Pół roku z Virginią Woolf – Dziennik 2008 -fragmenty

…”cóż to za przedziwny los, zawsze być widzem publiczności , a nie jej częścią…” – Virginia Woolf – „Chwile Wolności”

14 maj 2008

Artysta jest człowiekiem do wynajęcia. Pracuje na zamówienie, nawet jeśli jest to zamówienie od losu. Nie istnieje coś takiego jak sztuka dla sztuki. Tak się właśnie pocieszam ustawiając pod oknem sztalugę z pustą kartką a obok zdjęcie typa, który za pół roku zniknie z mojej pamięci do tego stopnia, że go nie poznam na ulicy. Kiedyś, w poprzednim życiu, odwiedziła mnie dama w futrze pytając, czy ją poznaję. Zasugerowałam, że pomyliła piętra. Ależ pani Agnieszko, pani mnie przecież RYSOWAŁA! Ha… zupełnie jak w tej opowieści ciotki o babie, która chciała kupić dom na odludziu. Pojechała go obejrzeć i całą drogę miała deja vu. Kiedy nareszcie stanęła w progu właściciel mało nie umarł z przerażenia. Przecież pani tu straszy! W wydaniu ciotki ta historia naprawdę robiła wrażenie, pominęłam masę szczegółów i nie zbudowałam napięcia, nie śmiałabym nawet próbować. Przytoczyłam suche fakty w pełnym świetle majowego poranka. Wszystko przez typa ze zdjęcia. Nie rozpoznam go nawet, gdyby mnie straszył, w zasadzie już mnie straszy.  

Nie mam silnej woli, nie umiem zrezygnować z zarobku. A to nie tędy droga. No cóż, słowo się rzekło, zacznę jak zawsze od lewego oka. Mętne jest, ale co poradzę? Zawsze się zastanawiam ilu naprawdę pięknych ludzi powinno było zamówić u mnie portret, a przychodzą takie maszkary. Co ja jestem, chirurg plastyczny? Kaziku – zjedz resztki wczorajszej leguminy. – A co ja jestem zlew? Tata zawsze tak babci odpowiadał z miłością i wciągał leguminę razem z miską.

Niestety rysowanie z miłością to już przeszłość. Żadnej leguminy z wczoraj. Żadnego dżemu dziś.

2008-05-20

Problemy finansowe przyćmiewają serię spektakularnych zwycięstw na przykład -odnalezienie Jarosława G.w tak zwanej sieci, wykonanie galopu bardzo zebranego na bardzo skróconej Gobi, bardzo dobrze zdana i w ogóle zdana matura Zośki B, czyli Ryjka. Niezagranie Otella w katastroficznej premierze Agnieszki Olsten. Uratowanie psa i konia od śmierci.

Zwycięstwo wątroby nad marskością i kto wie, czy nie nad żółtaczką.

Jak w tej sytuacji rozpamiętywać problem braku pieniędzy? Czy którekolwiek z tych zwycięstw od nich zależało?

2008-05-21

Obejrzałam „Rozmowy z mistrzem” czyli Kołakowskim i powiało smutkiem. Nieustanne boje o to, czy religijność ponad ateizmem czy odwrotnie. A przecież Bóg stoi ponad religijnością i ponad ateizmem i w identycznej opozycji do obydwu zjawisk. Religijność jest odmianą pogaństwa a pogaństwo to według niektórych ateizm, czyli masło maślane. Swoją drogą w obecnych czasach głęboka wrażliwość na potrzeby bliźniego, odpowiedzialność za świat itd. prędzej w ateiście się budzą niż w człowieku, za którego decyduje religia. Dążenie do wolności to jest coś, w czym religijność nie ma udziału, raczej przeszkadza, a bez wolności człowieczeństwo jest martwe.

W ogóle mnie irytuje pytanie – w co ja wierzę.

Wierzy się Miłości, Opatrzności, Bogu, którego mamy w Sobie.  Wierzy się we wszystko, co się wydarza według wiary.

