Każdy świętuje po swojemu.

Odkąd go nie ma, czyli od maja 2010 – śni mi się już zawsze jako były. Trudno się dziwić, przecież mnie zostawił. Zostawił mnie, wbrew zapewnieniom, ślubom, karteczce z napisem „kocham cię bardziej niż wczoraj, ale mniej niż jutro”, wbrew temu wszystkiemu zniknął na zawsze. Nic się nie spełniło z boskich przyrzeczeń, nie ma go. Nie ma go w jego swetrze, w jego butach, czapce i kurtce. Pół szafy pustych ubrań. Nie ma go pod telewizorem, w łazience, w Polsce, w Ameryce, na Hawajach, nigdzie, a śni mi się że jest. W Ameryce właśnie. Albo w Izraelu, albo po prostu gdzieś w Warszawie. W jakimś zamkniętym klasztorze, elitarnym klubie, gdzie się nie mogę dodzwonić. Próbuję, wyrzucam sobie, że dotąd nie dzwoniłam, przecież wystarczyło zadzwonić, nie pamiętam jego numeru, był trudny do zapamiętania.

Od maja 2010 nikt nigdy nie widział Maćka K. a dzisiaj mi się przyśniło, że jednak był widziany. Był widziany w towarzystwie Ali Maj, mojej przyjaciółki z klasy. Nie miałam przyjaciółek z klasy, poza Alą Maj. Żadnej przed Alą Maj i żadnej po Ali Maj. Miałam naprawdę świetne koleżanki szkolne, dalej mam, ale przyjaciółkę miałam tylko jedną -Alę Maj. Zrobiłyśmy sobie wspólne zdjęcie u fotografa na Karmelickiej, gdzie w witrynie wisiał młody papież. 

Widząc ich razem – Maćka i Alę – on w jasnej kurtce , ona w ciemnym płaszczu – widząc ich razem nie mogłam się nie ucieszyć. W końcu on  był moim wspaniałym mężem, ona cudowną przyjaciółką. Urocze spotkanie. Piękna para. Siedzieliśmy przy stole gawędząc, ale coś tu było zełgane. Jak mu teraz powiedzieć, że jednak nie do końca się pogodziłam z tym całym zniknięciem, że w ogóle , prawdę mówiąc się nie pogodziłam, że nawet, jeśli w jakiś sposób się pogodziłam – to w przypadku, gdyby jednak się odnalazł, mój ci on jest a nie Ali Maj.

Zbierali się do wyjścia. Chwyciłam go za kurtkę, białą z żółtym ściągaczem, nie pamiętam, żeby taką nosił. Wielu rzeczy nie pamiętam, które mi się potem śniły. Wstał i pozwolił się przytulić.  W tym czasie Ala Maj zabrała swój ciemny płaszcz i wyszła. Prawdziwa przyjaciółka.

Gdzieś ty był -– zapytałam i rozpłakałam się na dwa światy, a płacz mnie przeniósł do łóżka w Gąsawach Plebańskich, do roku 2019, dnia 1 listopada.

Od maja 2010 nikt nigdy nie widział Maćka K.  Został mu ten maj wypisany pochyłym pismem na nagrobku. Umowność dat, fizyka kwantowa, święto zmarłych. Jako Ala Maj – moja przyjaciółka – Czas się taktownie wycofał ze sceny. Słodki listopad, zawsze to powtarzam. Każdy świętuje po swojemu.

Ilustracja – Giorgio de Chirico – Melancholia i tajemnica ulicy.

Leave a Comment


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.