1.
Wolność nie może być przedmiotem spostrzeżenia refleksyjnego, ponieważ jest jego źródłem. Akt wolności jest bardziej podstawowy niż akt refleksji.
Jakże byłoby pięknie, gdybyśmy o tym pamiętali. Zamiast wyprowadzać niesłychane teorie na temat tego, jak być wolnym – po prostu bylibyśmy wolni.
2.
Człowiek jest wolny, ponieważ nie jest sobą, lecz obecnością wobec siebie. Wolność to nicość, która trwa w sercu człowieka i która zmusza rzeczywistość ludzką do tworzenia siebie zamiast bycia. Nicość w głębi człowieka jest jego wolnością.
Kiedyś pisałam o tym, jak kocham zero, o tym, że zero jest kluczem. Instynktownie szukamy w sobie przestrzeni nietkniętej ingerencją z zewnątrz, potencjalnej pustki, z której wszystko można wywieść samemu i nie dać się oszukać. Tischner podobnie jak Kant jest zdania, że to, co w nas nietknięte i czyste – to absolut będący źródłem dobra. Wolność, prawda, piękno – na poziomie niematerialnym pozostają poza zasięgiem ego. Dlatego refleksja – a więc myśl – nie błądzi, jeśli jest wolna.
Najczęściej jednak błądzi i wtedy udajemy się po pomoc do terapeuty.
3.
Sztuka psychoterapii jest w swej istocie sztuką etyczną, ale istotą sztuki etycznej nie jest wydawanie wyroków.
Święte słowa. Nietknięte dobro, które każdy z nas w sobie nosi to potencjał gotowy do wykorzystania niezależnie od tego, jak bardzo się okłamujemy. On się nie ulatnia, co najwyżej pozostaje w uśpieniu. Terapeuta ma za zadanie ów potencjał obudzić i wykorzystać jego „moc zbawczą”, a więc sprawić, że niejako sami się uleczymy. Jest to równie trudne co ryzykowne, porównywalne z rozbrajaniem bomby, bo tu chodzi o potencjał dobra, a nie siły. Łatwo można pomylić jedno z drugim. Albowiem – dobroć woli człowieka została wtrącona w kruchy i dwuznaczny świat ciała i krwi.
Czyli słuchaj uchem a nie brzuchem. Mam wrażenie, że słuchanie brzuchem to obecnie jakaś epidemia. Pod pretekstem „wybierania siebie”, wybieramy dla siebie, a to drobna różnica. Krążymy wokół ciała, ciało staje się coraz potężniejsze i bierze nas w posiadanie, a więc w niewolę. I cały pogrzeb na nic.
4.
Dzięki aktowi wolności przeżywamy teraźniejszość, której nie możemy spostrzec za pomocą refleksji.
No nie wiem, czy ktoś, prócz hinduskich guru potrafi teraźniejszość tak bezpośrednio przeżywać, chociaż teraźniejszość jest obecnie na sztandarach. Co do refleksji, byłabym zachwycona, gdyby się w ogóle pojawiła jakakolwiek, wcześniej, później czy nawet zamiast.
5.
Szyderstwo nie otwiera człowieka na prawdę, lecz na absurd.
Owszem, ale od czegoś trzeba zacząć. Tischner też tak uważa.
6.
Człowiek albo będzie szedł przez życie drogą tworzenia albo pozostanie przy pewności schronienia.
Ot dylemat artystów. Nikt bardziej niż artysta nie wystawia się na strzał, poczucie obnażenia, bezbronności i ryzyka, co sprawia, że naprawdę czasem lepiej jest się pogodzić z anonimowością niż narazić na oficjalne odrzucenie. Ale ten dylemat, wbrew pozorom dotyczy wszystkich ludzi. Życie w ogóle polega na tworzeniu. Więc odwaga tworzenia jest tym samym co odwaga życia. Jawność naszych poczynań pociąga za sobą ryzyko bycia ocenionym.
7.
Jeśli czynimy drugich odpowiedzialnymi za treść swych stanów emocjonalnych stajemy się panami drugich. Człowiek posiadany jest już człowiekiem utraconym.
Nad tym cytatem mam ochotę posiedzieć, uruchamia we mnie rzekę spostrzeżeń. Cała obecna psychoterapia zastępująca nieobecną już prawie spowiedź świętą – zajmuje się diagnozowaniem naszych frustracji, reakcji i emocji i niepostrzeżenie sprowadza się to do znajdywania winnych. Spowiedź święta za wszystko czyniła odpowiedzialnymi nas samych – moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. W opozycji do takiego manewru płatni terapeuci wskazują na naszych rodziców, dziadków, pracodawców a nawet geny. Partnerów próbują jakoś z tego wymanewrować, zwłaszcza jeśli terapia jest małżeńska. W obu przypadkach – terapii i spowiedzi świętej – otrzymujemy rozgrzeszenie, ale w przypadku terapii skutkuje to spustoszeniem w relacjach z bliźnimi a w przypadku spowiedzi spustoszeniem w naszej własnej psychice. Wina i żal za grzechy potrafią człowieka powalić nie gorzej, niż nagle odjęta odpowiedzialność potrafi zaślepić.
Nie igra się z miłością, a miłość jest tym, co nas nawzajem zbawia. Tischner przestrzega przed manipulacją uczuciami. To skuteczny sposób na zorganizowanie sobie mocnego zaplecza ( stajemy się panami drugich), ale jego istotą nie powinno być podporządkowanie! Cytując mistrza po raz kolejny – nie można być wolnym pośród niewolników. To chyba jasne. Jak dla kogo. Dla mnie tak.
8.
Z obsesji obronnej wyłania się obsesja władzy.