Czy Pan Bóg może istnieć bez Kościoła? Oczywiście, podobnie jak kościół bez Boga. Ale to, co dla mnie jest oczywiste, innym przeszkadza myśleć. Tutaj w środku mazowieckiej równiny pełnej małych, zakiszonych domków – z takimi przekonaniami jestem antychrystem. Pani Krysia niedługo na mój widok zacznie wykonywać znak krzyża. Ale cielę na rzeź zaprowadzi bez mrugnięcia okiem.

2008-06-04

Co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela. Pytanie tylko – co Bóg złączył? Kto orzeka w tej kwestii? Czy kapłan może decydować co Bóg złączył?!  Jak w swojej oszalałej pysze człowiek może przez tyle wieków wmawiać Panu Bogu, że złączył setki tysięcy małżeństw –małżeństw kontraktów, małżeństw pomyłek, małżeństw szantaży??!!!

Małżeństwo bez miłości jest nie tylko męką. Jest grzechem, przestępstwem, gwałtem. I żaden Bóg go nigdy nie złączył i nie złączy. Ja się w ogóle zastanawiam nad tym, czy małżeństwo nie zastępuje miłości. Patrząc na tych dziadków z naprzeciwka, którzy się tak po bożemu nienawidzą – jak mogłabym myśleć inaczej?

2008-06-23

Już zapominam jak dobrze jest być samemu. To niesłychane, że zaakceptowałam życie w tłumie i bez własnego pokoju. Aż tak kocham moją rodzinę?  Nigdy przedtem nie kochałam swojej rodziny AŻ TAK. Rodzina to był krzyż i godziłam się na ten krzyż w miarę spokojnie. Od czasu do czasu wpadałam w szał lub rozpacz i znowu się godziłam.

Spokojnie płyną zbiorowe dni bez jakiejkolwiek izolacji. I nawet było mi dzisiaj jakoś GŁUCHO kiedy wszyscy pojechali. Bez kitu, pojechali w ostatniej chwili.  Mam z powrotem swoją ciszę. Nie umiałabym już żyć bez tych wyjazdów.

07.07.2008

Życie wieczne jest jak prąd, który nami porusza, strumień tego życia płynie w nas od Boga przez ciało i z powrotem do Boga. Człowiek napędzany wyłącznie własnym prądem jest jak alternator. Musi non stop pedałować, żeby nie zgasnąć. Trudno jest Opatrzności znaleźć wejście do takiej wirówki i nie zaliczyć kopa. Opatrzność wtedy czuje się niepotrzebna, świetnie sobie radzimy bez niej. Świetnie albo i nie, ale polegamy na sobie. Należałoby więc znieruchomieć. Zamrzeć prawie jak trup. Poddać się temu co niewidzialne, niesłyszalne i nieudowodnione i pozwolić podłączyć do sieci. To irracjonalny, bolesny proces, bo trzeba być gotowym na śmierć. Ale w chwili, kiedy w nas popłynie prawdziwe życie, czyli to wieczne –  nie zależymy już od ciała, od naszych ziemskich, zdrowotnych sił. Śmierć to tylko jedna z tych rzeczy, które mogą się przydarzyć, kiedy jesteśmy spakowani i gotowi do drogi. Mogą, ale nie muszą.

12.07.2008

Szacunek przede wszystkim się okazuje. I potem dopiero jest się szanowanym. Nie można być człowiekiem szanowanym z nadania. Szacunek istnieje tylko jako postawa odwzajemniona. Nikt cię nie uszanuje, dopóki ty nie okażesz mu szacunku.

Szacunek wymuszony jest tylko wypolerowaną formą zwykłego strachu.

Szacunek jest relacją wzajemną i twórczą.

To dotyczy wszystkich bez wyjątku.

