Wydarzać się ma w nas, a nie nam – czyli Dziennik 2015 a w tle Sandor Marai.

Autobiografia ma rację bytu tylko wtedy, gdy pisarz odczuwa swoje osobiste istnienie jako mikrokosmos uzupełniający w organiczny sposób istnienie uniwersalne, a więc opowiada nie o tym co się działo z nim i wokół niego, lecz zapisuje, jak świat dział się w nim. To jest ta inna osobista historia świata. Sandor Marai – Dziennik.

Czyli tak, jak w moim odwiecznym credo – wydarzać się ma w nas, a nie nam.

1 czerwca 2015.

Jakby nie patrzeć trafiłam nareszcie na formę działalności społecznej, która mnie nie napawa zwątpieniem. Wątpiłam w stowarzyszenie Drawa i w festiwal Kozzi Gangsta, wszystko to grzęzło w połowie drogi do mojego serca. A teraz, nawet jeśli je przenicuję na wskroś, dalej wierzę w to co robię. Nigdy tak nie wierzyłam w rysowanie. Chcę ratować psy, ale chcę także pisać. Nie wiem czy chcę, muszę. Oddychać też muszę czy chcę, czy nie chcę, a pisanie jest jak oddychanie.

Śnił mi się Maciek. Spieszył się na plan, nie chciał mnie zabrać. Plan, na którym już nie miał roli, z racji tego, że nie żyje, ale miał być honorowym gościem i zdążał tam z ochotą. Nie byłam zła, kochałam go. Kocham go dalej. Powoli zaczynam mu wybaczać tę pierdoloną śmierć.

Czy ją kochałem? Czy człowiek kocha swoją nogę, czy swoje myśli ? Tylko właśnie nic nie ma sensu bez nogi czy bez myśli, bez niej także nic nie ma pełnego sensu. Nie wiem, czy ją kochałem, to było co innego, człowiek nie kocha swoich nerek czy śledziony. Byłem nią tak jak ona była mną. – Sandor Marai – Dziennik (wkrótce po śmierci żony)

Wczoraj znowu obejrzałam „Niemoralną propozycję” i Woody Harrelsona. Podobni są. Patrzyłam, patrzyłam i napatrzeć się nie mogłam co straciłam. Ale i co miałam przez chwilę.

8 czerwca. 2015

Znowu telefon. Znowu psy. Uwielbiam psy, ale telefonów nie cierpię. Niestety nie da się tego rozdzielić. Jakaś baba, właścicielka fundacji działającej w Krakowie głodzi swoje zwierzęta, trzyma kozy z krowami na kupie gnoju, konie kastruje na żywca i twierdzi, że jest bohaterem. Po interwencyjnym odebraniu psów płacze, że chce je z powrotem…Takie historie na każdym kroku. Przekroczyłam barierę dźwięku i teraz to wszystko wlewa mi się do uszu, jak kulisy średniowiecza. Świat zmienił barwy, na zgaszone.

Coś mi się dzisiaj znowu śniło, jakaś galeria trupów, balanga z trawą i Talking Heads. Co noc wędruję w zaświaty, żeby się trochę odkręcić od ponurej rzeczywistości. A tam impreza non stop.

Gdy myśli się o płci po pięćdziesiątce widzi się coś w rodzaju zbiorowego grobu pamięci, w którym leżą nogi ramiona i różne inne części ciała. W tej masie wspomnień twarz jest rzadkością. Sandor Marai- Dziennik.

