10 kwietnia 2016
Codziennie jestem na policji, gdzie papierochy, pokątność i analfabetyzm władzy. Tym razem uciekłam z miejsca wypadku. Na skrzyżowaniu w Szydłowcu były dwa auta, w tym jedno moje. Czerwone światło nie chciało zgasnąć a ja miałam na tylnym siedzeniu przerażonego pekińczyka, który non stop demolował kenelek, szczekał i walił kupki stresówki. Każdy postój wzmagał histerię. Baba przede mną zamierzała jechać prosto i nie spieszyła się po zmianie świateł. Skręciłam w lewo na nieistniejącym pasie do skrętu i zarysowałam jej bielutką furę. Kurwa – pomyślałam, teraz będą rozmowy, telefony i formalności a pekinka mi wykituje na serce. Mimo to zjechałam na pobocze jakieś 30 metrów dalej, ale baba nie ruszyła z miejsca. Wysiadła, oglądała swoją rysę ze wszystkich stron, dzwoniła, pewnie na policję. Biedna Literka drapała tymczasem kraty raniąc sobie łapki i wyła w niebogłosy. Więc pocisnęłam gaz i pomknęłam na dwupasmówkę mówiąc głośno – pierdol się głupia cipo. Czemu fundacje nie mają koguta na dachu?
W domu sunieczka natychmiast się uspokoiła. Wskoczyła na fotel i uśmiechnęła się słodko prezentując swój uroczy przodozgryz. Ufff. Będzie dobrze. Niektóre psy dostają obłędu w zamknięciu i ona chyba musiała do nich należeć. Najpierw ją uwięził w budzie jej właściciel, potem hycel na pętlę wyciągał do klatki, na koniec my od hycla do kojca, gdzie gryzła i nie chciała słyszeć o nałożeniu obroży. Stał się cud i jakaś dobra kobieta postanowiła pomóc psinie. Musiałam ją tylko przewieźć.
Kiedy policja zadzwoniła chcąc na mnie nasłać oddział komandosów za ucieczkę z miejsca wypadku powiedziałam, że będę za 15 minut. Znają mnie, bo sprawy psów na policji to nasza specjalność. My zgłaszamy znęcanie i zabieramy psa a właściciel zgłasza kradzież. Wszyscy godzinami zeznają a potem sprawę się umarza, co i tak jest lepsze niż ciągnące się miesiącami rozprawy i kolejne umorzenia. A psa jeszcze nie zdarzyło nam się zwrócić. Tym razem jednak chodziło o uszkodzone auto i rzeczoną ucieczkę, bo nie poczekałam aż się głupia klępa nacieszy swoją rysą.
Wiedziałam, że to nieuleczalny przypadek. Pierwsza jej reakcja na moje wyjaśnienia pozbawiła mnie wszelkich złudzeń co do polubownego zakończenia. Pies??? To pies jest ważniejszy od człowieka??? Mogłam ucierpieć w tym wypadku! I też by mnie pani tak zostawiła??
Cóż, nie ucierpiała, bo wysiadła i biegała w kółko, ale najwyraźniej ucierpiała w życiu i nie ja jedna ją zostawiłam. Zrobiłabym to samo, gdyby sytuacja się powtórzyła łącznie z zarysowaniem jej wypolerowanych zderzaków. Dla psa jestem w stanie zostawić każdego. Dobrze jej tak, piździe w białych szpilkach. Dostałam mandat i wróciłam do domu, ważne, że Literka dojechała i śpi dzisiaj na kanapie, tylko to jest ważne.
27 marca 2016- Wiosna.
Wiosna już nieodwołalnie, piękna wiosna jeszcze raz w moim życiu. Postanowiłam wczoraj uzbierać na wyjazd do Wenecji, moim jedynym marzeniem jest wyjechać tam na miesiąc, dwa, jak Brodski i pisać. Koniecznie w listopadzie. Mam do skończenia książkę o JG. Mieliśmy się tam spotkać i zapewne się spotkamy – nie on jeden na mnie czeka w postaci mgły nad kanałem. Póki co śniło mi się, że mam jechać na Wicku do Krakowa, już nawet ubrałam spodnie, szykowałam siodło. Koniec końców uznałam, że to szaleństwo. Czy podobnie będzie z Wenecją? Muszę wrócić do Wenecji. Kupiłam siodło od Zośki za 500 zł. Moja rodzina biesiaduje w Białym Zdroju, dziczyzna, chłopy, baby – drożdżowe i żywe – wszystko bardzo urocze, jeśli mnie tam nie ma.