Miejscem, które wymusza szacunek jest szkoła, dom rodzinny, urząd, kościół i masa podobnych instytucji. Każdy bunt bierze się z braku szacunku, czy też braku wzajemności w poszanowaniu. Koniecznie należy zdiagnozować w sobie poziom udawania lub wymuszania szacunku. Najłatwiej się tego dokonuje w młodości, potem jest już za dużo do stracenia. Należałoby zanegować poważanie dla osób, od których zależymy lub odwrotnie – pogodzić się z tym, że wszyscy dookoła poważają nas nieszczerze. Jeszcze paskudniej.

Z tej przyczyny cieszę się ogromnie, że moje dzieci już skończyły szkołę. Pamiętam, jak Zośka naciskała, żebym przyszła na wywiadówkę, biedaczka chciała udowodnić, że nie jest sierotą. Biegałam po korytarzu z telefonem, bo nie wiedziałam, do której klasy chodzi. Dzienniczek z ocenami przynosiłam w zamkniętej kopercie i nie zaglądałam do niej. Oceny są prywatną sprawą dziecka – tłumaczyłam zdumionej nauczycielce. Nie wiedziała co ze mną robić. Nie mieściło jej się w głowie, że 16 letni człowiek może traktować szkołę wyłącznie jako środek do celu i świadomie panować nad jej ukończeniem tak, żeby jeszcze mieć coś z życia oprócz szkoły. Taka postawa nie wymagała zdobywania dobrych ocen tylko przechodzenia z klasy do klasy w najszybszym możliwym tempie. Po to, żeby SKOŃCZYĆ szkołę raz na zawsze. Jak? Jak najszybciej.

Ta pani wychowawczyni przyjęła nas kiedyś z Maćkiem w nauczycielskim pokoju, żeby poważnie porozmawiać o obowiązkach ucznia i o Zośce. Ale Zośka nic złego nie robiła, nie miała nawet okazji, bo prawie nie chodziła do szkoły.  Spóźnienia były normą, no bo jak wyjść z domu bez kawy, śniadania, posiedzenia na kibelku, jak zrezygnować z takich podstawowych ludzkich praw? Tylko po to, żeby gdzieś zdążyć na ósmą? Szkoda zdrowia. Byłam tego samego zdania. Przecież przechodzi z klasy do klasy, więc w czym problem? No, w braku szacunku – powiedziała pani wychowawczyni. Pewnie, szacunek to podstawa – trzeba szanować uczniów, żeby od nich wymagać szacunku – powiedziałam ja. No właśnie! Ja wymagam!! – powiedziała pani wychowawczyni a Maciek nic nie powiedział, czekał, żebym go stamtąd szybko zabrała.  

16 lipca 2008

Irytują mnie nieustanne pytania z cyklu „co by było gdyby..”

Otóż właśnie to jest ten rodzaj pytań, których nigdy nie usłyszysz od Pana Boga.

Więc jeśli ktoś pyta mnie – co byś zrobiła, gdyby on cię zdradził, gdyby ci dzieci pomarły, gdyby nagle była wojna itd. – odpowiadam – wiedziałabym co robić, gdyby to się stało. Ale na razie nie ma sensu się nad tym zastanawiać. Szkoda czasu i atłasu.

23 lipca.08

Po tygodniu spędzonym z rodziną czuję się, jak baba w dziewiątym miesiącu. Bardzo już chcę urodzić, pomimo bólu porodowego i wszelkich następstw połogu. Naprawdę, pod koniec ciąży nie myśli się już o dziecku, tylko o braku dziecka.

Co takiego chcę urodzić? Własne, niematerialne, intelektualne dziecko, które mnie rozsadza.

Czytam Dziennik Wirginii Woolf  i czuję się czasami niemal identyczna z nią, ale jak w takim razie wytłumaczyć samobójczą śmierć? Może jednak brakiem wiary? Kontaktu z bazą? Wtedy umyka sens życia, bo życie w materialnym znaczeniu nie ma najmniejszego sensu. Umierając musimy zostawić wszystko. Dla Virginii samotność była portem i celem w każdej godzinie. W tej samotności już niczego, prócz siebie – samej – nie spodziewała się zobaczyć. Jak ja. Ale ja się nie utopię w rzece. Choćby dlatego, że umiem pływać.