Potem od rana psy i już do wieczora psy…. Ale dom jak nowy, opony zmieniłam, obrazek wysłałam, ogarniam. Życiu należy tylko sprostać, tylko sprostać…

Jest upał, raz do roku jest zawsze, konie wychodzą ze stajni już spocone. Dumam nad kwestią tych przedmiotów, które wokół siebie gromadzimy jako co? – przecież do grobu nie zabierzemy. Czyżby więc były bardziej od nas trwałym zapisem indywidualnego świata? Odchodzi aktor, zostaje dekoracja, czy można w niej zagrać tę samą rolę?  Po mojej matce z pewnością większość rzeczy będę musiała wyrzucić, bo jest ich za dużo. Chciałabym, żeby pamięć o mnie obyła się bez rzeczy. Ale są niewątpliwie takie, których wyrzucenie przez dzieci po mojej śmierci byłoby smutne, tylko dla kogo? Dla mnie? Nie, bo już nie będę żyła. Dla nich? Nie, skoro zdecydowały się je wyrzucić. A jeśli zostanę źle odczytana? Nic podobnego – odwrotnie. To, jak mnie odczytają po śmierci – to będzie ta jedyna prawda o mnie, ta i żadna inna.

28 czerwca. 2015

Hejże ha, hejże ha, wystawa otwarta, jestem z powrotem w Gąsawach. Sprzedałam kilka obrazków za psi grosz – dosłownie i w przenośni, bo wystawę urządziłam dla psów.  Przyszła masa ludzi, wydali pieniądze, bo było tanio i zaszczytnie. Kupili po 500 złotych rysunki warte dwa tysiące i dostali wielkie brawa.

Za to w domu jak w bajce. Białe ściany, czyste podłogi, odnowione sufity. Wielkie dzięki, panie Jacku. Jacku Malczewski. Nie wiem, co bym bez Pana zrobiła.

Ludzie pomyślą, że na psach zarobiłam…Gdybym teraz umarła to tak brzmiałaby prawda, która po mnie została.

Wczoraj widziałam jastrzębia, który z jakichś przyczyn nie mógł się poderwać do lotu. Moje psy otoczyły go strasznie zdziwione, z tego zdziwienia nie zaatakowały. Posłuchały mnie i odeszły. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam, że odleciał. Być może wcześniej nie mógł, bo miał zajęty pas startowy. Są rzeczy, o których się biologom nie śniło.

Mam straszne zaległości w pracy za darmo ostatnio. Dlatego pieniądze MUSZĄ mi lecieć z nieba, bo ich nie zarabiam a pracuję jak człowiek korporacja, znaczy – człowiek fundacja.

Nie piszę, nie maluję, nie jeżdżę, ale to z powodu wickowych kopyt chociaż te gorące kopyta pojawiły się w odpowiednim czasie. Wszystko się pojawia w odpowiednim czasie, nieszczęścia też przychodzą w samą porę.

Matka koleżanki, z którą miałam wernisaż, piękna, rasowa, leciutko egzaltowana, ale z wdziękiem. I moja biedna matula hipiska, dziwadełko. Chodzi po rynku w kolorowych szatach wlokąc za sobą całą swoją epokę. Tamta matka kupiła coś na wernisażu, licytowała obrazki, podbijała ceny… a moja capnęła 50 zł na taksówkę jak bezdomny pies kość, prawie że razem z ręką. Myślałam, że się spalę ze wstydu. Poczem pojechała do domu tramwajem. Przetchłość – Maciek tak to nazywał. Cecha charakteru niezależna od zarobków. Mając taką rentę jak ona, jeździłabym wyłącznie taksówkami.

04 lipca. 2015

Upał to straszliwa broń natury. Czy południowe narody pracują w nocy? Jakoś pewnie tak.. Nie jestem ja szczególnym miłośnikiem lata. Dzwonił facet w sprawie Swagera. Dziwne uczucie, kiedy ktoś chce mi zabrać dziecko.. Ale chce mi je zabrać w dobrej wierze, w lepszy świat, uwolnić mnie od niego, w sumie szczęście, w sumie po to te psy ratuję ale powtarzam za Magdą C. – nienawidzę  adopcji.

Moja więź z psami jest osobliwa. Myślę, że pod wieloma względami silniejsza niż z ludźmi.

5 lipca. 2015

Upał to nie moja pogoda, upał to odpowiednik mrozu na dodatniej skali temperatury.  Tam zamarza, tu się topi, każda przesada pochodzi od demonów.

