22.09. 2015
Czytam Bobkowskiego, piękne te zapiski, czytałam je wiele lat temu, są bezpretensjonalne i bardzo osobiste, literacko dopracowane, pomimo pozornej chaotyczności. Fajny koleś z niego był. Mało jest fajnych kolesi dzisiaj. I ten Paryż, co prawda wojenny, okupacyjny, ale tak bliski mojemu sercu, moje drugie miasto, miasto, które zabiło Godfreya. Trochę anielskie trochę diabelskie, a teraz ponoć już tylko arabskie.
23.09.2015
Młody, zdolny, przystojny reżyser powiesił się w pokoju hotelowym w Gdyni. Zdążył między jedną a drugą imprezą festiwalu, na którym był nagradzany. Co brał? Coś na pewno brał w ilościach, które trzeba zwiększać, żeby utrzymać tempo, tu bania, tam ścieżka a jeszcze kwasik na deser i dalej i do przodu i w górę aż pod sufit, a pod sufitem hak, jak u Gombrowicza w Berlinie. Życie nie może być pasmem sukcesów, bo spełnienie oznacza śmierć. Bobkowski żył w czasach, kiedy teoretycznie wszyscy powinni popełnić samobójstwo, a tu widać, że nic nas tak nie mobilizuje do życia jak wojna. Wojna paradoksalnie odpowiada na wszystkie pytania o sens życia, sensem życia staje się walka. A z czym tu walczyć jak cię na rękach noszą i o autograf proszą???
Śniła mi się Maryla Rodowicz, jeszcze tego brakowało. Jechałam z nią windą w górę, była z nami jeszcze kobieta nieszczęśliwa w szczęśliwym małżeństwie. I ona tę kobietę potraktowała niegrzecznie, wściekła Maryla z kilogramami tynku na kilogramach ciała. Nie złośliwie, ale dotkliwie. Nieszczęśliwa kobieta w szczęśliwym małżeństwie chciała być miła, chciała się przypomnieć, pochwalić się, że już się kiedyś widziały na jakimś spotkaniu, albo może w poczekalni Dzień Dobry Tvn. A może nawet wylądowały na tej samej stronie w kolorowej gazetce. Marylka jej na to, że gazetka szmatława, a śniadaniówka to badziewie. Aż winda zaskrzypiała. Co za szczęście, że nie próbowałam brać udziału w rozmowie.
24.09.2015
Bobkowski pisze o Niemcach, że żołnierz niemiecki wkrótce przestanie się bić o wielkość Niemiec, a zacznie o wielkość Europy, tyle, że niemieckiej… Bardzo by się z tego zdania ucieszyli przeciwnicy Unii. Nie jestem przeciwnikiem Unii, bo nie jestem szczególnie dumna z mojego kraju, kraj jak kraj, mógłby być gorszy, mógłby być lepszy. Patriotyzm to niebezpieczna emocja. Jeśli Unia go trochę rozmywa – to tylko na dobre wyjdzie różnym zapieczonym zbawicielom. Czas pokoju wyleczył Polaków z oddawania życia za ojczyznę. Przestaliśmy chcieć je oddawać za cokolwiek, prócz komfortu i przyjemności. Przetrwanie ma inne standardy. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. Może jednak dobrze? Mniej testosteronu, więcej kobiet, generalnie upadek męskości, która do tych wojen parła i tam się wykrwawiła. Więc może już nie będzie wojen? Kobiety będą się żarły, obgadywały, kręciły afery i kłapały dziobami, ale zabijać się nie będą. Nie będą także rodzić dzieci w takich ilościach, więc daj boże i życie zacznie być cenniejsze. Wszelkie logiczne prognozy nie mają sensu chociaż spadek testosteronu jest faktem. Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma. Ale świat nie jest logiczny, na szczęście. To jedyne pocieszenie. Gdyby był logiczny, już byśmy sobie dawno sami w dupę wsadzili bombę atomową i odpalili lont.
26.09.2015
Jeśli się żyje w świecie psów, siłą rzeczy ludzki świat przestaje być jedynym.