„Kobieta musi mieć pieniądze i własny pokój, jeśli ma uprawiać twórczość literacką „. – to też jej słowa, ale ja teraz nie mam ani pieniędzy, ani własnego pokoju. Więc może dobrze, że tu nie ma żadnej rzeki.

36 lipca.

Napisało mi się, że 36 lipca, ciekawe.

Jestem sama sobie winna uzupełnienie, małe uzupełnienie do tych moich manifestów samotności. Nie ma większego szczęścia na ziemi niż pewność człowieka kochanego. To tak naprawdę miłość mnie uszczęśliwia, nie samotność. Samotność szczęśliwego samotnika jest tak samo atrakcyjna jak służba szczęśliwego społecznika, podróże szczęśliwego globtrotera i inne obowiązki oraz  przygody w zależności od  upodobań.

Więc o tyle potrzebuję czasem być sama, żeby sobie to w spokoju uświadomić, delektować się tęsknotą i oddawać lekturom nie zapominając ani przez chwilę, że tak bardzo, bardzo cię kocham. I to jest takie przyjemne!

4 sierpień 2008

Zadziwiające jak mało mnie pasjonuje malarstwo w porównaniu z jeździectwem i literaturą. Malarstwo to mój zawód, to zapewne jest przyczyna osłabienia entuzjazmu, ale jest także przyczyna głębsza. Malarstwo mam w głowie, jeździectwo w lędźwiach a literaturę mam w duszy. Czym zajmuje się moje serce? Kurwa nie mam serca. Nigdy mi się nie udało usłyszeć, jak bije.

Wokół malarstwa krążą najróżniejsze wartości – takie jak powinność, pracowitość, sukces, odpowiedzialność i ambicja. Ta ostatnia zabija każdą twórczość, i moje malarstwo też. W końcu polegnę, ja to wiem. Szybko, maluj, dopóki nie zwymiotujesz.

7sierpien2008

Wygląda na to, że kupię auto. Jestem tym bardziej zestresowana niż decyzją o kupnie konia, kiedy nie miałam grosza przy duszy. Teraz mam dom, zarabiam dwa razy więcej i mam pomoc M. , który zarabia jeszcze dwa razy  więcej niż moje dwa razy – i drżę na myśl o  pozbawieniu się  tylu pieniędzy na coś takiego.

Nie da się żyć bez auta na wsi. W ogóle nie da się żyć bez auta! Kobieta bez auta jest niewolnicą. A podobno człowiek bez auta jest wolnym człowiekiem. Jak to teraz pogodzić?

13 sierpień 2008

Thomas  Merton napisał, że  „Bóg nie kocha nas dlatego, że jesteśmy coraz lepsi. Jesteśmy coraz lepsi, ponieważ Bóg nas kocha.” Sprytne, jak całe to chrześcijaństwo pełne obietnic, pokuty i uzależnień. Ofiara, nagroda i kara. Litanie, odpusty, sakramenty na cholerę, skoro nas kocha? No bo ludzie do wszystkiego lubią mieć instrukcję obsługi. W razie wątpliwości zerkasz tam i wiesz, gdzie przycisnąć.

Powiedziałam wczoraj Maćkowi, że się tu spełniam. Ciekawy czasownik– owo spełnianie się, nigdy nie jest dokonany, ale bardzo niewiele mu brakuje.

16 sierpień

Na szczęście lato się kończy. Tylko rano krótkie zapiski, bo nigdy nie jestem sama w pokoju. Komputer, mój prywatny, osobisty, wierny, mój spowiednik i moje rozgrzeszenie – służy teraz jako telewizor dla całej rodziny.

