Analizować, znaczy wyrażać rzecz jakąś za pomocą tego, co nią nie jest – Henri Bergson – Wstęp do metafizyki.
Od razu mi przyszły na myśl tak zwane prywatne objawienia poddawane ostatnio powszechnej analizie – patrz liczne kanały na you tube oraz rozkwit usług z zakresu wróżenia, hipnozy, przyciągania energii pieniądza, powrotu do poprzednich wcieleń, oczyszczania karmy, kundalini, oddziaływania na inteligencję wszechświata celem osiągnięcia sukcesu, oddychania kwadratowego i tak dalej. W tym roku odbyło się nawet coś o nazwie Festiwal Głebi! Jestem za tym, żeby drążyć, czytać i rzecz jasna analizować wszelkiego rodzaju praktyczną i naukową wiedzę oraz korzystać z niej na co dzień, bo na tym polega bycie światłym człowiekiem, ale irracjonalnie można działać tylko według własnych, wewnętrznych przekazów. Jakiekolwiek uniwersalne recepty na zaklinanie rzeczywistości są pomyłką, okropną pomyłką, albowiem wyrażają to zjawisko za pomocą tego, co nim nie jest. Owszem – kreujemy nasze życie, ale tylko poprzez prawdę, która się nam objawia zupełnie prywatnie, w sposób niemożliwy do przekazania i nie podlegający żadnym regułom nawet dla nas samych. Jedni zwą to instynktem, drudzy wewnętrznym głosem o różnym stopniu nasilenia a Bergson intuicją. Niestety każda próba wywołania tych doznań u innych za pomocą sprawdzonego przepisu ma kuriozalne następstwa. Nic się nie zgadza, ludzie błądzą po lesie i walą głowami w drzewa.
Duchowość to nic innego, jak zajmowanie się – jak to pięknie Mrożek ujął – „gołym życiem”. Po oddzieleniu wszystkich rzeczy i spraw materialnych – zostaje owo gołe życie, czyli tak zwany duch. Różnimy się pomiędzy sobą duchem, nie ciałem. Dlatego duch nie ma wzoru. Duchowy rozwój jest sprawą wrażliwości, a nie wyszkolenia.
Nie ma wzoru na ducha, bo nie ma go na wyjaśnienie różnicy pomiędzy materią żywą a martwą. Różnicą jest życie. Tajemnica życia nie daje się sprowadzić do naukowej metody ani matematycznego równania.
Życie to boska cząstka, płynie w każdej istocie żywej, rzecz jasna także w człowieku. Życie sterujące maszyną jaką jest organizm danego stworzenia próbuje wycisnąć jak najwięcej dla tej właśnie istoty. Wiara w to, że życie nam sprzyja, że nas chroni – jest równoznaczna z wiarą we własne dobro. I to właśnie jest źródłem największych nieporozumień. Bo jedyne nieegoistyczne dobro bierze się z ducha.
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną – to nie żaden zakaz. To zapowiedź stanu, w którym słuchasz tego czegoś, co mówi w tobie. Jeśli rzeczywiście słuchasz i nie dajesz się omotać choćby najlepszym religiom i ich obietnicom – stajesz się istotą najbardziej zbliżoną do samego siebie, a więc w jakiś sposób bezbłędną. Jesteś na właściwej drodze. Każdy ma swoją prywatną właściwą drogę, nie ma jednej dla wszystkich. Poznaj samego siebie a trafisz na mnie – na tym zdaje się polega pierwsze przykazanie boże, a następstwem pierwszego są pozostałe, ja je odczytuję w kategorii obietnic. Mojżesz potłukł tablice, bo zrozumiał, że to były wskazówki tylko dla niego. Rzucił nimi i pękły a potem pożałował i też pękł. Nowe tablice zastąpiły złotego cielca. Zamienił stryjek siekierkę na kijek.
