9 czerwiec 2009
Już po zawodach. Moja mała Zosia jest sportowcem. Jestem dumna, szczęśliwa i mogę umierać. Zastanawiająca jest u małych dziewczynek chorobliwa namiętność do kucyków. Ale potem wszystko się wyjaśnia. Małe dziewczynki robią się duże i zaczynają panować nad ogierami. Kupujcie kucyki małym dziewczynkom, a poradzą sobie z durnymi ogierami, jak będą duże.
16 czerwiec 2009
Im więcej się wydarza tym mniej mam do napisania.
Aktualnie kupuję jedną łąkę a z drugiej zbieram siano. Moja, porośnięta rzadką, młodą brzózką i grzybami zamiast trawą, jest chyba tylko „na manie”, jak to ktoś kiedyś określił wręczając żonie pieniądze i jednocześnie zabraniając wydawania ich. Druga łąka za to okazała się podmokła, siano mogę zebrać tylko z części suchej, ale nie ma gwarancji, że nie będzie lało, jak skoszę. Wtedy podmoknie w całości. O niebiosa, bądźcie szczelne przez trzy dni, to wystarczy, żeby nie zgniło. Rolnictwo to nie jest moja ulubiona dziedzina życia. Nie lubię betonów, ale grzebać się ziemi?? To też powinni robić za nas nasi słudzy.
Jutro przywożę tu mamę o kulach, Maciek gra w serialu, znowu zostanie ulicznym misiem. Każdy z tych tematów przydałoby się rozwinąć. Na przykład odwiedziny w Kargowej, rodzinnym miasteczku M, gdzie dzikie tłumy odświętnie ubranych delegatów gminy witały nas kiełbasą z wody. Albo krótki pobyt u babci Lusi, która przez trzy godziny zajmowała się pakowaniem gotowanego makaronu, śledzi i opłukanej sałaty. Pomimo, że widuje syna raz na pół roku, nie miała czasu z nim porozmawiać tańcząc pomiędzy jednym a drugim zawijaniem naleśników, napychaniem gołąbków i zaciskaniem wieczek. Na koniec wsadziła świeżo usiekany koperek do kubka po jogurcie o nazwie „ Świrus” i wysłała nas z tym wszystkim do Warszawy. Świrus.
20 czerwca, dzieci mają wakacje. Te dzieci, które nie obsługują przewracarek, nie pasą krów i nie zastępują w domu ojca, który się zaciągnął. A mówi się, że w Europie nie wolno wykorzystywać dzieci do pracy. Widok dziesięciolatków krzątających się pomiędzy metalowymi, obracającymi się zębami maszyny będącej wielokrotnością wideł przyprawia o zawrót głowy. Ale tutaj mogę wybierać tylko pomiędzy dorosłymi alkoholikami a nieletnimi trzeźwymi. Wdowa po sołtysie nie ma wyboru wysyłając mi dzieci. Dzieci nie dzieci, ktoś to siano musi przewrócić, żeby się zaciągnąć mógł ktoś.
Przyjechała moja mama i to jest nawet miłe. Szok. Po tylu latach alergicznej niechęci do wszystkiego co dotyczy jej osoby. Maciek ma rację, oprócz zawiasów w biodrze wymienili jej jeszcze parę innych systemów. Na milsze.
25 czerwiec.
Nic nie maluję, bo jest szczyt truskawkowy, zamykam oczy i widzę „ strawberry fields forever…”.. Moje życie toczy się pomiędzy wyjazdami, przyjazdami a piecem z gorącą konfiturą.
Czytam o Półtawskiej, przyjaciółce naszego papieża. A jednak i on był na swój sposób duchowo zrodzony z kobiety. Na szczęście dla siebie trafił na przypadek bezcielesny. Musiał ją bardzo kochać, skoro pod jej wpływem tak zgłupiał w kwestii antykoncepcji. A jednocześnie dzięki tej babie u boku był w wielu kwestiach damsko – męskich bardziej normalny niż jego koledzy po fachu.
26 czerwiec 2009
Umarł Michael Jackson. To jeden z tych artystów, których gwiazda zdążyła przygasnąć już za życia. Niefajnie tak samemu przyćmić wspomnienie o sobie samym. Człowiek sławny, aby ocenić swoją wartość na wadze pamięci -musi sobie odjąć ciężar popularności. (A nie dodać jakby się niektórym wydawało). Strasznie trudno jest wtedy uzyskać coś powyżej zera.
