Coś boskiego i demonicznego dzieje się ze mną… czyli Dziennik 2015 a w tle C.S. Lewis.

26 lipca. 2015

Możliwe, że gdy Jezus Chrystus mówił nam by „wejść do swej izdebki i zamknąć drzwi” miał na myśli dokładnie to co powiedział. (C.S .Lewis – Przebudzony umysł)

Całkowite zanurzenie w rzeczywistości powoduje u mnie nieprzyjemny dygot i rozdrażnienie. Kalendarz pełen wizyt, spotkań, spraw do załatwienia w tak zwanym mieście, nie daj Boże podróży, odwiedzin, zmian –to dla mnie wyrok, chociaż zdaję sobie sprawę, że dla większości ludzi samotna egzystencja w jednym miejscu jest równoznaczna z więzieniem. Kiedy muszę się zajmować realnymi problemami, ogarniać w sposób czynny rzeczywistość konkretną i wyrażalną, wymagającą szybkiej reakcji i poganiania samej siebie – czuję jakbym tonęła w bagnie, myślę tylko żeby wypłynąć i uciekać. Gdzie? Do krainy niedziałania. Człowiek rano cieszy się na to, co przyniesie dzień, a ja marzę o tym, żeby nic nie przyniósł.  Kiedy mam w perspektywie taką prawie śmierć – czuję ulgę i wdzięczność. Piszę, rzucam się na książki, podkreślam, segreguję myśli w teczkach. W takim dniu nagle wygenerowana mocą jakiegoś przypadkowego wykwitu antymaterii wizyta hydraulika, który ma sprawdzić wąż od pralki osiąga w moim umyśle rozmiary greckiej tragedii.

Nie o to chodzi, żeby zaraz pozbyć się ciała, ale żeby ono się nie burzyło, nie kręciło, nie skakało.

To, co się zbiera na dnie duszy, ten obraz czy też zapis – traci ostrość w zmąconej wodzie. I teraz sobie postawcie nad tą gładką, przezroczystą taflą hydraulika z wężem.

Umrzyj, zanim umrzesz naprawdę. Później już nie ma takiej szansy. – C.S. Lewis – Przebudzony umysł.

Tylko samotnik zrozumie samotnika. Chory chorego. Samotnik od razu się kojarzy z chorym. Z opuszczonym, porzuconym, przegranym. Nieszczęśliwym i pojebanym. Tym, którzy mogą sobie tylko pomarzyć o samotności samotnik na wszelki wypadek źle się kojarzy.

Końcówka lipca 2015.

Espania znowu umiera, Wicek ma parcha pod kopytem, lekarz (oni wszyscy są rakarzami) wycinał mu tego parcha pod znieczuleniem, ale nie wyglądało jakby nic nie czuł. Zastrzyk uspokajający sprawiał, że stracił wszelką zdolność reagowania na ból, ale ból odczuwał. Jego udręczone spojrzenie było dowodem. Po wszystkim po raz pierwszy stanął pewnie na nodze, więc zapewne warto było. Konie cierpią w milczeniu, ale potrafią płakać.

Niektórzy myślą zapewne o zmartwychwstaniu jak o ostatecznym desperackim sposobie ocalenia Bohatera z sytuacji, która wymknęła się Autorowi spod kontroli. (C.S. Lewis – Przebudzony umysł.)

Wróciłam do książki o Godfreyu, miejscami jest bardzo dobra, miejscami okropna. Zupełnie jak on sam dawno temu. To na razie tylko szkic, żebym wiedziała, dokąd to wszystko zmierza, chociaż w jego wypadku na pewno do śmierci.

Co ja tu jeszcze robię, w tym 2015 roku, tu już nikogo nie ma, gdzie są wszyscy? Bo niewątpliwie istnieją gdzieś, w miejscu nie będącym okolicznikiem ani miejsca, ani czasu, ale być może posiadającym nazwę.