Cokolwiek się wydarza jest pokarmem, a niestrawiony pokarm nas zatruwa. Dlatego nie cierpię tego gnania od akcji do akcji, od faktu do faktu, bez refleksji i bez wytchnienia. Muszę strawić, a żeby dokładnie strawić nie mogę się narazić na statystyczną ilość faktów z przeciętnego życia. Nie mogę mieć niczego co tę statystykę namnaża – rodziny, kochanka, a kto wie, czy dlatego nie mam też i pieniędzy, bo pieniądze generują nowe fakty.

Nie lubię ludzi, naprawdę ich nie lubię. Są niedokończeni przez Boga, ale niestety zaczęci także przez niego.  Przy zwierzętach nikt nie majstrował, przy nas tak. Pytanie co się takiego wydarzyło, że nas w połowie porzucił.

Mówię każdemu – przyjedź, wpadnij, posiedzimy pogadamy i zaraz myślę– Boże, co ja zrobiłam?!! Jak ja to wytrzymam??

Perspektywa czyjejkolwiek obecności tutaj sprawia, że ogarnia mnie rozpacz, tak, rozpacz. Jakbym nagle dostała ciężkiej grypy, która moje życie i moją pracę sparaliżuje na długie godziny a nie daj bóg i dnie.

Żyję całkiem samotnie więc się nie nudzę. Sandor Marai – Dziennik.

7 lipca 2015

Nigdy nie jest za późno na naukę, a więc także na błądzenie. Błąd musi zostać popełniony, żeby go nie powtórzyć a na tym mniej więcej nauka polega. Błędu nie da się naprawić. Można dyskutować nad winą wynikającą z czystej niewiedzy lub pomyłką we wnioskach z doświadczeń, ale po co? Od błędu nas to nie ustrzeże, błąd musi zostać popełniony, żeby nas czegoś nauczyć.

Upał, grają silniki much nad przypiekaną trawą. Krajobraz Włoch jest jak spalona ziemia, pamiętam go ze straszliwego urlopu z dziećmi i matką, chyba jedynej takiej gehenny, wspominanej jako rodzinny wyjazd i okiem postronnych oceniany jako cudne wspomnienie. Moim okiem – męka, męka i jeszcze raz męka.

Marcin Fabjański – Zaufaj życiu  – fajnie się czyta, trudniej ufa. Ale teoria o tym,  że decydują trzewia wydaje się słuszna. W naszym własnym ciele, nie w mózgu, lecz właśnie w kiszkach – jest ukryty genetyczny kompas, a mózg tylko zamienia w obrazy i słowa sygnały z jelit. Dobre. I prawdziwe, sądząc po tym, co czuję w brzuchu na widok obcych.

Żyć zgodnie z przeznaczeniem to nie mieć kłopotów z wydalaniem. Biorąc pod uwagę, że połowa populacji ma zatwardzenie – zbytnio zawierzyliśmy mózgowi. Zaczęłam wywód od trawienia, potem poszłam na kibel z książką Fabjańskiego i się kółeczko zamknęło. Tak żyć, żeby strawić życie i umrzeć wypróżnionym – oto wielka tajemnica wiary.

Zbytnie angażowanie się w fundację też nie jest dobre, co za dużo to niezdrowo. Życie samo dawkuje, ile życia, ile refleksji. Refleksja ma przychodzić sama, bez wysiłku, wysiłek w ogóle jest głupi, jak komputer. Nie mylić wysiłku z siłą życia, wytrwałością i tego typu sprawami.

Pogoda idealna, dom idealny, wiek idealny do samotnych urodzin. Nareszcie! W tym roku nikogo nie muszę na nie zapraszać. Ale i tak zapewne nie obejdzie się bez kurtuazji, bez tego niby pamiętania. Zawsze jakiś jeden element układanki musi nawalić. Wszystko cudnie, ale koń kuleje już drugi miesiąc, lekarz na urlopie, a terapia nie daje efektu. Jak koń był w formie, to ja przymierałam głodem. Jakem mogła wsiadać to mi kręgosłup strzelił. I tak dalej. W każdym wszechświecie małym i dużym jedna czarna dziura jest. Trzyma nas na orbicie. Hola, hola, tańczyć mi tu na sznurku rzeczywistości, wokół własnego nieszczęścia.

