Czytanie Conrada nie jest moją mocną stroną, chociaż to absolutny kanon literatury. Ale nie i już. Za dużo tam okropieństw, które potem mogą się przyśnić. Filmów z torturami i cierpieniem też nie oglądam, bo nie dość, że śnią mi się długo po obejrzeniu, to jeszcze w zapowiedziach kilka dni wcześniej. Wiedźma musi odróżniać rzeczywistość od fikcji.
Wracając jednak do tej dziury, która pod hasłem Conrad na liście moich lektur obowiązkowych wyje od lat – przeczytałam „Piekło Conrada” autorstwa Michała Komara, jednego z wielu bardzo dobrych krytyków literackich, których kiedyś się czytało, a dzisiaj się nie czyta, bo ciężko zrobić film z recenzji, a to teraz jedyna pewna rekomendacja. Ja jednak uwielbiam wynurzenia krytyków, są zazwyczaj bardzo poprawne literacko, bo przecież tym się krytyka zajmuje. Krytykami są też często sami pisarze. Czytają książki i bardzo je przeżywają. Nie da się pisać i nie czytać, tak jak nie da się trawić bez jedzenia.
Książki o literaturze czytam zazwyczaj z ołówkiem i podkreślam zdania, które, jak pisała Annie Ernaux – „pomagają żyć, gdy się je wypowiada w myślach”. Na „Piekle Conrada” się pod tym względem nie zawiodłam. Wszystko, co podkreśliłam jest dokładnym przeciwieństwem dzisiejszego myślenia o świecie, albowiem myślenie o nim w kategorii piekła jest passe, żeby nie wiem jaka wojna w telewizji leciała od rana do wieczora. O ile Conrad zanurzył się w piekle po czubek głowy (w czym mi przypomina nieco Ciorana – bardzo przekonującego piewcę beznadziei i rozpaczy ludzkiej) o tyle dzisiejsza wiara w pozytywne myślenie, inteligentny wszechświat i moc afirmacji mająca udowodnić, że piekła nie ma, jeśli się o nim nie myśli – wydaje mi się pod wieloma względami samobójcza.
„ (…)idea postępu znieczuliła Europejczyków i Amerykanów wobec podstawowego odczucia ryzyka, które jest esencją ludzkiego bytu”
Jestem zdania, że stosunek ilościowy optymistów i pesymistów nie ma żadnego wpływu na dzieje świata i różnorodność zdarzeń. Ludzie zawsze będą się zarzynać, kłamać, mścić i sprzedawać diabłu dusze, zawsze też będą zdolni kochać i poświęcać życie dla innych. Bo taka jest skala ludzkich możliwości. Wybór miejsca, w którym chcemy się znaleźć na tej skali zależy od wielu czynników i jeśli ktoś się pochyla nad kondycją ludzką to właśnie te czynniki próbuje jakoś uporządkować i opisać. I pyta, co nas kształtuje albo psuje.
Wrażliwość to zdolność nieustannego odnawiania refleksji moralnej.. – kto dzisiaj tak rozumie wrażliwość??
Obserwując najnowsze szaleństwo różnej maści terapii, powszechność leków przeciwdepresyjnych, rosnącą ilość samobójstw młodych ludzi a także to, że niedługo nie będzie możliwa szkoła bez gabinetu psychologa, jak kiedyś nie była możliwa bez sali gimnastycznej – pytam siebie – czy piekło Conrada zostało nam nareszcie uświadomione i dlatego boimy się życia, czy przeciwnie – zostało zepchnięte na drugi plan, bo granice się niebezpiecznie przesunęły – duchowe piekło to obecnie brak sukcesu. Nie trzeba gnić w więzieniu, żeby się załamać, wystarczy mieć zwyczajne, szare życie. Takie życie już jest porażką, jest synonimem klęski.
U podstaw sukcesu leży jednak rezygnacja – no nie! A gdzie ciuchy, samochody, podróże, uroda osiągana dzięki pieniądzom, chirurgom i chemii, gdzie sława i popularność w sieci, jak bez tego wyobrazić sobie szczęście??? Wojna i ludobójstwo, anomalie pogodowe, topnienie lodowców i wymieranie gatunków- to jeszcze da się jakoś przeboleć, ale stary samochód, zeszłoroczna kurtka, piegi albo krzywy zgryz są absolutnie nie do przeskoczenia. Nie żartuję. Stawiam się w sytuacji ludzi konfrontowanych nieustannie ze zmasowanym atakiem reklam, ze światem jasnym, gładkim i zasobnym, który można sobie „wymyślić”, „wykreować”, czyli po dawnemu wymodlić. Chodzi o konkrety – stan konta, dobra fura, wakacje na riwierze, milion lajków pod zdjęciem. Musisz to mieć! Celem i sensem wszelkich poczynań jest takie właśnie szczęście, z takimi rekwizytami, taką modelową rodziną, taką podrasowaną twarzą. Lista zewnętrznych atrybutów całkowicie zdominowała jakiekolwiek intelektualne wartości oraz rzeczone moralne refleksje. Wizerunek stał się ważniejszy od osobowości, co tam ważniejszy, on ją tworzy! Narzędzia daje internet i tam się nurkuje w poszukiwaniu pomysłów na samego siebie. A inspiracja bierze się z haseł, których pochodzenie bywa naprawdę zacne. Zdania wyjęte prosto ze świętych ksiąg, filozoficznych traktatów lub wielkiej literatury zostały wykorzystane do reklamy towarów i usług – od podpasek po samochody. Mówi się, że dostały drugie życie, ale kto chciałby dostać takie drugie życie?
