Życie ma czasami skłonność do przesady. We wszystkim, ale najbardziej w nieszczęściu. Nawet się mówi, że one, te nieszczęścia, chodzą parami, mówi się – czarna seria, albo – jakby tego było mało, a wreszcie – jak się wali to się wali. Nie powinniśmy się z tym godzić, w końcu to jest nasze życie, własność prywatna, nie państwowa. Stanowczo należy się przeciwstawić takiemu traktowaniu – z miejsca pogrozić paluszkiem i powiedzieć – bez jaj, to już nie jest śmieszne. I wtedy zaprawdę, powiadam wam, jak to lubił wtrącać Jezus Ch. -ono, życie, o dziwo – odpuszcza z nękaniem. Jeśli tego nie uczynimy, robi z nami co chce. Zamiast ładnie ustawionych przeszkód mamy byle jak rozrzucone kłody pod nogi. Widząc, na co się zanosi powiedz stanowczo – wiem, do czego zmierzasz, ale to ci się nie uda, kończymy na dziś – jak w paczkomacie.
Nawet w najczarniejszej dupie stężenie czerni musi być proporcjonalne do stopnia zanurzenia. Tak, żeby wyjście na horyzoncie zawsze majaczyło. Śmierć to w końcu najważniejsze światło w tunelu. Ale póki się szamoczemy w sieci utkanej z materii – jeśli już coś się stało, czyli to się stało, że się zesrało – kluczem jest stwierdzenie – dobrze, że teraz, a nie na przykład… To zawsze skutkuje. Nieuniknione wpadki, wbrew pozorom, zdarzają w tak zwanym właściwym czasie, nawet, jeśli początkowo człowiek się łapie za głowę i pomstuje na niefart. Gaz w butli co prawda kończy się w połowie gotowania jajek, ale jest sobota wieczorem. W sobotę jeszcze można poprosić o dostawę. W niedzielę, zwłaszcza wielkanocną – słabo. Ostatnio zaspałam na ważne wydarzenie, miała być ósma a była prawie dziesiąta. Załamka? Niepotrzebnie. Wszystko się przesunęło o godzinę, a ja byłam wyspana, dzięki czemu udało mi się przeżyć dzień w dobrej formie, co nie jest wcale oczywiste, bo mój organizm zrobił się bardzo wymagający. Mniej więcej w połowie imprezy pęcherz wezwał mnie do opuszczenia posterunku. Głód można oszukać, pęcherza nie. Rozpaczliwie szukałam jakiejś knajpy z toaletą na knajpianym wygwizdowie, trafiła się jedna, włoska. Oprócz upragnionego kibla mieli tam świeżo upieczony chleb, 30 zł za bochenek. Kupiłam. Był to chyba najlepszy chleb jaki w życiu jadłam. Ostatni czas jest pełen istotnych poruszeń i naprawdę przypomina tor przeszkód. Ale najwyraźniej bardzo starannie ustawiony. Kiedy mi jeden termin koliduje z drugim to nigdy nic nie odwołuję, bo to się dzieje samo zanim się obejrzę. Goście, którzy mieli przyjechać w najgorszym możliwym momencie – oczywiście się nie pojawiają i jeszcze przepraszają za kłopot. Auto psuje się między jednym a drugim planowanym wyjazdem, chociaż w dniu, kiedy zaczyna nawalać klnę straszliwie, bo chciałam jechać na zakupy a ląduję u mechanika. Z perspektywy czasu stwierdzam, że chwila była idealna. Miałam przed sobą daleką podróż a dodatkowo trochę kasy na naprawę. W ogóle nigdy tak nie było, żebym nie miała kasy na naprawę auta chociaż teoretycznie nigdy nie mam kasy. I podobnie się zdarzyło z moim rakiem. Nagle trzeba było rzucić wszystko i jechać na SOR do Radomia. Myślałam, że mnie bóg opuścił, a tu miłe zaskoczenie – w szpitalu mogłam się nareszcie odespać, zyskałam dożywotnie alibi w kwestii różnych zobowiązań, których inaczej nie dałoby się uniknąć, waga spadła do wymarzonej. Wielki już był czas na przerwę w życiorysie, bo inaczej bym się zatyrała na śmierć. Patrząc wstecz widzę, jak precyzyjnie są w moim życiu rozplanowane rożne zapaści, tragedie i katastrofy – od pustej butli z gazem po złośliwy nowotwór i jak to wszystko zawsze mnie naprowadza na wyjście z czarnej D. Więc moja rada jest taka – nie pozwalajcie sobie wmówić, że człowiek może udźwignąć więcej niż jest w stanie przeżyć. Podobnie jak nie może zjeść wszystkiego co mu smakuje. Materia ma swoje ściśle określone zasięgi.
Świat nie może się ot tak rozlecieć, wszystko, co się wydarza ma głęboki sens. Inaczej po prostu się nie wydarza. Jeszcze mi podziękujesz – mówi Opatrzność, cokolwiek przez to rozumieć.
Dobry tor przeszkód polega na tym, że pomiędzy nimi jest miejsce na galop, a wszystko razem ma na celu zwycięstwo. Cokolwiek przez to rozumieć.