Borges i pozamiatane

„Piłka nożna jest popularna” – twierdził Jorge Luis Borges, „ponieważ głupota jest popularna”.

Borges – geniusz i bożyszcze literatury, Argentyńczyk.  Messi – Argentyńczyk, bożyszcze stadionów. I teraz Argentyńczycy mają problem, przynajmniej ci, którzy wyznają oba kulty. Nie rozumiem, jak można to pogodzić, ale kult i zrozumienie to chyba pojęcia przeciwstawne.

Czytając Borgesa człowiek nie skupia się na rozumieniu, ma wrażenie bycia wystrzelonym w kosmos, co nie jest równoznaczne z pojmowaniem kosmosu. Chodzi tylko o to, że nagle się tam znaleźliśmy, w nieskończoności, mamy ją dookoła, nigdzie nie widać granic. Każda teoria jest możliwa. Wszechświaty nie muszą być nawet równoległe, każdy jest do przyjęcia. Szare komórki wariują jeszcze długo po zamknięciu książki, bo nic się nie wyjaśniło, chociaż przez chwilę wydawało się oczywiste. Nasz świat to pomysł szaleńca, który jednakże bardzo był w swym szaleństwie precyzyjny i dokładny, dlatego dajemy się nabrać, dlatego tyle wyraźnych powiązań nam umknęło i niczemu się nie dziwimy. Być może ów szaleniec był jedynym, który się dziwił. To by wyjaśniało fakt, że wszystko dookoła nas nie jest tym, czym się wydaje, możliwe, że istniejemy wyłącznie jako owoc tajemnego spisku. Może się zdarzyć, że każdy przedmiot, którego dotykamy jest tylko kopią niegdyś stworzonego oryginału, albo że poruszamy się w labiryncie myśląc, że to główna ulica. Jedyne, co posiada moc- to słowo, słowo radzi sobie doskonale bez ciała i samo decyduje, kiedy i w jaki sposób się nim stać. 

Najbardziej mi się podobało opowiadanie o Don Kichocie. Pewien człowiek zapragnął napisać drugi raz Don Kichota. Ale nie swoją wersję, tylko taką, którą mógł  wymyślić jedynie Cervantes. Postanowił więc zgłębić naturę Cervantesa, upodobnił się do niego, myślał i czynił to samo co on, strawił na tym życie i w końcu stał się Cervantesem do tego stopnia, że napisał Don Kichota słowo w słowo identycznego z dotychczasowym. Wydał go i od tamtej pory nikt nie ma pewności czy ma przed sobą oryginał, czy kopię… Hahahahaha!!! I mózg zagotowany!

Podobnie zagotowane mózgi mają zapewne najbardziej rozemocjonowani kibice piłki nożnej. Ich tragedie i euforie są wymyślone, przecież to tylko gra. Borges idzie krok dalej, według niego prawdziwe tragedie i euforie też nie istnieją, bo wszystko jest grą. W dodatku grą słów.

Na koniec zadam pytanie w imieniu autora – Ty, który mnie czytasz, jesteś pewien, że rozumiesz mój język?