Wyłączyli prąd. Pozostaje książka i świeczka. Plus resztka baterii w notebooku. Cały świat odpływa z brakiem prądu. Nie ma fundacji, nie ma długów, nie ma emocji, jest gołe życie, książka i świeczka, zeszyt i kartka. Ale też, cud boski, jest piec na drewno, jest woda, jest kominek. Prawdziwa samotność to książka i świeczka, kartka i pióro. Pierniczek o smaku gwiazdki z malinami o smaku malin. Jakże mnie pociąga klasztor. Obłędna jest cisza, kiedy nie ma prądu. Prąd hałasuje. Świeczek mogłoby być więcej, jedną to nawet na grobie wstyd zapalić.
Książki w rodzaju „Nieskończone życie nieboszczyka” – autorem jest kolejny kwantowy fizyk teoretyk – przywracają mi wiarę w bezsens życia. Przynajmniej takiego widocznego gołym okiem. Nic się nie wydarza bez matematycznego wzoru i teorii prawdopodobieństwa. Lenistwo jest w tym kontekście równoznaczne z instynktem, który nas wiedzie na skróty, omijając kupę zbędnych wysiłków. Działań, które w ogóle nie są rejestrowane w księdze życia. Życie nas nie pakuje na minę, sami w nią wdeptujemy dzięki naszym skwapliwym staraniom. Jeśli zbadasz przyczynę problemu problem sam się rozwiąże. Zawsze należy szukać najprostszego wyjścia. Auto nie jedzie – nie ma benzyny. A jak coś cię przerasta to tego tak naprawdę nie ma! Uznajmy to za błąd wyświetlacza, który, jak obraz w telewizorze, można wyłączyć jednym palcem.
Moje gigantyczne długi, za które powinnam siedzieć w więzieniu same się rozwiązały. Zamiast płacić sto zaległych faktur państwu T – znalazłam kilka fałszywych, które podważają sens całego oskarżenia. Teraz oni są podejrzani. Rudego Niemca nie spłaciłam, bo chciał mnie kupić. Nie doczekał się wzajemności, więc mi pożyczył masę pieniędzy. Nie oddałam, a on nie zbiedniał. Za to się na zawsze odczepił. Dużo ludzi chciało mnie kupić, żeby mnie od siebie uzależnić. Słynna pani Basiomisia dawała mi coraz to większe zaliczki za obrazy i kolejne odrzucała. Potem, w ramach spłaty kazała mi malować gigantyczne freski. Olałam ją i dług. To, co jej do tej pory namalowałam jest warte dziesięć razy tyle, ile zapłaciła. W końcu odpuściła.
Po śmierci Maćka wydawało się, że przez to sprzedane mieszkanie będę musiała zapłacić potworny podatek, a przecież kasę już oddałam teściowej i wpuściłam w kredyt. Wiadomo było, że nie zapłacę. I nie zapłaciłam. Wybroniłam się, nie było łatwo, ale nie zapłaciłam ani centa. Roszczenie uznałam za absurdalne i takie się okazało. Nie da się zarobić na kimś, kto nie ma nic.
Kiedy czuję, że dany problem jest dla mnie za duży wiem z całą pewnością, że życie przesadziło. Że to tylko strach. Że muszę się obudzić jak ze snu. I to zawsze działa.
Wieczorem wiatr. Z ciemności wypłoszeni głowy toczymy naprzeciw połyskom – i tak dalej. Miłosz, on mi się zawsze włączy jak nieopatrznie pocisnę.
Wiosenny wiatr. Wciąż żyję. Ale w sumie? Jakie mam na to dowody, prócz własnych?
.