Och, dawniej bym się utopiła jak Virginia Woolf. Ale teraz mam w sobie spokój skały. Wiem, że przyjdą takie dni, kiedy się udławię samotnością a potem takie, kiedy będę mogła uciec na górę po schodach i takie, kiedy ..itd

31 sierpień 2008

Nasi sąsiedzi z naprzeciwka – urocza para wiejskich dziadków. Poczciwi staruszkowie, którzy raz do roku oddają do rzeźni dwumiesięczne ciele, nie wypuściwszy go uprzednio ani na jeden dzień ze śmierdzącej obory na łąkę (tzw. mleczne cielę jest droższe), a szczeniaka trzymają w klatce zabitej dechami, ponieważ zjadł kurom jajko.

Kiedy człowiek po raz pierwszy usłyszał żal w głosie zwierząt? Czy nie o tym mówił Franciszek, który ponoć jako jedyny rozumiał ich mowę? Czy wy, głupki wiejskie nie wpadliście jeszcze na to, że mowa zwierząt jest dla każdego?  

Ten skansen naprzeciwko jest jak błąd systemu. Człowiek przeciera oczy ze zdumienia, to na pewno nie plan filmowy? Para dziadków zatopionych w dziewiętnastowiecznej bańce. Z krową, tym nieszczęsnym cielęciem, kurami, psem w klatce i ławką pod domem. Ławka jest twarda a oni siedzą na niej codziennie po kilka godzin aż do zmierzchu. Raczej się nie myją, mają na sobie jakieś nieokreślone, szare ubrania, prawie ze sobą nie rozmawiają. Chrystus z rozszczepionym sercem nad wersalką. Pieska uratuję, nie wiem – kupię, ukradnę, jakoś go stamtąd wyciągnę. Inaczej będę musiała ich zadźgać.

Wrzesień 2008.

Dużo się ostatnio robi niedobrych filmów o dobrych buntownikach dla dobra ojczyzny.

Konfrontacja patriotyzmów. Dobry patriota w czasach komunistycznych mógł zostać zakatowany za źle pojęty patriotyzm, a jego kaci, wówczas uznani za patriotów właściwych – dzisiaj są z tego rozliczani jako antypolacy. Wstrząsające życiorysy ludzi, jak święty rotmistrz Pilecki (stracony jako wróg państwa) – wzbudzają dyskusje o odwadze i poświęceniu za ojczyznę. Te patriotyczne źródła heroicznego postępowania są wyraźnie podkreślane, to właśnie dobro ojczyzny potrafiło wyzwolić w człowieku nadludzką odwagę. Ale to nie patriotyzm ich wiedzie, lecz Prawda. Patriotyzm to zwodnicze uczucie. Ilu ludzi tylu patriotów. Ale jakoś nie wszyscy giną za ojczyznę. Ci, którzy giną – giną w obronie Prawdy.

Dlatego nie jestem i nie będę patriotką. Moje serce nie jest jakoś szczególnie polskie.

Kiedy Polska była socjalistyczna nie marzyłam o wolnej Polsce, tylko o wolnym kraju. Nieważne, jaki to kraj.

Sierpień chyba 5. 2008

Żona sołtysa ma wykafelkowaną kuchnię i jest „kulturalna’. Zwierzyła mi się, że wolałaby mieć konie niż krowy i świnie. Zachwycała się Miętą – posokowcem, oczywiście, że Miętą, a nie trzema kundlami – Moruskiem, Pikerem i Fedrą. Pani Krysia sadystka od cieląt i szczeniaka też ma marzenie o dużym psie a swojej krowy nie lubi. Sołtysowa ma przy budzie (!) rocznego, nieszczęśliwego, rasowego doga, ale wolałaby Miętę. DLACZEGO własne zwierzęta nie wzbudzają w nich sympatii a moje tak? Gdyby to była kwestia tylko rasowości i wartości rynkowej , to skąd dog na łańcuchu? Problem jest głębszy. To problem duszy ludzkiej, która cierpi na widok nieszczęścia żywych stworzeń, skazanych na pożarcie, ćwiartowanie i smażenie, a w najlepszym razie nudę, brak ruchu, brak miłości, brak szacunku wreszcie! Problem, który pozostaje nienazwany wyraża się w postaci niechęci, stresu, dyskomfortu, niepokoju wewnętrznego. Straszne byłoby kochać i szanować coś, co się hoduje na mięso. Zwierzęta mają dla tych prymitywnych umysłów jedynie wartość użytkową, więc nie można kochać psa za to, że jest. Należy mu się żarcie za pilnowanie podwórka.

