Zaiste niezwykłym urządzeniem w ciele człowieka jest oko. Oczu mamy dwoje, jeśli nie liczyć trzeciego oka pod spodem. Wielu z nas je posiada i używa jako peryskopu do wewnątrz. Wzrok potrafi zabijać, co jest najlepszym dowodem na siłę spojrzenia, ale słabość spojrzenia też ma siłę niebywałą, jeśli potrzeba. Wszystkie te przedziwne właściwości oka wykorzystują aktorzy, a oszczędność gry polega na tym, że wszelki ruch ustaje, kiedy bohaterowie na siebie patrzą. W koreańskich filmach i serialach, które uwielbiam (z pewnością w poprzednim wcieleniu byłam żółta) styl gry jest zupełnie odmienny od tego, do czego nas przyzwyczaiło kino amerykańskie uznawane za nasze. Azjatyccy aktorzy są trochę jak ożywione lalki, każdy gest ma znaczenie i nigdy nie jest za obszerny, dzięki czemu skośne, błyszczące oczy (na dodatek co drugi ma zeza!) skupiają na sobie cały wszechświat i potrafią wyrazić absolutnie każde uczucie, a tych uczuć jak wiadomo jest w człowieku cała masa. Jeśli do spojrzenia dochodzi nieznaczne poruszenie dłoni eskalacja energii jest trudna do zniesienia a zaciśnięcie pięści może sprawić, że pęknie ekran. Poza tym nic się nie dzieje, stoją naprzeciwko siebie w odległości co najmniej metra, tak jak stali. Szaty kobiet są nieskazitelnie wykrochmalone, miecze błyszczą, wiatr siedzi cicho, czekając grzecznie na swoje wejścia, podobnie jak deszcz, błyskawice czy fale na morzu. Kiedy oni na siebie patrzą, wszystko inne musi się podporządkować.
Wzrok zabija lub zbawia nie tylko w koreańskich filmach i o tym, moje drogie dzieci dzisiaj wam opowiem, jeśli będziecie grzeczne i pójdziecie do łóżek zaraz po bajce. Niestety bajka jest dla dorosłych, ale przecież kiedyś każdy będzie dorosły, a od czego macie pamięć?
W jadalni na Warmijskiej wisiał i wisi nadal ogromny obraz Jacka Malczewskiego przedstawiający wujka Bijaka. Wujek Bijak był generałem i mieszkał w Wadowicach, a tam w powietrzu roiło się od naszych genów. Wujek był znaną postacią a Jacek Malczewski był nieznanym malarzem. Kiedy byłam mała i przechodziłam przez jadalnię nie wiedziałam nic o Juliuszu Bijaku ani tym bardziej o Malczewskim, wiedziałam tylko co nieco o świętym Mikołaju.
Wujek Bijak był z naszą rodziną skoligacony przez babcię Zosię i tyle wam na dzisiaj zupełnie wystarczy w kwestii koligacji. Ciekawe jest to, że wydał książkę o swoich wojennych dokonaniach i w tej książce znajduje się wytłumaczenie pewnego faktu, który łączy dzisiejsze wątki jak kwantowe promieniowanie łączy energie i materie w wielki hologram wszechświata. W swoim życiu bałam się wszystkich obrazów i rzeźb przedstawiających ukrzyżowanie oraz portretu wujka Bijaka. Za każdym razem, kiedy musiałam przejść przez jadalnię obok ogromnej skrzyni krakowskiej, nad którą wisiał obraz, czułam przemożną chęć spojrzenia w górę i towarzyszący jej paniczny strach przed napotkaniem wzroku wuja. Co gorsza, potrafił patrzeć we wszystkich kierunkach. Cała jadalnia była jego. Legumina traciła słodycz, kiedy człowiek miał owo spojrzenie na plecach, a siedząc naprzeciwko w ogóle ciężko było przełykać. Oczy szukały ofiary i przyszpilały ją do stołu, kredensu albo serwantki z porcelaną.
Czytając w internecie (Masz ci los! ! W internecie!) wspomnienia wuja ze słynnej potyczki z Moskalami, w której został ranny i trafił do niewoli – zrozumiałam, że lęk mój był całkowicie uzasadniony. Nie ja jedna pod takim spojrzeniem cofałam się w bezpieczne rewiry. Wzrok jest tutaj głównym bohaterem, dlatego dobry portrecista musiał uchwycić jego siłę, jeśli chciał nadal nazywać siebie dobrym. W tamtych czasach nie miałam pojęcia o potyczkach z Moskalami i o Moskalach w ogóle, ale wiedziałam, że w tym portrecie jest magia. Czarna, a jakże.
https://academica.edu.pl/reading/readSingle?page=3&uid=89770724

Czyli Moskal zobaczył to samo co ja. Wuj był nie do ruszenia.
Żeby było jeszcze czarniej (bo bajki na dobranoc zwykle skutecznie chronią dzieci przed zaśnięciem) – mamy także tragedię miłosną z wujem w roli głównej.

https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,152731,27766590,z-lina-bogli-dookola-swiata.html
Jedyne, co stanowi pocieszenie to fakt, że gdyby pewnego dnia na dworcu w Krakowie urocza szwajcarska nauczycielka wytrzymała nieszczęsne spojrzenie i nie wyjechała z tego powodu w podróż dookoła świata – nie bylibyśmy skoligaceni z Bijakami a Malczewski, być może nie musiałby się mierzyć z kosmosem w oczach wuja. Ja natomiast – przyszła (i przeszła) portrecistka, dzięki owemu wspomnieniu na zawsze świadoma porażek, jakie czekają artystę, który nie potrafi oddać siły spojrzenia – nie czułabym się tak obciążona odpowiedzialnością przy sztaludze. Patrz ludziom w oczy! – radziła mi niegdyś życzliwa kobieta z Austrii usiłując zrobić ze mnie gwiazdę pośród bogatych bauerów nad pięknym, modrym Dunajem. Ale ja nigdy nie patrzę, jeśli nie muszę. Nie patrz w dół ośle – mówił Schrek do osła. Bo tam przepaść. Właśnie, przepaść.
Zamknijcie więc oczy i zakryjcie buzie kołdrą, tak będzie lepiej dla nas wszystkich. Dobranoc!

Ilustracja na górze – Jacek Malczewski na tle swojego obrazu.