20 kwietnia 2016
Zmusiłam się do aktywności, której, Bóg mi świadkiem – nie zamierzałam już w sobie budzić. Wielka impreza w Warszawie, telefony do celebrytów, radio telewizja, śpiew. Jedna zatruta myśl, że oto teraz wreszcie się ruszy moja niegdysiejsza warszawka i już mi głowa puchnie. Memento mori – Kowalska. Nic nie jest prawdziwe tak bardzo, jak dwa ostatnie dni życia Warty – starej suczki, która umarła w domu, chociaż życie spędziła na wygnaniu. Być może ten fakt jako jedyny zostanie dostrzeżony we wszechświecie i zdystansuje wszystkie wielkie eventy i projekty…Jeśli jednak dzięki nim będę mogła zapłacić faktury i dalej ratować psy – no to panie Boże postaraj się tym razem. Na razie jadę do telewizji, która mi zafundowała pięciogwiazdkowy hotel.
A w nim nieświecące żarówki, brak kieliszka i noża, kroję ser narzędziem do pedicure i piję wino z kubka do zębów. W namiocie byłoby bardziej elegancko. No, ale cóż. Mogłam wziąć nóż. Jest do rymu.
30 kwietnia. Co jest największym zagrożeniem celebry? Nienawiść tłumu, nienawiść dawnych znajomych, nienawiść po prostu. Ludzie nienawidzą celebrytów. Bałabym się być popularna, ten kij ma dwa końce a oba potrafią przebić skórę. Teraz znowu będzie chwila zadymy i zapomną. Wczoraj kryzys, kryzys potworny, zjazd kondycji, ból głowy, zmęczenie niewyobrażalne. Ledwo żyję, mój kluczyk do stacyjki się rozleciał, nie mogę zamknąć auta, jakie to symboliczne do spodu. Myślałam, że mnie zajadą cztery konie a cztery konie to dopiero początek. Kolejne psy przybywają, dzwonią napastliwie telefony, mnożą się wątki a ja nie mogę zamknąć auta. W poniedziałek przyjedzie tu cała ekipa telewizyjna, jakiś obłęd.
Muszę iść za ciosem i zrobić tę straszną aukcję. Muszę zadzwonić do Dowbor, Chabiora, Kożuchowskiej i Karolaka. Już dostaję łupieżu jak suczka Ewita.
Modlę się i pomaga trochę. Modlitwa zawsze pomaga, bo jest boską cząstką, która prawa fizyki czyni możliwymi do zrealizowania.
13 maj 2016.
Jedno jest pewne – już po wszystkim, o ile można to, co było – nazwać wszystkim.
Sprzedaliśmy za niewiele ponad 5000zł… w drodze powrotnej zamiast szampana był łysy owczarek zataczający się wzdłuż pobocza.. Jest już w hotelu. Żyje, ale przed nim długa droga do wyzdrowienia, a ma z dziesięć lat, albo tylko tak wygląda.
Mój rysunek z Osiecką ktoś kupił za 500zł. Jeszcze nie wie, że zrobił interes życia. On, nie ja.
Poza tym nikt z zapowiedzianych przyjaciół Maćka nie raczył się pojawić, prócz Kasi D., której desperackie wysiłki jako prowadzącej aukcję owe 5000 złotych, będące w sumie zwrotem kosztów – wycisnęły z garstki miłośników zwierząt. Żenada, sromota, pomyłka. A jedyne, co się zapisze w księdze życia – to życie owczarka z pobocza.
Film o mnie z Dzień Dobry tvn krąży po internecie. Wyglądam koszmarnie, widać, jak mnie dojechało. Kłania się fryzjer i armia stylistów. Nigdy nie miałam stylisty, ale miałam styl, a teraz nie mam ani tego, ani tego, tylko zmęczenie i brudne kalosze. Na koncie 200 zł, długi fundacji są przepotworne. Baba z Norwegii nie płaci za obraz. Kto jej taki obraz namaluje? Takie dwa paszkwile przemieni w arystokratów.
Na sztaludze mam dwóch rektorów. Ktoś mógłby pomyśleć, że jestem wziętym malarzem. Jestem, zaiste. Tylko biznsmenem jestem do dupy.
Nigdy więcej warszawki. Jestem potwornie zmęczona.
