Pejzaż zimowy.

Siedzę w altanie, wieje lekki wiatr, konie pokaszlują jak na oddziale gruźliczym, psy zasnęły. Wymieniłam 50 sztachet w płocie. Co jeszcze nowego zdołam zrobić, by ten dom zostawić dzieciom, lub obcym ludziom, którzy go kupią? Tylko życie się liczy, tylko to, co życiu służy po nas zostaje. Ołówek Picassa. Luneta Kopernika. Pióro Szekspira, Fortepian Chopina, Nocnik króla. Tylko to ma sens zostać naprawione, wymienione, tylko to. Szkoda czasu na dekoracje, ozdoby, durnostojki. Wartość tworzą przedmioty uzasadnione. We wszystkim. W sztuce, w kuchni, w ogrodzie. W porządnym malarstwie każdy ślad pędzla jest niezbędny, konieczny, oczywisty. W domu przedmioty mają być potrzebne, wysłużone, z naszymi odciskami palców. Nigdy się nie zakurzą, bo są UŻYWANE. Prosta, wyszorowana chatka- pozostałość spełnionego życia.

Zawsze się zastanawiam, jak skonsumować piękno!??? Kiedy je widzę, mam ochotę zjeść łapczywie, wciągnąć jak lody bakaliowe , albo zupę na mrozie. My się umiemy delektować tylko za pomocą bezpośrednich doznań. Seks albo żarcie, nic więcej. Zachód słońca już nie. Piękny jest ale korci , żeby zrobić zdjęcie. Albo opisać. Przeżyć piękno? Nie potrafimy tego . Musimy je od razu jakoś przetworzyć bo jesteśmy z ciała. Ciało nie zna milczenia. Chce notować, zrobić zdjęcie, wysłać mms-a, namalować obraz, byle nie pozostać bezczynnym wobec absolutu.

Przyciągam świrów i psychofanów. Jak bogacz albo sławny aktor. Zostawiłeś mi najgorszy rodzaj sławy – sławy po kimś. Czy pani jest żoną Jarosza? – zapytała mnie ostatnio jakaś kobieta uraczywszy fundację ogromnym, poschizowanym psem. Nie proszę pani, ja jestem jaroszem.

Kolejny dzień, i kolejny, 10 sierpnia 2019, dopiero co był piąty, dopiero co drugi, a niedawno rok 2009. Nie dalej jak przedwczoraj wracałeś z Warszawy autem pełnym nieświeżego mięsa dla psów, których, jak się wydawało – mieliśmy dużo. Hahaha! Ale dużo – pięć. Mimo to szczęśliwa nie byłam. No, może trochę. Zawsze się czuję trochę szczęśliwsza, niż byłam. Oto przepis na udane życie.

Śnię koszmary, skąd się to bierze? Arab wbijał mi dzisiaj nóż w plecy i z tym nożem się obudziłam. Przyjechała słoma, całą noc lało, nie zdążyłyśmy wszystkiego rozładować. Plandeka trochę przemokła, a mokra słoma to w zasadzie prawie na straty. Zaraz tu będzie kowal, połknie 250 zł i zostawi tonę śmierdzących końskich paznokci na które psy rzucą się jak na kiełbasę, będę te paznokcie wyciągać spod poduszki, bo czego nie przejedzą to ukryją na później, smród jedyny w swoim rodzaju. Poznam go na końcu świata, wiercący, intensywny i naturalny do dna trzewii. Podobną woń zostawia dzikie zwierzę.

Też mnie dopada lęk przed nieuchronnym czyli pogodą. Pogoda jest apokaliptyczna, czuję to. Nie ma na to rady, żadnej. Na huragany, upały, burze, gradobicia, deszcze jak z wiadra, które nie przynoszą ochłodzenia.

Za to niewiele jest much i kleszczy. Może już wiedzą, że stąd trzeba spierdalać, tylko gdzie? Na księżyc? Tam już też byliśmy, już zaśmiecamy przestrzeń kosmiczną, dryfuje po niej kupa złomu.

Trzeba przyznać, że lato jest piękne tego roku. Jak we wrześniu trzydziestego dziewiątego. Prawdopodobnie to ostatnie normalne lato, po którym następuje jesień i zima. Prawdopodobnie zima już nie nastąpi. Może dobrze, że ją malują malarze, którzy, jak my wszyscy – nie potrafią pozostać bezczynni wobec piękna.Może w ogóle z tego powodu Pan Bóg się porwał na to całe wcielenie. Może zima przetrwa tylko dzięki malarstwu a malarstwo dzięki zimie.

Miłość albo lęk, tak niegdyś podsumowałam moje objawienie. Lęk to szatan, miłość to absolut. I zbawienie, rzecz jasna, również od lęku. Lęk jest śmiertelny, ale jest realny. O miłości można sobie najwyżej pomarzyć, chociaż jest wieczna. Życie też jest wieczne, ale materia już nie. Potrafi się za to przemieniać, na przykład w popiół.

Sen o Arabie który mi wbija nóż w plecy tylko z tego powodu, że wiem coś, czego nie powinnam wiedzieć- jest kwintesencją moich lęków i mojej miłości bez adresu.

Wyszło słońce. Słoma schnie na przyczepie. Mój zapas na zimę, której nie będzie.

Ilustracja – Aleksander Żywiecki – Pejzaż zimowy. Żywiecki to współczesny artysta, każdy jego obraz to dla mnie kwintesencja tego, czym jest malarstwo.

Leave a Comment


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.