Wczoraj do domu pojechała Melodia. Jeszcze niedawno była umierająca, walczyła o życie pod kroplówką, a ja byłam całym jej światem. Te rozstania dużo mnie kosztują, bo więź duchowa z psem jest mocna. Jak każda więź bez słów. Z psem, który widział we mnie wybawcę – jeszcze trudniej się rozstać. Jego oczy za szybą samochodu, kiedy odjeżdża. Wydałaś mnie obcym ludziom! Nie wierzę!
I choćby nie wiem jakie luksusy, ten żywot beztroski w Gąsawach jest dla nich jak utracona młodość – ja to wiem. Ja wiem, a ty nie wiesz, że nigdy się już nie zobaczymy, że to nasza ostatnia wspólna godzina. Twój ostatni obiad w rozszczekanej stołówce. Twój ostatni spacer w czternaścioro. Twoja ostatnia noc z wkurwioną Mrówką, która się nie chce posunąć. Ja to wszystko wiem, jestem jak Bóg, który też zawsze wie, co z nami będzie. Ha, teraz widzę, jak niefajnie jest być Bogiem.
Już podjechali pod dom. Po kogo? Po mnie? Nie wierzę! Nie prosiłam o to, tu jest dobrze, nigdzie mi nie było lepiej, nie rób mi tego, nie znam tej pani ani tego pana. Zostawiłam misia pod stołem!
Kolejny pies czy kolejny mąż – rozstanie na zawsze jest rozstaniem na zawsze. Jakie to ma znaczenie, czy poszedł do nieba czy do nowego domu? Ja też cierpię! Dopóki żyję – nie zobaczę go. Koniec z materią, z osobą, z bliskością, to ja jestem tym misiem zostawionym na zawsze pod stołem. Moje serce krwawi. Uratowałam życie Melodii po to, by swoją wierność ofiarowała komu innemu. Ona o mnie zaraz zapomni, ja o niej nigdy. Próbowałam ratować Maćka i mnie zostawił. Odkąd ratuję psy muszę je żegnać. Także przez śmierć, pochowałam już tak wiele cudownych istnień, czy można się jakoś uodpornić na rozstania?
Można. Wystarczy sobie uświadomić, że tam, gdzie odchodzą – będzie im lepiej. Czy to jest nowy, wspaniały dom bez wiecznie zacietrzewionej Mrówki, czy to jest niebo, gdzie nie ma chorób i nic już nie boli – to jest zdecydowanie korzystniejsza opcja, niż moja rozpaczliwa opieka. Jestem szczęściarą, bo wszyscy, których żegnałam i żegnam – będą mieli dobrze beze mnie. Wyjazd stąd zawsze oznacza dla nich coś dobrego. Jeśli ich kocham – powinnam się ucieszyć. Tak naprawdę- nie mam pojęcia o klęsce. O rozstaniu w bólu. W dupę nie dostałam i nikogo na wojnę nie musiałam wysyłać, ani w żaden inny środek piekła. Im mniej o mnie teraz myślą, tym lżej na duszy. Co się tyczy także Ciebie, Kozi.
Post scriptum – Melodia odjechała do Zgierza, będzie mieszkać w bezpośredniej bliskości miejsca, gdzie Maciek spędził dzieciństwo i młodość, a pan Melodii służył w tej samej jednostce co Maciek – kiedy go wcielili do wojska. Świat jest jeden.