Człowiecza dola – ból określa istnienie a nieszczęścia nas utrzymują w stanie aktywności. Nie gonimy za szczęściem, lecz krążymy wokół nieszczęść właśnie. Umierając zawsze się zamartwiamy czego to bez nas nie załatwią, nie dokończą, nie dopilnują.

Urodzin ciąg dalszy. Nikt mi na razie nie przeszkadza.

Jak pytałam ojca zoologa o jego nowe wnuki (chodzi o wnuki z innego miotu),  to mówił, że trudno się jeszcze z nimi dogadać, że u myszy ten proces przebiega szybciej. U psów, jak dzisiaj widzę – też. Na przestrzeni wieków psy okazały się wrażliwsze i bardziej cywilizowane niż ludzie, w sensie globalnym. Psy już dawno zachowują czystość, ludzie są brudni. Psy są całkowicie udomowione, ludzie nie. Psy błyskawicznie się asymilują w warunkach cywilizacji, ludzie w większości dalej żyją jak jaskiniowcy pomimo telefonów, samochodów i telewizji satelitarnej. Kiedy widzę psa w otoczeniu obsmarkanych dzieci, palących matek, pijanych ojców, pośród ludzi bezzębnych, strasznych, wrzaskliwych, w pomieszczeniach śmierdzących, zadeptanych, ciemnych – psa, który jako jedyny zachowuje czystość i stara się dostrzec jakiś porządek natury w nieustannym chaosie i anarchii -pytam – kto tu jest udomowiony? Pies pyta dokładnie o to samo.

Rano miewam zachwiane poczucie zasadności istnienia, sens życia jest zamazany. Wskaźniki duchowych parametrów trochę szaleją. Muszę chwilę powalczyć, żeby je ustabilizować.

11 lipca 2015

Autoportret Dürera w Prado. Jedyną „szlachetnością” w twarzy artysty jest samotność geniusza. Durer, podobnie jak Goya, jak najwięksi do połowy 19 wieku utrwalali rzeczywistość ze staranną precyzją godną soczewki aparatu fotograficznego, ale jednocześnie rozrzutnie dodawali coś do tej fotograficznej wierności – nadwyżkę spojrzenia nieuchwytną, jak tchnienie inność, dzięki którym rzeczywistość zmieniała się w wizję. – Sandor Marai Dziennik.

Nie jestem malarzem, nie umiem malować, umiem rysować. Nie mam pewności plamy, ale mam pewność kreski. To wbrew pozorom dwie zupełnie różne rzeczy.

Nie gadaj głupot. Obraz ruszył, jest fun, jak mówią warszawsioki. Boże, co za mowa.

12 lipca 2015

Śniła mi się pani Zet i brudny kibel, nie dało się na nim usiąść… Kibel był mały, jak to w przedszkolu. Dzieci sikały na podłogę, oblewały kibel wokoło, w końcu zrezygnowałam. Dałam pani Zet telefon, obsikany jak cała reszta. A ona na to z pretensjami, że zjechała z drogi a mnie nie było, że specjalnie dla mnie, a mnie nie było. A co ja kurwa – matka boska jestem? Jak się ktoś uprze na drugiego człowieka to nic tylko spierdalać. Obudziłam się nastroszona.

14 lipca 2015

Są i tacy, którzy wpłacają 20 złotych na Misia z chorą łapką i potem przez tydzień mają kupę zajęć z tą wpłatą (wpuatą – jak pisała pewna księgowa ze Skarżyska wypełniając moje Pity). A czy doszła ta wpuata, a czy przypadkiem nie poszła na Brysia z chorym uszkiem, a czy faktura na Misia zapłacona, a post z fakturą wypada dać na stronkę, a podziękowanie… Rozumiem ludzi, ja wszystkich ludzi rozumiem, ale bez wzajemności.

Ach, zjadłam jeszcze jedne spleśniałe truskawki.

Najmniejsza suczka w fundacji – Sufi. Piękne imię jej dałam. Męskie imię rodzaju żeńskiego.