Coś boskiego i demonicznego dzieje się ze mną, było tak od czasów chłopięctwa. Przychodzi głos, który -kiedykolwiek go usłyszę- zawsze zabrania mi czegoś, co mam zamiar zrobić, ale nigdy nie nakazuje. ( tymi słowy Sokrates wyjaśnia dlaczego odsunął się od życia politycznego. C.S. Lewis – Odrzucony obraz)

29 lipca.2015

Obejrzałam film z Juliette Binoche o malarce. Źle zagrany. Jak sobie reżyserzy, scenarzyści i cała ta klika wyobrażają prawdziwą artystkę. Poznaje się ją po tym, że jest oschła, sarkastyczna i bezpłciowa. Skryta, intrygująca zimna ryba. Rozwiązła i męska zarazem. Niestabilna emocjonalnie, nieprzewidywalna, nie wiadomo co jej w głowie siedzi. Ambitna Binoche nie dosyć, że perfekcyjnie skupia w sobie wszystkie te niezbędne atrybuty, to jeszcze w zapale postanowiła sama namalować obrazy do filmu. O losie! – jak mówiła pani Rozalka z Białego Zdroju. Aktor nie potrafi namalować obrazu w ramach bycia aktorem, a zagrać potrafi wszystko, oprócz artysty malarza. Nie widziałam filmu, który nie byłby porażką. Z literaturą o tym traktującą też jest krucho. Nie mówię tu o biografiach, lecz o tak zwanej beletrystyce. Kiedy się orientuję, że główny bohater jest malarzem – od razu odkładam książkę na półkę. Po co te nerwy? Był raz niezły film o Pollocku z Edem Harissem, gdzie prawdziwy był co prawda Ed Harris a nie Pollock, bo Pollock to hochsztapler, ale coś przynajmniej było prawdziwe dzięki temu. Aktorzy i pisarze nie mają pojęcia o malarstwie, co gorsza, co drugi malarz nie ma o nim pojęcia. Więc o czym my tu rozmawiamy? – jak mówił Kozi na temat kolejnego fatalnego występu polskich piłkarzy, po których desperacko spodziewał się wygranej.

Swoją drogą nikt się nigdy nie zastanawia nad tym, ile pokoleń kobiet pokornie przyjęło do wiadomości obowiązek posiadania rodziny bez słowa rezygnując z własnych marzeń. Przynajmniej do czasu, kiedy dzieci szczęśliwie się usamodzielnią, czyli po odczekaniu połowy życia. Zróbcie kurwa film o jednej ze stu milionów kobiet, które nie były ani oschłe, ani intrygujące, ani męskie, ani nieprzewidywalne, ani skryte, ale żyły wiedząc, że się rozminęły z życiem. O nich zróbcie film.

2 sierpnia 2015

Espania walczy o każdy oddech w taki upał, jednakże ani myśli umierać. Niechby się już skończyły te upały – pięknie po polsku nazwane spiekotą, niech przeminie czas much, komarów, potu, gorącej blachy, topniejących lodów kapiących na sukienkę, pośladków wylewających się z szortów w supermarketach, wszechobecnego dyszenia i kąpieli w brudnych, podmiejskich wodach. Suszy, trzaskania gałęzi pod nogami, wieczornych błyskawic, drgania powietrza, fatamorgany na asfalcie, sjesty, napojów gazowanych, festiwali, koczowników, pełnych dworców, śmierdzących pociągów i wakacji. Nie mogłabym mieszkać we Włoszech, ani w południowej Francji, bo lubię jesień. Lubię oddychać, lubię chodzić ubrana, lubię półbuty. Lubię równowagę w przyrodzie i lubię mieć najgorsze za sobą.

Dajcie mi temat a napiszę wszystko.