Tego chyba nie ma sensu komentować tak jest oczywiste, ale zazwyczaj jest oczywiste w kontekście oceny naszych bliźnich. Warto się sobie też przyjrzeć pod tym kątem. Szukajcie a znajdziecie.
9.
Prawda chroni lepiej od wszelkiej kryjówki.
To jedna z tych tez, w które trzeba uwierzyć, żeby sprawdzić.
10.
Tak się złożyło, że psychoterapia więcej wie o strukturze patologii niż o procesie uzdrawiania, a z kolei etyka więcej o strukturze winy niż o procesie nawrócenia. Trzeba tę lukę zapełnić. Zapełniając ją psychoterapia i etyka, te dwie najpiękniejsze z ludzkich sztuk zbliżą się bardziej ku sobie.
I tu jest pies pogrzebany. Człowiek jest istotą dramatyczną, to go definiuje. Człowiek ma moralne dylematy, ma wolną wolę, której jest świadom, ma w sobie sprzeczność pomiędzy potrzebami ciała i duszy. To, rzecz jasna, czyni go psychicznie skomplikowanym. Ale nie od razu winnym, a tym bardziej od razu chorym! Nie da się wyleczyć człowieka z człowieczeństwa ani nie należy go za nie osądzać. Człowieczeństwo nie polega na bydlęcym zadowoleniu, nie polega także na ofierze. Aktualnie jesteśmy na etapie zadowolenia. W życiu chodzi o to, żeby pokochać siebie i zwalczyć niepokój metafizyczny, który w społeczeństwie narasta. Moim zdaniem wcale nie narasta, tylko może się nareszcie objawić, bo jesteśmy wolni. Wolność to nie jest łatwy stan, bo wolność to odpowiedzialność. Za siebie, ale także za wszystko dookoła. Nie radzimy sobie z wolnością, ale to nie znaczy, że należy cofnąć zegar i wrócić do drewnianych ram. Jeśli psychoterapia i etyka zbliżą się ku sobie – jest szansa na nowe, nieśmigane ramy. Elastyczne i dopasowane do indywidualnych preferencji i możliwości. Każdy malarz wie, ile potrafi dobra rama.
11.
Jakie doświadczenie otwiera nas na dobro i zło i zarazem uczy nas obiektywizmu? Źródłowym doświadczeniem dla ludzkiej samowiedzy etycznej jest doświadczenie drugiego człowieka. Jeśli ktoś zezwoli na to, by stępiła się w nim wrażliwość na drugiego człowieka cała jego moralność i całe myślenie etyczne zawiśnie w próżni.
Zaiste. Ale etyka i moralność zniknęły ze sztandarów, na których teraz niesiemy samych siebie. Etyka i moralność są passe. Wzorce misjonarskie są nie halo. Poświęcenie jest nie halo. Ofiara podobnie. Wyrzuty sumienia to czyjaś manipulacja. Odpada nawet zwykła przyzwoitość. A jednak, sądząc po ilościach samobójstw, depresji i wszechogarniającego niepokoju – to skupienie na samym sobie jakoś nie pomaga. I nie pomoże właśnie dlatego, że człowiek nie jest w stanie odkryć w sobie dobra bez udziału osób trzecich. Mianem dobrego człowieka określa się kogoś, kto czyni dobro. A dobremu człowiekowi jest dobrze w życiu – jak mówiła moja babcia. Może to i naiwne, ale jest w tym głęboka prawda.
12.
Człowiek nawet, gdy czyni zło, szuka w tym jakiegoś dobra. Wola człowieka jest słaba i często ślepa, ale mimo to pozostaje przecież w zasadzie dobrą wolą.
Gdy ratuję drugiego z jego tragiczności, to jednocześnie ratuję siebie z mojej tragiczności przed niebezpieczeństwem winy.
Wiara w Boga jest dla mnie tym samym co wiara w drugiego człowieka. Nie powiem, żebym nie miała kłopotów z tą śmiałą deklaracją, bo odruchowo chciałoby się pana Boga jakoś jednak wydzielić ze świata ludzi. Wymiksować z ponurego bagienka. Niech lepiej nie patrzy. Jednak właśnie w takiego idealnego, pozostającego poza wszelkim podejrzeniem cudnego dziadka w aureoli dawno przestałam już wierzyć. Przestałam, ale to wcale nie sprawiło, że uspokoiłam sumienie. Przeciwnie, wiem, co spaprałam. Nie w sensie winy jednak, lecz świadomości. I tutaj przyznam punkty terapeutom, a odejmę spowiednikom. Nie należy się karać i biczować. Jednak wybaczanie sobie nie musi prowadzić do osądzania i odrzucania innych. Do rezygnacji z powinności. I znowu – istnieje coś pośredniego pomiędzy stawianiem siebie na pierwszym miejscu a ogólną znieczulicą. Bo gdy ratuję drugiego z jego tragiczności ….
13.
Są czasy, gdy jakaś postać zła w sposób szczególnie udany podaje się za dobro i są czasy, w których zaślepiony człowiek zwalcza jakąś odmianę dobra, bo wydaje mu się ona jakimś złem.
Dlatego pierwszy akcent w nauce etyki winien padać na rozwijanie w ludziach sztuki odkrywania, może trzeba zobaczyć, że jakieś dobro jest dobrem pozornym, może pozornym złem jest zło, trzeba to odkryć.
Czyli wracamy do aktu pierwszego – aktu wolności. Wierzyć sobie, to przede wszystkim myśleć samodzielnie i postępować w zgodzie z własnym sumieniem. Żebyśmy nie byli jak stado owiec. Ani tych biblijnych, ani tych w kolejce do terapeuty.
Amen.
Wszystkie cytaty z książki Tischnera – To, co najważniejsze.
