Rzeczywistość? Uruchom ponownie.

Zdarza się, że sens życia nagle umknie. Zerwie się jak balon ze sznurka i pofrunie w niebyt bez żadnego ostrzeżenia. A jest potrzebny całodobowo, nawet bardziej niż tlen, bo w ostateczności tlen można podać i oddech wznowić. Sensu życia nam nikt nie uzupełni, on się musi objawić sam. Czekamy w trwodze i poczuciu przeszywającej daremności czegokolwiek. Tego rodzaju intelektualny bezdech może się zdarzyć na przykład po krótkiej, popołudniowej drzemce, kiedy następuje niemiłe przebudzenie bez rozpoznania. Wraca przytomność, ale nic poza tym. Przytomność nie ma odniesienia do tożsamości. Ustalenie, czy to noc, czy dzień tylko pogarsza sprawę, bo jeśli noc, to po co wstawać, jeśli dzień – tym bardziej jest to niemożliwe bez wyraźnego sensu. Wszystko wokół wygląda dobrze, lampa, książka, sufit, niebo za oknem, ale dobrze dla kogo? Dobrze dla czego? Dobrze w jakim celu? Co począć z tymi przedmiotami, z tym pokojem, z tym sufitem, z tym niebem? To tylko pojęcia, bez nas zupełnie abstrakcyjne, jak cały świat. Mamy w nim żyć już, natychmiast, od teraz, ale czym to życie jest? Robieniem czegoś? Ciągłym pilnowaniem, żeby obraz nie zniknął, jak w telewizorze, kiedy burza zakłóca sygnał? Jak odzyskać pewność, że wszystko istnieje bezwarunkowo, jak się poczuć w pełni tym, kto tutaj mieszka, samym sobą?  Jak stać się ciałem?  Wsunąć się w siebie samego nadludzkim wysiłkiem, zapakować jak w pokrowiec, zapiąć zamek od środka i zrobić pierwszy krok. Tylko w taki sposób granice naszego jestestwa mogą zostać na powrót wyznaczone a pytanie traci ważność.