Maratony filmowe co wieczór, przez co moje sny są tylko odbiciem rzeczywistości, a nie, jakbym sobie tego życzyła – zapowiedzią. Cudze historie wpychają się na pierwszy plan, a mój jest drugi. Przy maratonach filmowych nie jestem twórcza, to nie moje życie widzę.  Nigdy nie miałam czasu na oglądanie czegokolwiek, nie było żadnej cyfry plus, mieszkałam bardzo daleko od szosy. A teraz nagle wieczorami odlatuję w inne światy, niegroźne, bo rozmiarów laptopa, ale jakże ekscytujące. Rozparta w głębokim fotelu z satysfakcją obserwuję, jak inni biegają z zadyszką po ekranie. Pocą się z wysiłku, walczą o życie, o miłość, sprawiedliwość i zwycięstwo. Ratują świat a ja siedzę i patrzę popijając winko. Zupełnie jak w dowcipie o facetach na bezludnej wyspie. Na morzu nieopodal wyspy widzą statek pełen pięknych kobiet, więc młode ogiery postanawiają do nich płynąć. W przeciwieństwie do młodych ogierów stare wolą posiedzieć i popatrzeć. Ciało wygodnie położone, skąd my to znamy, z trumny przecież, z trumny. Cmentarz to rzędy łóżek pod telewizorami. Około sześćdziesiątki dusza zaczyna się odklejać od ciała, trzeba być czujnym, żeby żyć dalej swoim życiem.  Ono przestaje być ważne, ale tylko pozornie. Jesteśmy bowiem jedną nogą tam, gdzie nas długo nie było. Tam, gdzie nasze miejsce od początku, miejsce zakrzyczane przez filmowe fabuły, serwisy informacyjne i cudze nieszczęścia. Wolimy obserwować czyjeś życie, aniżeli zgłębić własne, które właśnie zaczyna być widoczne, zaczyna prześwitywać przez materię i pobrzmiewać przez ściany. Magiczny drugi plan wychodzi na prowadzenie.  

6 sierpnia 2015, kolejny film. Słaby, chociaż cały czas się biją. Jedno drugiego nie wyklucza. Ale wszystko to się wgrywa jak sieczka na mój twardy dysk. I co? I nic. Śni mi się Kianu Reeves jako właściciel knajpy, do której przyszłam bez kasy i jeszcze zniszczyłam mu kartę. Nie dań, nie do bankomatu, nie do gry. Zniszczyłam mu kartę pamięci.

Uważam, że wszystkie trzy duchy – Pompejusza, Arcity i Troilusa- śmiały się z tej samej przyczyny: z małości tych wszystkich rzeczy, które wydawały się bardzo ważne, zanim umarli. Tak, jak po przebudzeniu śmiejemy się z błahostek, które wydawały się ogromne w naszych snach.

C.S. Lewis – Odrzucony obraz. (O różnicach w koncepcji modelu wszechświata w kontekście drogi, jaką dusza ludzka odbywa po śmierci wędrując do nieba przez konkretne, szczegółowo opisane sfery. Każdy z tych duchów miał pokonywać inne konfiguracje.)

8 sierpnia 2015

 Teraz znowu Wicek umiera. (Z cyklu – „ten Sadowski jest niemożliwy – matka mu umarła!” )  Co tydzień któreś umiera – na raka, na odmę, na kaszel. Stajnia to zawsze szpital. Pod stopą, tym razem moją, mam BARDZO bolesny odcisk. Jestem połączona z moim koniem. Wszystko jest połączone. Żyjemy dalej.

Życie to też tylko film, należy go obejrzeć i wyłączyć. Scenariusz kolejnych wydarzeń, wątków, fabuł – przewidywalny, sprawdzony, obowiązujący. Kiedy już się zdaje, że wszystko dobrze idzie, jest zong. No i mamy zong – najnowsza diagnoza -rak kopyta. Parch odrasta, całe cierpienie na nic. Nic nie robię. Drugi raz tych wielkich oczu rozszerzonych bólem nie zamierzam oglądać. Czekam na rozwój wydarzeń. Podobno jesień ma być nasza. Wielka niewiadoma jest tym samym co wielka nadzieja.

Śniły mi się moje dwie ręce jako dwa zdrowe kopytka. A co, jeśli to tylko krwiak? Uderzenie? Odcisk? Może być wszystko. Pocieszające jest, że nie kuleje i nie boli go to gówno. No i jaki rak rośnie w ciągu pięciu dni? Pocieszam się, ale czemu miałabym się NIE pocieszać?