18 maj. 2016
Nie wiem, czy ta fundacja się utrzyma, nie wiem już do kogo pisać, do ministerstwa niemądrych kroków…Czy matka Teresa tez miała taki zjazd w miejsce spodziewanego odjazdu? Czy stąd ta jej noc ducha? Czy tak naprawdę miało być?
Tymczasem znowu jestem w szmatławcach, znowu odgrzebują temat mnie i Maćka a ludzie od razu myślą, że mam kupę pieniędzy..
24.05.2016
Opatrzność jest mi winna kasę, uratowałam 278 psów.
Codziennie rano piszę pół strony tekstu. (Codziennie rano robię dużą gorącą kupę, jak mówił Bałata parafrazując zasadę o gorącym mleku ). Może jeszcze zdążę zostać pisarzem? Może szkoda mojego pióra, służącego już ostatnio wyłącznie do podpisywania umów adopcyjnych..
Umiem pisać i nie przestaję pisać. Zawsze sobie przypominam Dzienniki Rubinsteina i scenę, kiedy się próbował powiesić na żyrandolu w luksusowym hotelu, za który nie miał czym zapłacić… Rubinstein nikomu się nie kojarzy z próbą samobójczą, tylko z koncertami fortepianowymi. Bankructwa są prywatną sprawą artystów.
Pogoda przechodzi sama siebie.. A lato było piękne tego roku.. Nie robię nic złego – spuściłam tylko życie ze smyczy, kompletnie je przestałam kontrolować. Na każde pytanie odpowiadałam „tak”. W ten sposób mam armię wiernych ludzi, armię niezapłaconych, uratowanych psów, a męty i oszuści, którzy widzą w tym biznes – wypływają na wierzch jak piana. Klaruje się to jakoś jednak. Taka fundacja to zawsze jedna wielka katastrofa. Tam się zawsze oddziela dobro od zła, jak w sytuacjach ekstremalnych w rodzaju zawalenia budynków, wybuchów wulkanów, wojen, zarazy i szarańczy.
Psy zabrały mi czas na pisanie, przysporzyły takich zmartwień, że osiwiałam (ale jak ładnie!), jest jednak coś, za co będę mojej fundacji błogosławić do końca życia. Dzięki niej mam Wenecję. Gdybym nie mogła uratować Wenecji, byłabym do końca życia nieszczęśliwa. Zawsze, kiedy się zastanawiam po co mi to wszystko było, przypominam sobie, że Weni stoi teraz w stajni i chrupie siano. Życie Weni było warte każdej ceny.
Nie mogę żyć bez pisania. Ja wszystko mogę, kiedy mogę pisać.
Ten mój blog wiele nie porządził ale jestem z niego zadowolona. Nocnik wypełniony samozadowoleniem – jak mówiła Glenda Jackson jako Elżbieta Pierwsza w serialu z 1973. Nikt jej już nie pokonał w tej roli.
25.05.2016
Gdyby podliczyć moje długi karmiczne ciekawe ile by wyszło na plus. Bo nie ma wątpliwości, że wyszłoby na plus, dlatego Opatrzność jest mi winna kasę, upieram się przy tej wersji. Życie, to jest to, czego ja słucham, czemu staram się sprostać, ale życie nigdy od nas nie wymaga poświęceń, tylko uwagi.
27 maj. 2016
Dwie tęcze, awaria w Tesco, sprzątanie w Biedronce, coś będzie. Pan Bóg zabrał się do roboty. Postanowił interweniować. Ja odpoczywam. Kiedyś muszę.
4czerwca 2016
Nie , żebym ogłaszała zwycięstwo, bo wiem , że nie ma zwycięstwa dopóki istnieje życie, ale czuję, że przetrzymałam kolejną katastrofę. Widzę z okna kuchni Wenecję na łące i obie te rzeczy – zarówno łąka jak i Wenecja – jeszcze kilka miesięcy temu wydawały się nierealne. Słucham Cię życie. Ta łąka to był przedmiot moich nieustannych kombinacji – jak ją zamienić na pastwisko? Aż po prostu okazała się pastwiskiem.
Wenecja – kiedy ją mam przy sobie, cały mit odzyskuje znaczenie.
