Życie, które już mam

Jeśli po śmierci zejdziemy się na nowo i na zawsze z ukochanymi osobami szykuje się niezły burdel. To chyba nie jest najlepsze rozwiązanie. Sama nie wiem, kogo bym wybrała, a zaskoczona będę i zmieszana na wieść o tym, kto wybrał mnie. Z pewnością nie zostaje po nas nic cielesnego, bo Pan Bóg by takich przekładańców nie ogarnął. Gdyby mnie teraz zapytano – i kogóż to panienka planuje ujrzeć po drugiej stronie lustra, na końcu tunelu ze światełkiem, na księżycu, na kanapie we wszechświecie równoległym – nie wiem, co bym odrzekła. A czas goni… Pierwszy byłby zapewne XM, bo ostatni będą pierwszymi. Od razu bym mu wygarnęła za to, że mnie zostawił. A potem przytuliłabym mocno na pocieszenie. Miałabym też ochotę na nowe, lepsze wydanie XT, wiem, wiem, że on żyje, ale przecież wszyscy umrzemy, a mnie interesuje spotkanie po śmierci. Więc w romantycznym kontekście będę rozpatrywać wszystkie opcje niezależnie od tego, czy kandydat na wiecznego narzeczonego posiada jeszcze cielesną powłokę, czy też ją utracił za cenę odzyskania wolności. Wróćmy więc do rankingu. Bywa, że mi się przyśni XP – przyśni mi się czasem tak, że randka w zaświatach niewykluczona. A co z XJ? Cudny byłby z niego anioł z lat dziewięćdziesiątych. Gładki i obdarzony niewinnym uśmiechem do cna zepsutego chłopca. Ach, te noce przegadane bez grama pożywienia, ale za to z piciem. Ależ byłam wtedy chuda od tych dyskusji. Kandydatem numer jeden po dłuższym zastanowieniu pozostaje XG, ale tam się spodziewam kolejki i mogę nie być pierwsza. Może nawet dojść do rękoczynów a z babami bić się nie zamierzam. Wszystkie mnie nienawidzą, chociaż jestem feministką. Kwadratura koła. Najbezpieczniej będzie wybrać tatę. Najważniejszego faceta w moim życiu. Ale obawiam się, że jego zapobiegliwa małżonka już sobie wykupiła miejscówkę na ostatnią podróż. Najpierw mu się zapakuje do grobowca a zaraz potem do głowy. Więc może po prostu nikogo nie wskażę. Będzie tak jak teraz. Teraz jest całkiem dobrze. Kto wie, czy nie najlepiej. I oto kolejny raz dochodzę do wniosku, że wieczność to życie, życie, które już mam.

Ilustracja – John Everet Millais – Ofelia.

Leave a Comment


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.