Nie dajmy się uwięzić na powierzchni życia, bo dopóki nas nie zmiecie wybuch atomowy wciąż możemy odróżniać wiedzę uniwersalną od newsów wymagających aktualizacji po 24 godzinach. I chociaż te newsy są takie zajmujące, zwłaszcza w ciekawych czasach – należałoby się do nich jednak trochę dystansować, żeby nie stracić głowy. W dosłownym znaczeniu. Mózg ma określoną pojemność i chłonność, wiele filtrów potrafi pozakładać, ale żaden, nawet najlepszy parasol nie wytrzyma permanentnego gradobicia. Ustaje wszelka refleksja, jest tylko przepychanka i bombardowanie. Dlatego liczba polubień i wyświetleń najróżniejszych filmików jest tym większa, im mniej wysiłku umysłowego wymaga ich przyswojenie. A im mniej wysiłku wymaga ich przyswojenie tym więcej da się załadować pod czaszkę. Sprzątanie dysku zaczyna być zadaniem ponad siły, bo nie da się już wejść do śmietnika. Są dwa sposoby na usunięcie złogów. Pierwszy to medytacja, chociaż wydaje się absurdem założenie, że można powstrzymać grad za pomocą bezruchu. Ale takie są fakty. Drugi, który niejako dokonuje się sam, to stary jeździecki sposób na odzyskanie kontroli nad ponoszącym koniem. Jeśli nie da się go zatrzymać, należy go poganiać. Koń galopuje w swoim maksymalnym tempie i nie jest już w stanie przyśpieszyć. Dezorientacja wytrąca go z amoku i przywraca utracony kontakt z jeźdźcem. Oto kolejny absurd, który okazuje się skuteczny w walce z obłędem. Zarówno koń jak i grad nie osiągają niczego osiągając zarazem szczyt możliwości. Można więc próbować schłodzić mózg samemu za pomocą medytacji, czyli świadomie zwolnić aż do bezruchu i wysiedzieć w ciszy kilka minut obserwując z dystansu własną gonitwę myśli. A można pakować coraz więcej chłamu i rozgrzewać szare komórki aż zrobią się czerwone a wtedy nagle się orientujemy, że w tym czasie rozsypało nam się życie. Trwa to odpowiednio dłużej, ale jest nieuniknione. Oba sposoby są bardzo dobre a efekty spektakularne. Jak sprawdzić, że znowu jesteśmy inteligentnymi ludźmi gotowymi na wiedzę uniwersalną? Włączyć filmik, który ma BARDZO MAŁO polubień i w poprzednim życiu wydałby nam się nudą, albo wręcz torturą. Teraz trafia w sam środek duszy. Theillard De Chardin skomentowany przez „Humanistę na emigracji” – to przeżycie warte miliona lajków, ale, jak sam autor stwierdził w jednym z początkowych odcinków, jeżeli w takim tempie będzie przybywać subskrypcji to milion lajków zostanie osiągnięte w roku 2322, czy coś koło tego. A mistrzostwo polega na tym, że przekaz nie straci na wartości i, pomimo wyrażonych w nim obaw, raczej nie będzie wymagał aktualizacji.
Na zdjęciu profilowym – Theillard de Chardin – jako heretyk.
Polecam „Humanistę” – a ten odcinek w szczególności.