28.09.2015
Śnił mi się dzisiaj niezidentyfikowany narzeczony, który mnie chamsko zdradzał. Obudziłam się zawładnięta znajomym uczuciem upodlenia i rezygnacji. Ten RODZAJ UCZUCIA wywoływał u mnie zawsze obrzydzenie i był synonimem niewoli. Jak się jest odpowiednio starym i doświadczonym, co na jedno wychodzi – widać, że uczucia dzielą się na proste RODZAJE. Przeżywamy je w różnych okolicznościach, z różnymi osobami, ale jest to stan powtarzalny, więc z czasem łatwy do zdiagnozowania. Od niemiłych uczuć uciekamy, za miłymi gonimy, uczucia nami powodują niezależnie od tego, kto je wywołuje albo napędza. Ziemska miłość to także rodzaj uczucia zawsze taki sam, zmieniają się tylko bohaterowie. Jedna jest na świecie zazdrość i jeden żal. Na przykładzie Maćka z moich snów, Jarka z moich snów, Tomka z moich snów, matki z moich snów, teściowej, córki, ciotki z moich snów, sąsiadów, hycli, nauczycieli z moich snów – mogę skatalogować RODZAJE UCZUĆ, emocji, którym podlegam, a które mogę w miarę spokojnie obserwować na jawie. Uleganie uczuciom ma swoje źródło w najprostszych instynktach – zachowania gatunku, przetrwania, bezpieczeństwa, oceny społecznej, gospodarki hormonalnej, nagromadzenia lub braku energii życiowej. Uczucia niewolą, ale też napędzają, jak zmiana biegów. Niby każdy chce być wolny, ale zapomina o tym ciśnięty przez społeczne uwarunkowania, czyli przez mózg, bo serce nigdy się w nic nie wikła. Prawdziwa miłość nie jest emocją, która nas pożera jak krokodyl. Wracając do zazdrości, z którą się obudziłam zła i pokonana – zawsze wiedziałam, że to sygnał do natychmiastowej ewakuacji. Bóg, czy jak go zwał nigdy nas w takie rzeczy nie pakuje. To igraszki materii. Sami się w nie pchamy a każda klęska jest pożytecznym znakiem na drodze do wyzwolenia.
Na koniec tej sennej awantury mój nierozpoznany narzeczony schodził nagi po schodach i okrążał dom, w którym nigdy nie mieszkałam. Ta jego nagość mnie otrzeźwiła. Dostałam prosty komunikat – jestem wolny, niczego nie robię przeciwko tobie, po prostu jestem wolny.
Wszystko jak mydlana bańka…Szum deszczu i faceci zbuntowani, lecz nadzy i zarazem bezbronni przeciwko kobietom, które ich opanowały, których oni coraz bardziej się boją.
I dobrze! Dosyć tych patriarchalnych dominacji.
1.10.2015
Zawsze byłam zdania, że mężczyźni potrafią piękniej kochać, bo kobiety nie odróżniają miłości od posługi. Nieszczęsne macierzyństwo jest jak piętno wypalone na duszy.
Z dwojga złego lepiej być świadomie wyrachowanym niż nieświadomie emocjonalnym. Chociaż moja matka uczyła mnie odwrotnie. Tylko, że to, co ona czciła i czemu z upodobaniem ulegała – emocje, to w istocie prymitywne, spontaniczne odruchy przetrwania. Emocje są nam dane wyłącznie do rozpoznania terenu, są kolorami na obrazie świadomości, ale pojedynczy kolor jest niewiele wart. Nie ma się co podniecać, że jest niebiesko, albo czerwono. Nie jest. Świadomy człowiek nie musi ukrywać emocji, ani im zaprzeczać, wystarczy, że je potrafi rozpoznać i z umiarem przeżywać. Miłość nie ma z tym nic wspólnego. Jest poza tym całym burdelem.
Emocjonalne są zwierzęta, co je zresztą czyni bardziej wrażliwymi i bardziej złożonymi psychicznie niż się wydaje nieświadomym głąbom. W swojej niewinności zwierzęta są przejrzyste, niezafałszowane, szlachetniejsze niż ciemny sapiens mający się za istotę wyższą. Świat większości ludzi jest tylko światem uprzywilejowanych małpoludów i zwycięstwa siły, podstawowe, niskie emocje są częścią materii, służą jej, żeby przeżyła, żeby przetrwała. Tylko świadomość nas wyróżnia, tylko świadomość. Precz z emocjami. A co z seksem? W materialnym wymiarze to stężone emocje w jednorazowej pigułce. Nagromadzenie wszelkich znanych nam podniet, esencja życia. Fajne, ale przyziemne, dlatego szybko się nudzi i jak każdy RODZAJ UCZUCIA prowokuje zmianę partnerów, żeby móc się odnowić. Seks w wymiarze duchowym to co innego, to już prawie wieczność. Poziom doskonały, bliski śmierci. Ciało niewiele ma tu do roboty, pozostaje symbolem, znakiem istnienia. Miłość to jest coś, co jest POMIĘDZY nami, jak pisał Tischner. Trzeba się trochę odsunąć od siebie, żeby to pojąć. Taka miłość zwycięża śmierć.