Jeśli ktoś wychodzi za mąż twierdząc, że – „najwyżej będziemy się zdradzać”, i „ niech to potrwa nawet 10 lat, to już jest udane małżeństwo” to z jednej strony oczywiście ma rację, ale z drugiej – te 10 lat to o 10 za dużo.

Czemu ludzie tak straszliwie chcą się żenić???? Powinnam sobie odpowiedzieć na to pytanie. Wstyd, ale sama chciałam podobnie. Ewentualnie chcieli za mnie wszyscy dookoła i zaraziłam się ową chęcią.

Ludziom nie podoba się drugi człowiek, tylko małżeństwo. Dopiero po ślubie zaczynają to rozumieć. To, że małżeństwo jest przereklamowane, a człowiek to jednak nie jest wazonik, żeby go można było postawić na stole, bo się nam spodobał.

Kobiety chcą wychodzić za mąż, a potem zaraz chcą się rozwieść. Mężczyźni odwrotnie. Boją się żenić, bo wiedzą, że nie będą w stanie odejść. Mężczyźni wykazują więcej rozwagi, bo to według nich decyzja na całe życie, kobiety tak daleko myślami nie wybiegają w przyszłość. Zwykle takie myśli miewa się wieczorem, a wieczorem każda kobieta marzy tylko o tym, żeby iść spać i nie myśleć o niczym.

L. powiada, że kiedy rano w łazience otwarła kran nad wanną -woda, która zaczęła płynąć coś mówiła do niej, w plusku wody słyszała jakby głos, ktoś chciał jej coś przekazać, ale coś takiego słyszy tylko niewielu. Czasami poeta, czasami Święty Franciszek, czasami kobieta. Sandor Marai – Dziennik

15 lipca 2015 –  menopauza. Uderzenia gorąca z zewnątrz, z racji podmuchów upalnego powietrza i od wewnątrz, z racji menopauzy. Pan Bóg na pewno nie jest kobietą, bo sam by sobie tego nie zrobił.

Mam tak piękny dom, że już niczego więcej nie muszę mieć. Jeszcze wczoraj okiennice założyli. Nie kupiłam tylko nowej lodówki. Nie można wszystkiego naraz kupić, bo wtedy nie ma po co dalej żyć.

Dżentelmen może mieszkać tylko w takim domu, w którym nie zna dokładnej liczby pokojów… Dziennik Sandor Marai – o Pałacu królewskim w Madrycie.

Robię trochę pustych przebiegów, kiedy żyję za szybko, bo jeśli odłożę połowę na jutro – jest szansa, że życie to załatwi za mnie.

Szczęście to bycie wyspanym, tak naprawdę u mnie szczęście sprowadza się do bycia wyspanym.

Kiedy coś się udaje mam poczucie, że było bardzo proste i łatwe. Sukcesów się nie osiąga ciężką pracą, sukcesy dzieją się same. Kiedy mam dużo adopcji wydaje mi się, że jestem w stanie wyadoptować wszystkie psy, nawet stare i wycofane. Kiedy mam dużo pieniędzy mam wrażenie, że mi z nieba lecą i lecieć będą. Kiedy byłam kochana z wzajemnością czułam podobnie – że to oczywiste. Oczywiste! Łatwe! Samo się dzieje!!

Rilke był poetą, który krwawił poezją gdy rankiem zaciął się przy goleniu. Sandor Marai – Dziennik

17 lipca piątek

Forsa się kończy, ale pohulałam jak pies w studni.

Ja się najlepiej ze wszystkiego nadaję na tamten świat.