Kiedy ostatnio byłam w Krakowie miałam poczucie, że jednak, opuściwszy go– wygrałam los na loterii. Miasto jest dla gminu, dla plebsu, jak można wytrzymywać cały dzień w takim jazgocie, w nieustannej obecności obcych ludzi, albo jeszcze gorzej – znajomych! Rynek wydał mi się miejscem zafałszowanym, lądowiskiem ostatniej szansy, cmentarzyskiem wraków, zupełnie nie pojmuję co fajnego można odnaleźć w marnotrawieniu życia przy stoliku na chodniku z hop szklanką piwa – po co?  Poczucie, że się przynależy ważniejsze od poczucia, że się istnieje.

Wracając do nieszczęść w moim życiu, one się przeterminowują. Coś, co kilka lat temu wydało mi się końcem świata, zaraz, zaraz, co to niby było?? „Jeśli cię nic nie swędzi i nie zanadto boli nie miej pretensji do najsroższej doli” – jak to pięknie podsumował Witkacy. Więc jeśli nagle ścigają mnie sądy, hejtują jakieś wirtualne kanibale, fellinowska baba z czternastoma ratlerkami wypisuje na face booku, że jestem oszustką, pies wraca z adopcji i jest awantura na pół Polski, to przecież póki żyję i póki nic mnie nie swędzi i nie zanadto boli nie ma się czym zamartwiać. Przeciwnie. Obserwować co będzie dalej, potraktować tego rodzaju wybuchy wezbranych gazów i innych stężonych cząsteczek jak znak firmowy rzeczywistości, istniejąca łyżka. Która przecież tak naprawdę nie istnieje. Jedynym nieszczęściem w moim życiu była śmierć Maćka. Bo próbowałam się do niego przykleić, bo powiedziałam sobie, że jest mój, bo wzięliśmy ślub. Niewybaczalny błąd. Z Wickiem ślubu nie brałam, nie mogę się usztywnić i powiedzieć – nie chcę innego konia. Ten albo żaden. Nie ja jestem właścicielem obecnych w moim życiu żywych istnień. Wszelkich, także ludzi, a więc na przykład dzieci. Nie mam prawa do niczego jako materia, a jako duch sobie tego prawa nie roszczę. W świecie ducha nie ma pożegnań, bo i powitań nie rejestrujemy. On trwa. W świecie materii trwa zaś ruch – zmiany, zmiany, zmiany. A pomiędzy jedną a drugą zmianą nowy zestaw sztućców z mnóstwem łyżek i łyżeczek.

Przykazana nam miłość do Boga i naszego bliźniego jest stanem woli a nie uczuciem. – CS Lewis – Przebudzony umysł.

Wysiłek, jaki podejmujemy wskutek poruszenia serca jest częścią boskiego planu, ma inny wymiar niż ten mierzalny i policzalny. Możliwości materii w dziele zatrucia nam życia i sprawienia bólu są niemałe, ale nie są nieograniczone.

 (…) był tak pełen życia, że kiedy pragnął umrzeć musiał „pożyczyć śmierć od innych” (C.S. Lewis – Przebudzony umysł)

5.08.15

Mam wielki nagniot pod stopą, wszędzie dookoła otaczają mnie ludzie utykający na nogę. Tępa siła umysłu skupionego wokół końskich kopytek. A lato jest piękne tego roku, że sparafrazuję szkolną masakrę. Śniło mi się, że dzwonię do mojego majstra od remontu z pretensjami, że mi zostawił rozbebeszone pokoje, popękane, wybrzuszone podłogi, ściany z odkutym tynkiem, nagle widzę, że to jeszcze tyle roboty! Przyjechał reżyser, jakiś znany, bardzo mu się u mnie podobało…I dziecko sąsiadki nagle się znalazło w łóżku w pracowni, spało tam, matka przyszła go zabrać a ono nieszczęśliwe, rozbudzone, nieprzytomne, to był chłopczyk, około sześcioletni. Wyraźnie widziałam jego twarz, zupełnie nieznaną. Czy taki ktoś gdzieś istnieje??

Same siódemki na liczniku. Ostatnio nic dobrego mi nie pokazuje mój przewodnik po tutejszym świecie.