3.10.15
Wraca Wenecja. Umieram ze szczęścia. Nie wiem skąd wezmę 6 tysięcy, ale czy ja wiem skąd wzięłam to co wydałam w życiu?? Piękna Weni, na której w zasadzie nie da się jeździć. Muł z tendencją do odskakiwania. Do rekreacji się nie nadaje, do sportu tym bardziej. Idealna dla mnie.
Dlaczego właśnie ona zostanie ocalona z transportu? Tego nie wie nikt, bo nikt nie wyszedł poza logikę materialnego świata. Nie pojmujemy ekonomii zbawienia, ale nie podoba nam się pomysł kosmicznej loterii.
Wczoraj byłam w kolejnym schronie dla psów, było ich tam sto a ja zabrałam jednego. Jaki to ma sens?
No właśnie, na poziomie logiki i materii – absolutnie żadnego. Jednak kij w mrowisko niskiej energii każda taka akcja pakuje. Magma łatwo nie zastyga.
Każdy czyn, który się wymyka logicznemu uzasadnieniu, nie służy przetrwaniu i nie jest podyktowany korzyścią własną – jest czynem ratującym nas od śmierci.
4.10.2015
Śniło mi się dzisiaj, że mnie przygniótł ogromny, brudny pies, ale było mi dobrze pod tym psem, taki był ciepły, futrzasty i wcale nie chciał mnie zjeść. Wszystko robię kompletnie wbrew logice, wszystko. Zośka się rozstała z narzeczonym, co za ulga – powiedziała wstrętna teściowa. Teściowa zawsze jest wstrętna i ma rację. Moja teściowa też miała rację – ja nie byłam odpowiednią żoną dla żadnego z moich mężów, z całą pewnością.
Bobkowski dobry pisarz, pisałam już o tym? Nawet jeśli pisałam, to daj mu Boże, bo facet jest mało znany i nikt nie powtarza co chwilę, że dobry z niego pisarz. A na tym mniej więcej polega bycie dobrym pisarzem, nie na czytaniu go, tylko na powtarzaniu bez przerwy, że jest dobry.
4 październik 2015 imieniny Franka. Franek jest mądry. Zaczyna być trochę jak mój ojciec, który potrafił odpowiedzieć na każde pytanie. Na temat polityki, finansów, literatury, historii, geografii. Jak nie wiem co myśleć o światowym kryzysie migracyjnym, albo szansach upadku kościoła katolickiego w Polsce dzwonię do Franka. Gdybym się urodziła na nowo nie miałabym już dzieci. Ta dwójka mi wystarczy na całą wieczność. Być autorem takich dzieci to szczyt osiągnięć i nie należy tego kalać jakąś następną wersją. Ta jest idealna.
6.10.2015
Jest tak piękna pogoda, że mam ochotę zanurzyć ręce w niebie.
7.10.2015
Zostałam sama w fundacji. Tak to jest, jak się nie ma męża. Nieprawda. Mężowie uwielbiają, jak się żonie noga powinie, oni to kochają. Na zdrową, wolną, pewną siebie kobietę ich nie stać. Kiedy jest chora albo mało zarabia, albo nic się jej nie udaje mogą powiedzieć z czystym sumieniem– beze mnie zginiesz. To tak, jak w tym genialnym dowcipie – byłeś przy mnie zawsze w nieszczęściu, w biedzie, w opuszczeniu… Ty mi kurwa pecha przynosisz!
