Lajk is beautiful, czyli inflacja na Olimpie.

Wczoraj rano zadzwonił do mnie Tadziu Ch. – człowiek wielu talentów i autor książek podróżniczych – tylko po to, żeby mi powiedzieć, że mój wpis o wujku Bijaku jest naprawdę świetny. Mało nie umarłam ze szczęścia. Uzmysłowiłam sobie, jak wiele dla mnie taki telefon znaczy i jak wiele dla mnie znaczy każdy lajk pod tekstem. Jego waga i jakość to dla mojej duszy impuls nie do przecenienia. Jak tysiąc lajków dla gwiazdy instagrama. Niestety gwiazd instagrama posiadających tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy lajków pod zdjęciami jest też dziesiątki tysięcy. Robi się ciasno. Olimp pęka w szwach i przypomina zatłoczony deptak. Pomiędzy bożyszczami trwa desperacka przepychanka, przypominająca słynne sceny z hinduskich pociągów. Trudno w takich okolicznościach wyegzekwować jakiekolwiek przywileje i poczuć się ważnym. Jeśli wszyscy chcą pozostawać na szczycie, szczyt przestaje być widoczny. Ilość lajków liczy się już w milionach, ale to nadal jest za mało, żeby w sposób zauważalny zostawić w tyle konkurencję. Jeśli ktoś ma pod swoim postem trzy miliony a nazajutrz tylko dwa, to jest powód do niepokoju. Znaczy, że post był słaby. Ale jeśli w tych dwóch milionach lajków jest jeden liczący się lajk, a więc lajk kogoś bardzo istotnego, to taki lajk posiada moc miliona lajków i z powodzeniem może je zastąpić. Nagle wchodzi dyrektor pociągu, każe wszystkim wysiadać i zwolnić cały wagon dla jednego pasażera. Siada z nim, pociąg rusza, drzwi się zamykają i pojawia się zimne piwko.

Niegdysiejsza reforma Balcerowicza mająca na celu przestawienie gospodarki na wolnorynkowe tory była jak wejście dyrektora pociągu. Kiełbasa, po którą ustawiały się kolejki – kosztowała sto tysięcy złotych za kilogram. W wyniku reformy z dnia na dzień podrożała do dwóch milionów. Emocje trochę ostygły, bo to jednak było dość dużo. Kiełbasa już tak nie znikała, kolejki się skończyły. Cena była wizualnie odstraszająca. Dlatego ucięto kilka zer. W nowych pieniądzach została nam kiełbasa po dwadzieścia złotych za kilogram. Pokrojona na cienkie plasterki, w ładnym opakowaniu ważąca dziesięć dekagramów kiełbasa w cenie dwóch złotych osiągnęła nareszcie normalne proporcje. Nikomu już nie przyszło na myśl kupować trzy kilogramy czegoś, co jest ogólnie dostępne, a trzy kilogramy to jednak było pół pensji.

Milion anonimowych lajków po ucięciu kilku zer jest łatwiejszy do zważenia i  waga ta jest zgodna z jakością przekazu, jak ilość kiełbasy w kiełbasie albo cukru w cukrze.  

Teraz wyobraźcie sobie, że zamiast dziesięciu milionów lajków jest ich dziesięć o prawdziwej wadze i że jeden z dawców czy też raczej sprawców owych dziesięciu – osobiście dzwoni do autora posta, żeby mu powiedzieć, że ostatni wpis z opowieścią o wujku Bijaku był naprawdę świetny…

Kalina Jędrusik w słynnej scenie kolejowej . Ziemia Obiecana Andrzej Wajdy.