Brak zimy w tym roku. Jakby ktoś wyrwał kartki z kalendarza. Odczuwam ten brak, jak żołnierz pozbawiony wojny. Człowiek się sprawdza w starciu z zimą, wiosna nie powinna przychodzić bez walki. Tekturowy świat – oto, do czego prowadzi brak śniegu. Na śniegu tektura wilgnie, dlatego domy muszą być zbudowane z czegoś mocniejszego. Teraz nie muszą.
Jarzmo wolności nas dopada. Czy człowiek to uniesie? Znikają wszelkie koleiny, których należało się trzymać, żeby nas nie zniosło na pobocze. Bez zimy, bez roztopów, bez błotnistych, rozjeżdżonych dróg stukamy po asfalcie wypolerowanym butem. Nic nas nie trzyma przy ziemi. Źle się z tym czuję.
Moja tęsknota za śniegiem to już prawie dolegliwość. Choruję na to. Trzymam w pamięci całość wrażeń, które tworzą smak i zapach tamtego życia. Śnieżne czapy na sosnach, zimny śnieg wpadający do butów przez szczeliny niedociśniętych sznurówek, wilgotność kosmatej rękawiczki włożonej do ust, by zagrzać palce. Płatki śniegu na rzęsach jak ogromne, białe talerze. Zmarzlina w nosie. Tępy odgłos kroków, które robią pierwszy ślad przed domem. Szarpanina z drzwiami które nie puszczają, bo zasypało. Lodowaty podmuch prosto w twarz, kiedy się nareszcie uda je otworzyć. Słońce, które nie grzeje, ale potrafi oślepiać. Kąty okien zawiane białym puchem. Lepkie kule lodowe na psiej sierści po powrocie ze spaceru. Skarpety nad piecem i czerwone stopy odzyskujące czucie. Upadanie w zaspy. Nareszcie mlaskająca odwilż, wszechobecne błocko i ta ilość wody w powietrzu, w drzewach, w butach, życie, które tę wodę tak zachłannie pije, by móc się nareszcie zazielenić. Woda dudni w potokach i rowach, spływa drogami, śnieg robi się czarny. Odkrywam żwir i popiół za furtką. Za tym brudem wiosennym, odwilżą, jak za powrotem z wojny – tak bardzo tęsknię dobry Boże.
Bez zimy nigdy nie umrę i nie zmartwychwstanę wiosną, będę tekturowym człowiekiem w butach o suchej podeszwie.
Ilustracja – Pieter Bruegel (starszy), Zimowy pejzaż z łyżwiarzami i pułapką na ptaki, 1565,