18 lipca. 2015

Na co był potrzebny podział na klasy, sfery i tytuły?  Po to, żeby ludzie mieli ustalony kod relacji w ramach swojej społecznej grupy. Wiadomo było jaki gest co oznacza i dlaczego się go wykonuje, co się odpowiada na zwyczajowe pytania, czego się nie mówi w towarzystwie, kiedy należy przeprosić, zaprosić, odwzajemnić, ustąpić, otworzyć, zamknąć, podać, podnieść, krzesło podsunąć, łyżkę zamienić na widelec i tak dalej. To cholernie wygodne było. Teraz błądzimy w obcych światach nie znając żadnych przepisów i burdel się zrobił. I nie o to idzie, że ja jestem inteligent a ktoś jest cham. Bo cham może być dzisiaj inteligentny i wykształcony, że o bogactwie chama nie wspomnę, ale on dalej nie generuje czytelnych dla mnie reakcji na wysyłane w jego kierunku sygnały. A ja nie umiem nazwać rzeczy po imieniu, bo tego ja z kolei nie umiem. Ja umiem tylko kodem.

Gość, młody Węgier, opowiada mi, że w Ameryce którejś nocy wracał do domu autem z Murzynami, którzy przez całą drogę mieszali z błotem białych i nie przejmowali się zupełnie, że on siedzi w aucie. Kiedy zwrócił im na to uwagę usłyszał : „ty nie jesteś biały, ty jesteś Węgrem”. Marai – Dziennik

21.lipca 2015

Wiozę dzisiaj Dudusia do domu stałego….

Nie, na pewno nie jest tak, że należy się mnożyć do upadłego i mnożyć wszystko co się rusza. Jak mawiał mój papa, zimny biolog – jeśli przestaniemy jeść karpie, to karpie wyginą. I konflikt był otwarty naukowca z mistykiem. Bo cóż karpiowi z życia, jeśli jest hodowany na wigilię? Cóż nam z wigilii, jeśli z jej powodu zabijamy karpie?  Dobre życie to szczęśliwe życie. Samo istnienie nie jest jeszcze równoznaczne ze szczęściem. Ilość ZAWSZE obniża jakość. Ziemia jest stworzona dla określonej ilości istnień. Mnożenie jednego gatunku na potrzeby drugiego powoduje zachwianie równowagi. Im nas więcej tym dla nas gorzej. Powinniśmy się świadomie rozmnażać my, ludzie, rozmnażać tylko w takim stopniu, żeby pozwolić innym gatunkom pozostawać w stanie wolnym. Nie bawić się w ogóle w rozmnażanie czegokolwiek na sprzedaż.  Ilość bezdomnych psów jest dlatego taka duża, że kwitnie psi interes. Nie ma interesu, nie ma dramatów. A tak, człowiek stworzył Dudusia, żeby się hycel obłowił. I Duduś czekał przy drodze na hycla, ale ja byłam pierwsza.

Duduś – najsłodszy pies, jakiego kiedykolwiek widział ten dom, ale chciał być jedynakiem. Dlatego nie mógł tutaj mieszkać do końca życia, w tym tłumie zazdrośników… Duduś ideał. Duduś filozof. Jak ja zazdroszczę tym ludziom, że go mają. Ciekawam, czy oni sami sobie zazdroszczą tak samo.

23 lipca 2015

Wczoraj zawiozłam dwa psy do psiego hotelu. Powitała nas kobieta pies.  Równie dobrze mogła być odziana w skóry (zawsze, jak już się pojawiają skóry to jest termin – odzienie, a nie ubranie. Człowiek ubrany zawsze jest trochę jak choinka, odziany jest w sposób, jakiego wymaga natura – od zimna lub od gorąca. Ubranie zdobi, odzienie chroni, jest czysto funkcjonalną rzeczą) A więc odziana w coś, co się z nią już dawno zrosło, malutka, chuda, ale bardzo umięśniona, z ramionami mężczyzny, twarzą wysmaganą wiatrem i słońcem, z tłustymi włosami nieokreślonego kształtu, obuta (skoro już odziana) w dziwnej maści niezidentyfikowane trepy wyglądające z daleka jak stopy Hobbita. Taka nie będę. Przysięgłam to sobie natychmiast. Dla niej te budynki pełne psich pokoi wystarczyły za cały świat. U mnie świat jest trochę inny – mniej psów, więcej samotności, więcej książek. Ale u mnie ten świat też wystarczy za cały świat.

Nie ma innej ojczyzny poza językiem ojczystym. _ Marai – Dziennik.