Dusza ludzka jest niezmienna i jest miłością. Nie da się jej oszukać traktując żywe stworzenie jak towar. A to rodzi wewnętrzną sprzeczność i znajduje ujście w postaci agresji. Czują, że poza zabijaniem lub niewoleniem niczego nie umieją. I mieszkają w tych prywatnych obozach koncentracyjnych marząc o Edenie.

Wrzesień 27.2008

Wsiury, jakże ja ich nienawidzę!  Ulepieni z lęku i zabobonu, a nic na świecie nie wzbudza większej odrazy niż lęk. Przypominam sobie, że powinnam się nad nimi pochylić w taki sam sposób, jak nad psami i krowami, które męczą, ale na Boga nie potrafię. Strasznie trudno jest codziennie wybaczać ludziom bestialstwo z tego powodu, że są w pułapce lęku i pychy. Człowiek instynktownie ucieka od widoku piekła i jeśli chciałby z niego coś ocalić – to męczenników a nie katów. Tymczasem leczenie przyczyn to właśnie wyciąganie katów z piekła poprzez – jak to mówi Kłoczowski – zapraszanie ich do Życia. Ponad moje siły, dobry Boże. Zostawiam to Tobie.

Październik  2008-10-13

„Za szczebel w drabinie społecznej płacimy karę w postaci nieskończonej nudy!” – Virginia Woolf na dwa dni przed samobójstwem … To największa pokusa dla artystów, którzy na szczęście uciekli już z Warszawy. I na szczęście nie ma ich w kolorowych gazetach i nikt nie wie, gdzie mieszkają. Ale nuda jest pociągająca. Wbrew pozorom harmonia i spokój są w opozycji do nudy. Imprezy, bankiety, premiery, festiwale, wszystko to, co niby jest kwintesencją urozmaicenia – to jest właśnie przerażająca otchłań nudy. I, jak każda otchłań- ciągnie w dół. Dlatego pozostajemy przy szczeblach w drabinie na strych.

PAŹDŹ 25 2008

Wygląda na to, że tylko dwie rzeczy istnieją naprawdę. Są nimi cierpienie i miłość. Tylko one mają znaczenie dla zbawienia świata. Tylko one istnieją równocześnie po stronie Boskiej i ludzkiej. Tylko one zostaną odmierzone i przeniesione na Tamtą Stronę ostrożnie jak surowe jajko. Wieczność jest za weneckim lustrem, ale przez to lustro przechodzi tylko obraz miłości i obraz cierpienia. Reszta chyba po prostu NIE ISTNIEJE. Jest fikcją. Jedynym pokarmem w niebie jest jajecznica.

Listopad 3.2008

Mało piszę, ale to dlatego, że pies zjadł mi okulary. To oczywiście wykręt. Nie piszę dlatego, że nie mam kryjówki. Nie mam swojego pokoju, a bardzo rzadko bywam tu sama. Trochę głupieję pośród ilustrowanych gazet i w ramionach męża. Przyszłego, ale to niedaleka przyszłość. Mniej więcej 4 tygodnie.

Nie piszę, ale wciąż piszę w myślach. Piszę, kiedy odkurzam, zamiatam liście, w łazience i na maneżu. Rano często udaje mi się coś zgrabnie sformułować, ale nie potrafię pisać tyłem do rodziny, a w dodatku ekran mam na pokój. Maluję obrazy, które są podobne do siebie, ale coraz sprawniejsze. Nie wiążę z nimi żadnych emocji ani żadnej przyszłości.