Wczoraj do mnie przyjechali właściciele hotelu, przerażające wrażenie i nieopisany smród. To nie psy z nimi mieszkają, lecz oni z psami. Przywieźli równie śmierdzącą i potwornie zapasioną Bertę. Z raną na brzuchu, bo ją na odchodnym dziabnął któryś zazdrośnik. Nie czują już tego odoru, obrzydliwe to czy właśnie piękne? Każda przesada pochodzi od demonów. Mieszkają z 35 psami, kolejnych 20 biega im po małym podwóreczku. Trzymają je w łazience, w kiblu, a może nawet w szafkach.. Wyjechali na pół dnia zostawiając dom na pewne obsikanie i obsranie. A co, jeśli się pogryzą? Psy, nie oni. Pierwszy raz ich widzę na żywo i ten widok mnie nie uspokaja. Baba ogromna, długowłosa, bezzębna, przypomina Dzidkę – słynną modelkę z akademii, której wszyscy panicznie się bali. Fellinowskie monstrum nie wymagające charakteryzacji. Wygadana, hucpowata, głośna, na swój sposób inteligentna, chociaż prymitywna, przez co kuriozalna. Pisze z okropnymi bykami, ale co tu gadać, wszyscy są powoli niepiśmienni, wiadomości wystukują za nich telefony z domyślnym słownikiem. Jak się już taki słownik czegoś domyśli to lepiej zeznawać w sądzie. Wracając do psiej pary – on, jej ślubny mąż, malutki, niepozorny, w spodniach roboczych nigdy nie pranych, co nie tylko widać, ale przede wszystkim czuć, małomówny, nieśmiały, siedzi na dostawionym krzesełku, bo się nie zmieścił obok niej na ławie. Biedak, całkowicie zdominowany przez ogromną harpię, którą sobie wybrał albo tak mu się tylko wydawało, że wybrał. Naprawdę został wchłonięty, wessany do jej przepastnego wnętrza jak ten człowieczek z Bunuela („Widmo Wolności” zdaje się) i skazany na posłuszeństwo bez odwołania i bez możliwości skrócenia wyroku.
Śnił mi się dzisiaj zlew. No to zlew.
10.10.2015
Jakże mi teraz dobrze w życiu, kiedy za oknem chłody i szarugi jesienne. Jak Bobkowskiemu w okupowanym Paryżu. Wczoraj spadł śnieg, pan Rysio twierdzi, że to jedyny tej zimy. Pan Rysio jest lepszy niż wszyscy starzy górale i instytut meteorologii i gospodarki wodnej razem wzięci, więc ten śnieg należy uszanować.
Włączyłam muzykę z Amelii po raz pierwszy od śmierci Maćka. Kupiłam tę płytę na wyjazd do Kościeliska i szła tam na okrągło. Bałam się wracać do tamtych dni i słusznie, bo przeleciałam do drewnianej izby z prędkością światła zaledwie wybrzmiał pierwszy kawałek. Niewiarygodne, że minęło 10 lat i nie ma to znaczenia, ważny jest RODZAJ UCZUCIA. A uczucie było dziwne, niejednoznaczne. Przeszkadzała mi tymczasowość całej sytuacji, niepewność, że to nie mój chłop, nie mój dom, chociaż piękny ten dom i ten chłop, zima piękna, jak z obrazka, czajnik syczał na piecu w kuchni, filmowo. Nuda. Tak naprawdę nie mogłam się doczekać, żeby to wspomnienie już ładnie zamknąć w pudełeczku i zacząć coś konkretnego. Zarabiać kasę, urządzać własne mieszkanie, kupować talerze w Ikei. Ale doczekałam do końca pobytu a szkatułkę z wygrawerowanym napisem – „Najpiękniejsza chwila w życiu” postawiłam na półeczce. Relikwia naszego wspólnego czasu. Wczoraj sobie na chwilę otworzyłam i wciągnęłam nosem jak ścieżkę. Wciągnęłam i zaraz przemalowałam zeszłoroczny obrazek z wronami. Wolę go bez wron.
25.10 jutro zmiana czasu.
Osiągnęłam naprawdę zadowalający poziom rzemiosła w tym, co przez lata szlifowałam. Dotyczy to zarówno rysowania jak jazdy. Pewność ręki przy sztaludze, pewność dosiadu – z tej samej serii te uczucia. Na szczęście z nikim nie konkuruję, nigdzie nie zmierzam, nie mam żadnego innego celu, prócz przyjemności jazdy i przyjemności rysowania. W sumie śmierć.
25.10. 2015
Jesień w jesieni życia- najlepsza. Tego szukałam w wieku lat 20 w pełni wiosny.