Kowalska, zjedz ciasteczko, poczujesz się lepiej.

06.08

Straszny ten upał, jak wyschnięty mózg. I martwe osy na szybie. W Warszawie było okropnie, okropnie. Wróciłam do domu i roztrzaskałam wzrokiem wielką białą donicę. Spojrzałam na nią bez żadnych zamiarów, a ona wystartowała z niesłychaną siłą prosto na kamienną podłogę.

Po moim małżeństwie z aktorem, (dłuższym tylko od pierwszego małżeństwa Britney Spears ) zakończonym śmiercią aktora, wróciłam do punktu wyjścia.  Co jest moim punktem wyjścia z każdej, absolutnie każdej życiowej karuzeli?  Samotność. Samotność to absolut, nie ma od niej odstępstwa ani ucieczki. Zastanawiam się, czy może istnieć taki punkt widzenia, punkt obserwacyjny w kosmosie, z którego widać, że moja rodzina, moje małżeństwa, moje przyjaźnie… Z którego ich w ogóle nie widać.

Według myśli nowoczesnej t.j. ewolucyjnej, człowiek stoi na szczycie schodów, których początek ginie w mroku; według średniowiecznej stoi on u podnóża schodów, których szczyt niewidoczny jest w świetle.

C.S. Lewis – Odrzucony Obraz

08.08.15

Dawno się tak nie ucieszyłam z sarkoida Wicka, albowiem to, co mu się zrobiło pod kopytem to tylko sarkoid. Nie rak złośliwy tylko sarkoid.

Jest czas srania much i czas gryzienia i niestety zbiega się to w czasie. Sierpień i znowu, jak co roku lato stulecia. Żadnej ulgi. Do tego mam szew na podbiciu spowodowany usunięciem ropnia. Usunięcie nie bolało, natomiast zastrzyk znieczulający w podbicie był najboleśniejszym zabiegiem, jaki kiedykolwiek przeżyłam. Żadne cesarki, dłutowanie zębów wrośniętych w korzenie innych zębów, żadne przepukliny, złamania, skręcenia i punkcje nie mogą się równać z bólem, jaki poczułam przy zastrzyku znieczulającym w podbicie. Wróciłam do domu starając się nie wciskać sprzęgła. Prawie się udało. Teraz razem z Wickiem chodzimy bez jednej nóżki. A muchy srają i gryzą. Okno w nocy trzymam otwarte, żeby wleciał chłód, a zamiast niego wlatują muchy, srają i gryzą. Ludzie strasznie chcą takiej pogody, płacą za nią wielkie pieniądze, czasem jedyne, czasem ostatnie, czasem pożyczone. Żeby to słońce ich paliło z bliska i bez chmur na skwarki, na placki, na blachę. Nigdy tego nie zrozumiem, jak wielu innych koszmarów kosztujących fortunę.

Pewnemu sportowcowi światowej klasy załamała się w jeden dzień kariera, bo porzucił swoją sukę w ciąży (!!!) pod schroniskiem, przywiązał ją do bramy i pobiegł do Grecji. Ale nie dobiegł. Sponsorzy się wycofali, zwierzoluby się wkurwiły, obsrało się wszystko. I bardzo dobrze!

Człowiek z psem wypełnia lukę, jaka istnieje we wszechświecie. C. Lewis – Przebudzony umysł.

Idę spać, jutro też pójdę spać, wczoraj o tej samej porze nie wyobrażałam sobie, że może być już dzisiaj, tak szybko, tak błyskawicznie, jutro wydaje mi się odległe a za chwilę nie ma też jutra, kiedy idę spać ZAWSZE o tym myślę. Robią teraz zegarki, które chodzą bezgłośnie. Nazywa się to mechanizm płynący. Jak całe nasze życie.