Przy święcie zmarłych w Tygodniku Powszechnym nieustraszony ksiądz Ryś wypowiada się o raju, krainie gdzie wilk będzie żył w harmonii (już nie tylko zgodzie lecz harmonii!!) z barankiem. I o tym, że Chrystus na pustyni żył tylko pośród zwierząt. A więc jednak jest coś w ewangelii o braciach mniejszych poza haniebnym epizodem ze świniami. Zresztą ten epizod jest kwintesencją ekonomii zbawienia – jak to zgrabnie nazywał JP2. Raj to przede wszystkim koniec lęku. Wzajemnego lęku pomiędzy człowiekiem a stworzeniem. Całe zło jakie wyrządzamy zwierzętom bierze się z konieczności dominacji, której źródłem jest lęk. To myśląc obudziłam się w łóżku z trzema psami.

Królestwo niebieskie należy do wegan. Dlatego nie jest niebieskie, jest całkowicie zielone.

Listopad 24 2008

Nic nie jest w stanie zastąpić mi samotności, chociaż oczywiście nieustannie coś mi ją zastępuje.

Nie chce nadejść ta moja wymarzona samotna starość, czekam cierpliwie.

Obejrzałam „arcydzieło” Kędzierzawskiej pt. „Pora umierać”. Niewdzięczne dzieci ponoszą zasłużoną karę za grzechy wobec rodziców, ale przecież grzechy wobec rodziców są następstwem braku miłości.  Niewdzięczne dzieci są ofiarami upiornych rodziców. To wszystko. Rodzice byli pierwsi. Nie ma złych dzieci, są tylko źli rodzice. Tak się tworzą nowe religie, równie szkodliwe jak stare. Nowa religia jak nowy wirus – uodparnia się na lekarstwa, jak dogmat na refleksje. Każda przesada pochodzi od demonów. Wszyscy mamy przejebane, dopóki choć jedna strona konfliktu powołuje się w swoich decyzjach, żądaniach i oczekiwaniach na coś tak umownego jak pokrewieństwo.

Normalny człowiek powinien się cieszyć na to, że będzie stary, że będzie sam, że dzieci są daleko i samodzielne, że ma nareszcie czas dla siebie  … wiem, ludzie tak nie myślą.

Grudzień 7.2008

Czasami dopiero ciężka choroba jest w stanie człowieka uzdrowić.

A gdyby nie nadeszła żółtaczka, czy Maciek byłby w stanie mnie znosić?  Zapewne piłby jak każdy poraniony człowiek tracąc życie.

Był czas, kiedy i ja piłam za dużo. Rozumiem ludzi, którzy piją za dużo.

Tomek K. zarobi okrągły milion na reklamie. Teraz jest jego czas, nie wiadomo jak długo potrwa. Zazdroszczę mu kasy. Nikomu niczego nie zazdroszczę, ale pieniędzy bardzo. Oczywiście wiem, że to demony we mnie harcują, ale one harcują a ja nic nie robię, żeby przestały.

Nie o to w życiu chodzi, żeby mieć dużo pieniędzy, tylko żeby mieć mało wydatków. Brak wydatków to coś, nad czym można samemu zapanować. Chociaż to nie jest łatwe, bo czy słyszał kto kiedy, żeby po zarobieniu miliona odłożyć kasę na bok i zająć się pracą na działce albo pisaniem prozy, czymś miłym i niedrogim, nie wymagającym zmiany poziomu życia?

Pieniądze powodują nowe wydatki, które podnoszą poziom życia, które staje się jeszcze droższe, horrendalnie wprost drogie. Nawet nasze pasje są od tego dnia ubrane w złote opakowania.