3 listopad. 2015
Wczoraj miałam sen, z gatunku tych, które nas przenoszą w rzeczywistość, bo już dawno wiem, że to tutaj – z krzesłami, sufitem i łóżkiem – rzeczywistością nie jest. W świecie niematerialnym, a więc niezagrożonym żadnym żywiołem ani rozpadem – szliśmy ulicą i on nagle skręcił, bo wybierał się z kolegami na mecz. Wybierał się i klął, że tam idzie, zawsze go wkurzały rytualne spotkania mężczyzn i nigdy ich nie opuszczał. Jakby wciąż nie miał na podorędziu lepszych sposobów na podkreślenie owej plemiennej przynależności. Generalnie wiele miał problemów z tym nieustannym byciem mężczyzną, czasami był tym zmęczony. Czy nie mógłbyś nareszcie gdzieś ogłosić, że żyjesz? Czy oni muszą cię zobaczyć, żeby uwierzyć, że nigdy nie umarłeś? Powiedz to głośno zamiast się snuć jak cień po starych śmieciach, oni są ślepi i pozostaną ślepi, oglądanie z nimi meczu do niczego nie prowadzi. Nie wiem, zrób coś bardziej przekonywującego. Objaw się jakoś normalnie i powiedz głośno – jestem. Tak mu poradziłam a on i tak polazł na ten idiotyczny mecz i znowu go pewnie przegrali.
W kwestii fundacji – jestem w oku cyklonu. Staram się czasami ulecieć w medytację, w wizje, coraz mi ciężej. Śni mi się, że jestem żoną Tomka, że życie mnie pogania, pogania, pogania, odkrywam coraz to inne, zrujnowane pokoje i korytarze pełne drzwi. Powtarzająca się sceneria wielkiego rozgardiaszu i niezagospodarowanej przestrzeni, trudnej do ogarnięcia. Wracam tam i za każdym razem zastaję rzeczy tak, jak je zostawiłam, bo w snach nic się nie rozpada. Istnieje Maciek, istnieje rodzina, jedno drugiemu nie przeszkadza. To, co się zaczęło, trwa bez końca, ma początek, ale nie ma zakończenia. Cokolwiek stwarzasz, stwarzasz na zawsze, przemijanie to ściema.
15 listopad 2015
W Paryżu Arabowie zrobili jesień średniowiecza, czyli masakrę w Chios, tvn24 nawija od rana do wieczora, czasem mam wrażenie, że to zostało WYWOŁANE głodem krwawych igrzysk, których ludziom brakowało, a które w człowieku są obecne od zawsze. Moja fundacja osiągnęła rozmiar balona, muszę uważać, albo właśnie nie uważać, może to już za późno na uważanie, może idę prosto na ścianę. Powiedz to teraz psom. Powiedz to ludziom takim jak ci, którzy tutaj byli. Powiedz, że nie masz czym zapłacić za psy. Powiedz to tym, którzy noszą plakietki z napisem „Pan i Pani Pies” i odepną, kiedy im powiesz. W zasadzie już się kryją po kątach, w zasadzie już nie masz komu powiedzieć, że jesteś niewypłacalna.
Natura nie chce żebyśmy się wszyscy zabiegali na śmierć. Na pewno nie chce. Dlatego ten balon musi pęknąć.
Listopad 11.2015
Nie od parady teraz czytam Bobkowskiego, on swoje a historia swoje. Piękny czas jego życia i najlepsza, najbardziej doceniona książka, jaką napisał to mroki okupacji, Hitler i Europa ogarnięta niszczycielską wojną. Nie powinno się mierzyć losu pojedynczych ludzi miarą okoliczności powszechnie uznanych za nieszczęśliwe. Katastrofy ogólne mają także indywidualny wymiar, niekoniecznie negatywny. Ja teraz tak rysuję, jak jeszcze nigdy nie rysowałam, jeżdżę jak nigdy nie jeździłam, a ludzie uważają, że jestem skończona, bo bankrutuje fundacja, bo wszędzie długi, procesy i hejt.
Nie mam przyjaciół, nie mam rodziny, nie mam męża, nie robię wystaw, nie wiem, jak spłacę długi, nie mam opału na zimę, auto mi się rozlatuje, nie wiem co będzie dalej, nie mam pojęcia, ale kurwa nareszcie mam siebie. Mam siebie, czyli w zasadzie mam wszystko.