Zapiszę, że dzisiaj 12.08.2015 upał trwa. Byli tu ludzie z Warszawy po suczynę. Mili, dziani, nudni, patrzyli na mnie trochę jak na kurę ozdobną albo świnkę wietnamską. Tak samo patrzyli na konie, psie budy i roje much. Nieustannie muszę machać packą, nie mogę przestać tłuc much, bo jeśli tylko przestaję – robią się ich roje. Wstawałam więc co chwila i tłukłam. Było coraz nudniej i trudniej na twardej ławce, przy herbacie, bez jedzenia, bez wody, bez nadziei, że zaraz sobie pójdą. Wcale się nie spieszyli, świetnie się czuli w moim domu. Ludzie w moim domu, w moim towarzystwie czują się świetnie, tylko ja się tak nie czuję. Ja się zazwyczaj czuję, jak pies na łańcuchu.

Kiedy nareszcie pojechali napisałam sobie conieco  bloga, poczem głupi komp mi go skasował. Nigdy by się to nie zdarzyło w zeszycie. Jest coś dziwnego w nietrwałości urządzeń. Pisałam coś może na siłę? Urządzeniami też rządzi przeznaczenie.

 15 sierpnia. Koniec lata, niechże już będzie koniec lata. Nie mam wpływu na temperaturę w domu i to mnie wkurwia, bo lubię mieć wpływ na wszystko. Poddaję się więc lenistwu, wymuszonemu otępieniu, nie mogę malować, bo się duszę w pracowni.  Oglądam telewizję i cieszę się życiem, to nie w moim stylu. Postarzałam się. Szczęście w tym domu nie daje się z niczym porównać. Noga już mnie nie boli, sama sobie wyjęłam szew i chodzę. Wczoraj spałam 13 godzin bo nareszcie się ochłodziło. Nie mogłabym żyć we Włoszech, jeden jedyny w życiu urlop na campingu nad Adriatykiem wspominam jako horror. W ogóle całe moje życie to było tylko czekanie na dzisiejszy poranek z kawą. Na jesień. Na ciszę. Tutaj cisza jest nieopisana!

Podlegamy naturze i nie jest to tak do końca rozpaczliwe, bo będąc jej częścią umiemy się nią cieszyć. Samolot nie ma w sobie tej radości lotu, którą mają ptaki. Za to kiedy się rozbija, nie czuje bólu. Na szczęście ptaki nie rozbijają się tak często, jak samoloty.  

(…) był tak pełen życia, że kiedy pragnął umrzeć musiał „pożyczyć śmierć od innych” (C.S. Lewis – Przebudzony umysł)

Ratowanie psów jest jedyną rzeczą krwistą, realną i materialną, jaka mnie wciąga. Jedyny real przeze mnie uznany, którym się przejmuję, który akceptuję i podejmuję się w tym poruszać.

Powinniśmy okazać się lepsi od zwierząt właśnie poprzez fakt uznania naszych obowiązków wobec tych stworzeń, choć one nie uznają ich wobec nas. C.S. Lewis – Przebudzony umysł.

Mam kolejkę darmowych zamówień. Nie wiem z czego będę żyła, ale nie mnie to wiedzieć. Ostatnio wiem, że umiem rysować. Tyle, że coraz mniej mam ochotę rysować. Jest to pewien problem, jakby nie patrzeć.

Ale problemy tego rodzaju mają na teczce niewidzialną datę ważności. Pewnego dnia odkrywam, że sprawa stała się nieistotna i wrzucam problem do ognia razem z teczką. Dlatego kiedy jestem w mieście, zamiast szukać kosza na śmieci kręcę się w poszukiwaniu jakiegoś paleniska. Zupełnie jakbym była przybyszem z przeszłości.

Niesamowite jest to, jak gruboskórną dziewczynką jest panna, która przychodzi sprzątać stajnię. Taka z cyklu – lubię jeździć konno, ale nie lubię koni. To słowa mojej przyrodniej siostry. Więzy krwi nic nie znaczą. Ludzie nie są podobni przez krew, tylko przez serce.

 – Witaj dziecko- powiedział Aslan.

– Aslanie – zauważyła Łucja – jesteś większy.

 – To dlatego, że jesteś starsza kochanie – odrzekł Lew

– A nie dlatego że to ty jesteś starszy?

– Nie. Ale ty, z każdym rokiem, będziesz widzieć mnie coraz większego.

(C.S. Lewis – Książę Kaspian – Opowieści z Narni.)