7 czerwca 2016
Diabeł nie dał rady, ale próbował. Złamana noga okazała się tylko skręcona, nie mam gipsu, jeden dzień kuśtykałam, chociaż ból i strach był duży.
Prócz tej nogi – nieudana adopcja Boksia, odwołana adopcja Norki, ktoś wkładał kij między szprychy. „To są takie niepokoje” – jak mówił dziennikarz z Wesela.
Umiem jeździć konno i na nartach, umiem namalować portret, umiem napisać książkę, umiem mówić po angielsku i po francusku, umiem gotować, prowadzić auto, korzystać z komputera i internetu, robić psom i koniom zastrzyki, szyć, upiec sernik, rąbać drzewo i palić w piecu, ale ciągle uczę się żyć. I nie zawsze umiem, a kiedy będę już umiała – umrę. Bo to będzie ten czas.
19 czerwca 2016, data jak każda inna.
Kolejne 5 z 250 adoptowanych odjechało do domów, a fundacja jest zbankrutowana. Całkowicie zbankrutowana. Czas się zaciągnąć, jak Rubinstein w Ritzu. Tyle, że śmierć to najprostsze wyjście. Wcale nie ostateczne, najprostsze. Oczywiście godzę się na śmierć, bo zgadzam od dawna na wszystko generalnie. Ale nie robię sobie wielkich nadziei, chociaż zbiórka pieniędzy na moim pogrzebie z pewnością poszybowałaby w górę w podobnym tempie, jak moja uwolniona od zmartwień dusza.
Jest upał, upał to nic dobrego. Teściowa dzwoniła do mnie wczoraj 4 razy z rzędu, żeby sprawdzić, że nie odbieram. Nie odbieram. Ten rozdział życia uważam za zamknięty. Nie wiem, czy oddzwonię, raczej nie oddzwonię. Chce mnie wpędzić w wyrzuty sumienia. Wybrała najgorszy sposób na odnowienie relacji. I bardzo dobrze, bo nie zamierzam jej już nigdy widzieć ani słyszeć. Nigdy więcej teściowej w moim życiu. Jeśli sama zostanę teściową też się to dobrze dla nikogo nie skończy.
Pani Kasia, pan Robert i pani Ziuta byli tacy fajni i mili, kiedy im płaciłam. Kiedy nie płacę, przestali. A przecież ponoć psy kochają wszyscy.
Wiele po mnie zostanie dobrego, tylko ze mnie nic nie zostanie. Ale, who cares? Jak mówią źli Amerykanie. W podobny sposób jak od teściowej pewnego dnia nie odbiorę telefonów od pani Ziuty, pana Roberta i pani Kasi. Bo przecież wszystko ma swój kres, zwłaszcza zło. Wieczne jest tylko dobro. Zło jest śmiertelne nawet bardziej, niż materia.
20. czerwca 2016 – Lista czynności ratujących życie.
1. Nie trać wiary, proś o nią, jeśli ją tracisz, nie o kasę proś, lecz o wiarę.
2. Bądź uważna, zamiast się męczyć. Życie wymaga od nas uwagi, a nie poświęcenia.
3. Nie daj się zepchnąć na wyboistą drogę. Dobre rzeczy łatwo przychodzą.
4. Wszystko dzieje się po coś, a nie za coś.
5. Przyjaciół poznaje się w biedzie. Psy są tego najlepszym dowodem.
6. Miłość nie powoduje wyrzutów sumienia. One są wymysłem diabła oraz specjalnością manipulantów i alkoholików. Podobnie jak polityka.
7. Schudnij – to żelazny punkt na każdej mojej liście. Nienawidzę być gruba.
8. Nic nie trwa wiecznie. Skoro może być nagle bardzo źle, może być nagle bardzo dobrze.
9. Poczucie bezpieczeństwa nie ma nic wspólnego z pieniędzmi, pieniądze niepostrzeżenie przynoszą stagnację. Życie musi się toczyć. Na tym polega jego istota.
10. Łatwo kurwa powiedzieć, trudniej zrobić. Więc nie rób niczego, poza tym, co ci łatwo przychodzi.