A może my wszyscy dostaliśmy tego rodzaju drugie życie?
Bogate dzieci leczą depresję , słowo matka wyskakuje w komplecie z „toksyczna”, słynni aktorzy umierają z przedawkowania leków, mutują wirusy, ogromne truskawki i śliwki nie mają żadnego smaku, martwi muzycy wydają teledyski z nowymi utworami, przy tym wszystkim Conradowskie dylematy wydają się jakieś wydumane, pokręcone, egzaltowane i zawiłe. To grzebanie się w wątpliwościach natury etycznej, plątanina skrupułów na przemian z bezrozumnym bohaterstwem, kogo to interesuje?? Okropieństwa pojedynczych wojen, które po staremu wybuchają w różnych miejscach – reszta świata ogląda na you tube przeskakując z ludobójstwa w Ukrainie na śmieszne filmiki o surykatkach. Nie potrzeba już reżimów do wyprania milionów mózgów.
Czy jednak da się wyprać mózgi do tego stopnia, żeby odruchy serca trafiały do spamu?
Prawdziwa mądrość jest mądrością serca. Brak kontaktu z własnym sercem jest równoznaczny z brakiem własnego zdania. A brak własnego zdania jest obecnie największą chorobą ludzkości, bo nawet trzeźwi – nieustannie jesteśmy pod wpływem. Pod wpływem tego, co w oceanie informacji i opinii wybieramy i uznajemy za własne. A wcale nie jest własne. Conrad żył w czasach, kiedy intelektualista był jeszcze w stanie odróżnić swoje myśli od cudzych. Społeczeństwo doskonałe, to społeczeństwo skoszarowane. Obecne szaleństwo prawicowych reżimów- demokratycznie wybieranych – te różne Fice, Kaczory, Orbany i Trumpy – w opozycji do skołowanego i udręczonego brakiem sukcesu młodego pokolenia stanowi dowód na to, że nikt już nie myśli samodzielnie.
Wolność zmierza do despotyzmu, skoro jakaś siła musi być jej gwarantem, równość każe myśleć o powołaniu straży, która by jej strzegła korzystając w z związku z tym ze szczególnych przywilejów – i następuje totalna dewaluacja.
Ciężko się żyje w atmosferze totalnej dewaluacji.
Piekło według Conrada polega na męce współczucia i na zdradzie sumienia. Sumienie nie ma dobrych notowań, uważa się je za rezultat czyjejś manipulacji. Męka jest tym bardziej nie halo. Należy się wyczyścić ze wszystkiego, co męczy i „co ci nie służy”. Kochać siebie, wybaczać sobie, samemu się nagradzać. I gotowe! Szkoda, że życie tego nie widzi. Wali na oślep w bezbronnych. Ciśnie jak cisnęło. Dlatego proponuję coś w rodzaju szczepionki.
Językiem terapeutów warto by teraz zasugerować każdemu, kto doznał oczyszczenia i boi się wyjść z domu– znajdź sobie jakieś małe, prywatne piekło, to lepsze niżbyś miał nieświadomie wdepnąć w piekło powszechne. Wybieraj według uznania i chroń je, dopóki jeszcze słyszysz własne serce. Niech Cię coś prawdziwego dotknie, żebyś nie zatracił proporcji pomiędzy rzeczywistym a zmyślonym. Nie musisz się zatruwać problemami dalekich krajów ani produkcją mięsną z nieszczęśliwych zwierząt, ani ginącą przyrodą, ani całą ciemną stroną cywilizacji. Skup się na szczegółach, wstań i zrób coś zupełnie niepraktycznego. Odwiedź babcię w domu starców albo psa w schronisku, napraw coś, co jesteś w stanie naprawić, zmień co możesz zmienić. Znajdź początek trasy.
Piekło tradycyjne, conradowskie, zaaplikowane w formie kropelek – pomaga zrozumieć i pogodzić się z tym co jest, a co nie jest w naszej mocy. A na tym mniej więcej polega zdrowie psychiczne.
Wszystkie cytaty kursywą z książki Michała Komara – „Piekło Conrada”
