Drucik, nie nerw.

Muszę się mieć na baczności, bo oto zbliża się dzień mojej śmierci. Według snu, który zapamiętałam a przyśnił mi się jakoś niedługo po katastrofie z udziałem Lady Di – umrę 26 sierpnia. Niestety nie podano roku. Więc co roku 26 sierpnia czuję się dziwnie śmiertelna a 27 sierpnia -dziwnie nieśmiertelna. Śnią mi się teraz wszyscy zmarli i chorzy na starość– parada rodzinnych cieni – mój ojciec, teściowa z altzheimerem i ciotka zdrajczyni w domu opieki paliatywnej. Śnią mi się, bo odchodzi Maks -pies legenda, pies – symbol tego miejsca, pies znaleziony przez Maćka. Ostatni z wielkich -wielki Maks nagle oślepł, przyczyna okazała się neurologiczna, w jego wieku to oznacza początek końca. Zaraz się okaże czy odejdzie o własnych siłach, czy trzeba będzie mu pomóc odejść.

Obejrzałam wczoraj film „Sponsoring” co go reżyserowała pewna krakowska reżyserka znana z krakowskich obyczajów. To jeden z tych filmów który nie zostaje w pamięci i nie wiadomo po co został nakręcony, chociaż aktorzy robili co w ich mocy żeby wykrzesać głębię z dość banalnego stwierdzenia, że kurwa też człowiek. Teoretycznie wszyscy mamy wybór pomiędzy człowieczeństwem a kurewstwem, nie ograniczałabym tego wyboru jedynie do ciała i seksu. Jeśli włączyć w to handel duszą – okaże się, że wybór kurewstwa jest powszechny. Ma elegancką nazwę – „polityka”, ale politycy są, podobnie jak kurwy – jedynie sztandarowym przykładem ogólnie znanego procederu. Brat brata w dupę harata -jak mówił niegdyś mój zaprzyjaźniony biznesmen, który mi się ostatnio śnił jako człowiek z lodu i śniegu. Mieliśmy się pocałować, ale zbyt dobrze znam z dzieciństwa to okropne uczucie, kiedy język przymarza do klamki. Wracając do plagi prostytucji – wolne od niej są tylko jednostki określane mianem proroków oraz ich szef – Bóg Ojciec.

W kwestii zaś filmu – jeśli do człowieczego sumienia był skierowany – moje pozostało niewzruszone. Uratowałam 600 psów, na ludziach mi już nie zależy, bardziej niż ciotka w domu opieki obchodzi mnie mój Maks. Ciotka mnie wydziedziczyła, Maks oddał mi serce. Nigdy mnie nie oszukał, choć rządzi nim natura.

Pytanie brzmi więc raczej – czy to natura nas zmusza do prostytucji, czy też nie należy jej w to mieszać? Co sprawia, że nie jesteśmy przejrzyści, nie mamy uczciwych zamiarów i przystajemy na wiele niemoralnych propozycji żeby przytulić trochę kasy i żyć jak ludzie? Ile jest małżeństw, z których, teoretycznie – nie ma ucieczki, a chodzi o to, że jest sponsoring i jak tu z niego zrezygnować? Albo odwrotnie – jest wspólny kredyt. Też nie ma ucieczki. Więc tkwimy w tych finansowych pułapkach udając uczucie. Taka nasza natura?

Zawsze się mówi, że natura jest w opozycji do ducha, serca i miłości a to, moim zdaniem, gówno prawda. Serce to też natura. Bóg, który jest nazywany miłością – jest także sercem natury.

„Od mózgu do ręki biegnie drucik, nie nerw” – tak pięknie śpiewał Grechuta a pisał Czechowicz. Ten drucik nas gubi z kretesem, a czasy mamy takie, że druciki tworzą sieć o jakiej się nie śnilo filozofom.

W kwestii czystego sumienia wolę się zajmować chorym Maksem niż chorą ciotką. Gdyby mi po niej zostało mieszkanie, przewijałabym biedaczkę, pokonując niechęć. A tu sprawa jest jasna – mogę ciotkę wykreślić z listy oczekujących na pomoc, a siebie z oczekujących na mieszkanie po ciotce. Historia z ciotką dowodzi, że są sytuacje, w których każde wyjście jest kłamliwe. Też już o tym robili filmy i też niedobre.

Ilustracja – Henri De Toulouse Lautrec -Rue De Moulins. Lautrec to malarz burdeli i ludzkiego dramatu, jego sztuki żaden film nie przebije. Sam był człowiekiem dotkniętym kalectwem – karłem i arystokratą. Uosabiał wszystkie boskie sprzeczności.

Leave a Comment


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.