Czy zawsze potrzebujemy więcej niż mamy? Zawsze. Każdemu ledwo starcza, nawet Madonnie i Bilowi Gatesowi.  Dowodem jest podporządkowanie życia sprawom materialnym, a cechy obowiązujące w materialnym świecie to racjonalizm, konsekwencja, dyscyplina, pracowitość i ambicja. Straszne cechy ogólnie uznane za przymioty. Problemem biednego jest zarobić, bogatego – nie zbiednieć. Bycie bogatym jest drogą życia bogatych, a bogacenie się – drogą biednych. Kiedy biedny staje się bogaty – pozostaje w tej samej pułapce determinacji. Pieniądze jeszcze nikogo nie uczyniły wolnym, podobnie nędza. Pieniądze są jak ciało. Mają nam służyć. Nie wiem, czy milion by mnie wyleczył z pożądań.  Być może przeznaczyłabym go na cele charytatywne albo właśnie bym nie przeznaczyła. I po milionie. Panie Boże, daj mi tyle, żebym już nie musiała o tym pisać.

” Szczęście polega na dokładnym oznaczeniu, co w naszym życiu ma być tą”jedyną rzeczą naprawdę potrzebną” i na pogodnej rezygnacji z całej reszty. Wtedy bowiem przekonamy się, że mocą Bożego paradoksu wraz z tą jedną rzeczą wszystko inne zostało nam przydane” – Thomas Merton.

No fakt, cholernie chciałam mieć znowu dom pod lasem.

Kiedy zostawiłam swoje poprzednie życie przyjechałam do Krakowa z dziećmi prosto w paszczę mojej zwariowanej matki. Z posiadłości o stu pokojach, a na pewno pięciu kiblach, z gigantycznej chaty pod lasem obejmującym trzy czwarte północno-zachodniej Polski wróciłam do zagraconego, ciasnego mieszkania w bloku. Jedyne, co mi pozostało z tamtych lat i z czego nie mogłam zrezygnować – okazało się bardzo kosztowne i trudne do kontynuacji w nowych okolicznościach. To był rzecz jasna koń, koń imieniem Dusza.

Po pięciu latach przepychanek, kiedy próbowałam przepchnąć matkę do jednego pokoju, żeby w trzech pozostałych pomieścić trójkę dzieci – odzyskałam wszystko z powrotem. Dom mniejszy, las też mniejszy, ale widok jak w bajce o królu i królewnie. Dom na dodatek drewniany – „papirosa zapolisz i mosz ciepło” – jak mówią starzy górale.

Pieniądze w ogóle nie miały znaczenia w tym niezwykłym procesie odzyskiwania. Nie miały, bo ich nie było, czasem myślę, że wszystkie zmiany w moim życiu były spowodowane brakiem pieniędzy, więc w tym sensie stanowią jakąś siłę sprawczą. Jedno jest pewne – ten temat nadal pozostaje do przerobienia, bo się w nim gubię. Jestem całkowicie bezwolna, chociaż wyglądam na zdeterminowaną.

15.12.

Poczucie krzywdy zamienia się w poczucie winy i tak w kółko. Ta miłość, która jest wolnością, tylko ona mi przyświeca. Innej nie chce, nie strawię, stąd wszystkie bunty.

Balansujemy ciągle na granicy kompromisu i poddaństwa. Kompromis jeszcze należy do wolności, a poddaństwo już nie.

Boże, czasem mam ochotę powiedzieć – chcesz być ze mną to daj mi spokój.

Poczucie winy zamienia się w poczucie krzywdy i tak w kółko.  

Warszawa –grudzień 2008 – premiera w Narodowym.  „Wiele hałasu o nic”.

Wszystkim się podobało, ale nikt tego nie wziął do siebie. Tak zwana dworska intryga, jak to zawsze bywa w pałacach. Wypisz wymaluj osrane warszawskie salony, w których śluby, rozwody i zdrady oraz przysięgi miłosne przenikają tabloidy i stamtąd z powrotem na scenę, byle się działo, kręciło, plotło. Faceci chodzą do stylistów, golą klaty i pachy, farbują włosy i rozmawiają o zerwanych zaręczynach, jak baby… W pałacach nic się nie zmieniło od wieków. Na scenie i na widowni takie same intrygi, tacy sami przebierańcy.

…”cóż to za przedziwny los, zawsze być widzem publiczności , a nie jej częścią…” –

Leave a Comment


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.