam sobie, wbrew dotychczasowym osądom (nie osądzaj), że obrazowy sposób porozumiewania wymaga sporej umysłowej gimnastyki. Jak za pomocą jednego zdjęcia skoncentrować na sobie uwagę i przekazać informację? Nie mówię tutaj o selfi z nową porcją botoksu, chociaż to też jest jakiś przekaz. Mówię o czymś, co na uczelni przyprawiało nas o siódme poty – o znaku graficznym. Dobry znak graficzny to wielka rzecz. Proszę zauważyć, że myślimy zazwyczaj obrazami, bo to jest bliższe natury niż myślenie całymi zdaniami. Myślenie całymi zdaniami jest wtórne i ma prawo bytu tylko w sytuacji, kiedy owe zdania także są skrótem myślowym, jeszcze lepsze od zdania jest pojedyncze słowo, a od niego już tylko krok do znaku. Tak stopniując widać wyraźnie, że znak stoi najwyżej w dziedzinie porozumienia. Filozofia usiłująca rozpracować problem za pomocą rozbudowy i namnażania słów jest w tym kontekście dziedziną zacofaną i przestarzałą jak patefon, choć to się komuś może wydać profanacją. Te księgi maczkiem pisane, wypchane sformułowaniami, od których kręci się w głowie, całe systemy obrośnięte odnośnikami jak jeżowce na dnie oceanu, owe przeddzidzia zadzidzia, z których się składa dzida i jej części – to nigdy nie jest tak mocne, jak wysłane komuś serce, albo palce ułożone w znak zwycięstwa. Jeśli cała natura jest symbolem Boga, to powinniśmy umieć ją odczytać bez słów. To właśnie miał na myśli Augustyn twierdząc, że litera zabija. I czasem powstaje mi w głowie szalona myśl, że droga do ponownego połączenia ze światem, którego jesteśmy częścią – jest prawdziwym celem ludzkości. Mądrość osiągnięta za pomocą porozumienia niewerbalnego, lecz przy użyciu najprostszych impulsów wysłanych bezpośrednio z mózgu do mózgu jest tym, do czego zmierza nasza cywilizacja, jeśli w ogóle gdzieś zmierza. W tym kontekście instagram nie jest dla analfabetów, tylko dla myślących coraz szybciej. Skończą się obrazki, zaczną się kolorowe rozbłyski odbierane ponaddźwiękowo, jak to już dawno potrafią znacznie od nas bardziej rozwinięte nietoperze.
Zwierzęta są doskonałe, człowiek jest niekompletny. Swoje własne dwie półkule potrafi wykorzystać w niewielkim procencie. A jednak wykształciliśmy myślenie abstrakcyjne, refleksyjność, sumienie – to wszystko czyni nas lepszymi w sensie intelektualnym, ale gorszymi w sensie naturalnym. Wyłamaliśmy się naturze i nie czytamy jej tak, jak drzewa odczytują wiatr, ryby wodę a ptaki powietrze. Jesteśmy ślepi, głusi, niemiłosiernie tępi i całkowicie obcy w każdym sosnowym zagajniku lub brzozowym lasku. Nie potrafimy się domyślić, czego chce od nas nasz własny pies. Jesteśmy kosmitami na planecie, która nas zrodziła. Droga człowieka, który wyszedł z jaskini i zaczął kombinować inaczej, niż niedźwiedź – prowadzi go coraz wyżej i wyżej, ale nie tak wysoko, żeby poleciał. Na tyle jednak ponad ziemię, że grunt usunął mu się spod nóg. Jak mamy dać dzieciom korzenie i skrzydła, jeśli nie mamy ani jednych ani drugich?
Gdzie w tym wszystkim jest literatura? Czy powoli przechodzi do muzeum? Niekoniecznie. Może słowa, stanowiące coraz większą rzadkość, bo pismo powoli zacznie wychodzić z użycia – słowa nabiorą charakteru pomników, zaczną znaczyć i ważyć, staną się potężne, jak wielka sztuka, przejdą trudną do wyobrażenia selekcję i nabiorą mocy zaklęć otwierających całe wszechświaty. Taki Szekspir. Cervantes. Borges. Dante. Ich dzieła jako skarb narodów, wielki pierwowzór późniejszych neuronowych impulsów montowanych bezpośrednio pod czaszką. A dookoła już tylko Pandora i rajskie ptaki. Komuś się nie podoba? Alternatywą jest zniszczenie środowiska zwieńczone wybuchem bomby jądrowej. O ile ciągle jest szansa, coraz mniejsza, ale jednak, że się opanujemy z bombą, to nie ma szans, że się opanujemy z instagramem i tik tokiem. Ten ostatni będzie prototypem neurobiologicznego zapisu mowy ciała. Nie opanujemy się, bo musimy przejść całą drogę od nieświadomego jaskiniowca, do jaskiniowca świadomego. Na razie mnożymy impulsy tworząc chaos nad powierzchnią naszej planety, dopiero z tego chaosu wykształcimy cyfrową wrażliwość i odczytamy życie tak intencjonalnie jak zwierzęta i tak doskonale jak bogowie.
Być może mnie poniosło, ale podróż do źródeł to nie może być ruch do tyłu.