Pan Bóg, Opatrzność, teraz się na to mówi Wszechświat – jeśli się odzywa, mówi naszym prywatnym językiem. Dlatego prawda objawiona jest przeznaczona wyłącznie dla adresata. Jest więc objawiona i zastrzeżona zarazem. Pozwala wiele zrozumieć, ale niewiele pozwala ogłosić. To miał na myśli Augustyn mówiąc, że litera zabija. Co mu nie przeszkodziło napisać Wyznań. Bo chęć podzielenia się duchowym przeżyciem jest ogromna. Ktoś, kto doświadczył tego typu olśnienia często czuje się wyróżniony – wyznaczony do misji nawracania pogan, uzdrawiania chorych lub głoszenia prawdy. I nieszczęście gotowe – mam na myśli tworzenie dogmatów, religii i wszelkich zaklęć, które skutecznie zamykają dostęp do świata tajemnic.
W przedmowie do „Wstępu do metafizyki” z roku 1912 Kazimierz Błeszyński odnosi się do czasów sobie współczesnych, okazuje się jednak, że cyfryzacja, jak każdy wynalazek służący upowszechnianiu poglądów kontynuuje w najlepsze dzieło określone tutaj mianem „tragedii poznania”. Poniżej fragment owej przedmowy.
Rozwija się też jakaś głęboka nieufność do rozumu, natury i rzeczywistości. (…) Wywiera to wrażenie jak gdyby natura tym, którym odmówiła sił do przezwyciężania przeszkód dała w zamian przynajmniej zdolność przewidywania wszystkich najskrajniejszych, najdalszych przeciwieństw, aby ich uchronić od najgorszego wroga słabych – niespodzianki. I oto zdolność ta szaleje w pustce. Powstaje to co Simmel kiedyś okolicznościowo i oczywiście w zgoła innym sensie nazwał zbyt mało dotąd uwzględnionymi „tragediami poznania”. A przeto rozum w końcu idzie w poniewierkę, natomiast np. na jakiemś jednem spostrzeżeniu z psychologii, twórczości miłosnej albo artystycznej buduje się całe myślowe systematy. (…) Bożyszczem przeto staje się przesadny irracjonalizm, magia i tęsknota do głębi istnienia. (…) Powstaje epoka „rozsztukowania” dusz i epidemicznego poetyzowania, sonetyzowania, epoka samotnych tęsknicieli, wyklętych poetów, magów, na poły proroków na poły maniaków, teologów, buddystów, błędnych ogni, wielkich kapłanów i doktryny. Rzecz jasna ma to swe głębokie przyczyny społeczne i co najgorsza wpływ ich sięga tak daleko, że nawet najlepsi i najsilniejsi nie są od zatrucia wolni.
Co nie znaczy, że rozważania o duchowości są pozbawione sensu. Cały ten cyrk hałasuje na peryferiach wielkich dzieł, takich jak rozprawa Bergsona o metafizyce. Pomimo, że – według jego własnych kryteriów – stanowi ona nieszczęsną „analizę intuicji” to wyprowadza intuicję na szerokie wody i czyni ją elementem bardzo istotnym, o ile nie najistotniejszym pojmowania świata, chociaż autor godzi się z faktem, że co prawda od intuicji do analizy przejść można, ale z powrotem już się nie da. Co było do udowodnienia. Bergson dostał literackiego nobla, więc czyta się go dobrze. Zapewne ów „Bergson dla ubogich” o którym pisze Błeszyński jest konsekwencją bergsonowskiego i nie tylko przełomu w filozofii, ale przecież każda wielka idea narażona jest na spłycenie w służbie systemu, polityki, kalkulacji a teraz jeszcze you tuba. Sama intuicja jako sposób poznania świata jest bezinteresowna. I ta ostatnia jej właściwość wydaje się być przez niektórych podważana.
Tymczasem jednak, niezależnie od wysiłków zarówno filozofów jak hochsztaplerów – od początku dziejów ludzkości intuicja ma się dobrze. Po prostu nie jest z nami ani lepiej, ani gorzej, tylko jak zawsze.
A niespodzianka nadal pozostaje najgorszym wrogiem słabych.

Ilustracja profilowa – Mojżesz – fragment ikony anonimowego autora – ze zbiorów rodzinnych. Patrzył na mnie całe dzieciństwo i patrzy nadal.