Maciek kupił kosiarkę do trawy za 1000zł, nową. Używana, choć tańsza i w doskonałym stanie- nie miała gwarancji. Następnie podarł paragon i rozrzucił wraz z innymi śmieciami z kieszeni pod Teatrem Narodowym. Więc mamy nową kosiarkę także bez gwarancji i to jest sprawiedliwe z punktu widzenia używanej kosiarki.
Był kowal i Gobi już na jego widok zaryła się kopytami w trawnik podnosząc je jedynie po to, aby go kopnąć. Co ona wie o tym kowalu czego my nie wiemy?
Po południu poiliśmy krowę pozostawioną na łące przez miejscowych alkoholików. Dawno nie widziałam tak pięknego, łagodnego, sympatycznego i mądrego stworzenia. W przeciwieństwie do swoich właścicieli – ona miała twarz. I ja tej twarzy długo nie zapomnę.
Zwierzęta mają w sobie doskonałość, której brakuje człowiekowi, zdolnemu do grzechu. Pan Bóg je stworzył w formie doskonałej i ostatecznej. One się nie mają zmieniać. My się mamy zmieniać.
27 czerwiec 09
Boże! Pomalowałam! Na 7 godzin przestałam robić konfitury i biegać ze ścierką.
Przed domem letniskowym na głównej drodze przez wieś znowu leży pies. I znowu będzie trzeba go uratować. Proszę mi pomóc tego dokonać, Panie B. Bo trzeba ci przyznać, że zwykle dajesz mi psa w zestawie z potencjalnym właścicielem. Dwa w jednym.
28 czerwiec 2009.
Pracuję nad nowym domem dla psa.
Byłam w terenie na Gobi, goniła mnie czarna chmura, ale ją porwał wiatr. Chmurę, nie Gobi. Ludzie, pod których domem koczuje pies – wynoszą mu jedzenie i wodę w strasznie brudnej misce, ale boją się go dotknąć. Pies miał sznurek przywiązany do ogona, ale nikt nie odważył się go odwiązać. Dzieci są wychowywane w atmosferze strachu przed zwierzętami. Koń kopie, krowa bodzie, pies gryzie a kot drapie. Człowiek się nie bawi w takie ostrzeżenia, łapie za spluwę i zabija. Ale tego dzieciom nie mówimy.
Podeszłyśmy z Zośką do psa, pogłaskałyśmy biedaka, poprosiłyśmy o nożyczki i nie bacząc na przerażone spojrzenia zgromadzonej za płotem rodziny przecięłyśmy węzeł sznurka na ogonie, a pies nawet nie popatrzył za siebie. „Panie pewnie studiowały weterynarię” – rzekła ta kobieta z podziwem.
Gdzie my żyjemy?
Pani się tłumaczyła, że ma strach przed psami, bo ją kiedyś jeden pogryzł. I ona da mu jeść, ale do niego nie podejdzie, nie pogłaszcze, nie nawiąże kontaktu, nie wpuści na podwórko. A ja powiedziałam, że mnie też niejeden pogryzł i dlatego każdego już pogłaszczę albo wpuszczę na podwórko, że o nakarmieniu nie wspomnę. Złe doświadczenia powinny nas uodparniać na złe doświadczenia. Tego się nie da zrobić bez miłości, a ja psy kocham najbardziej na świecie.
Pani Półtawska przyjaciółka Papieża wierzyła w Boga, ale przestała wierzyć w ludzi nie mówiąc już o psach, bo ją w obozie gryzły psy gestapowców. Miała uraz psychiczny, dręczyły ją koszmary. I nie potrafiła już kochać ani ludzi, ani psów. A podobno na tym właśnie polega próba, której tu na ziemi – jesteśmy poddani. Chodzi o to, żeby pocałować żabę, bo tylko w taki sposób ona się zamieni w królewicza. Oczywiście Pan Bóg nie ma do nas pretensji, nie może mieć, ale żaba ma prawo się poczuć zawiedziona. Tyle miała nam do ofiarowania jako królewicz.
30 czerwca.2009
2 dni bez deszczu. To cud. Zebraliśmy siano. Maciek przyjechał na wakacje do domu. Brzmi prawie jak z Iwaszkiewicza. Pani Wanda zabiera jutro burka z drogi. Będzie miał u niej bidnie, ale solidnie. Pani Wanda to jest człowiek ze znakiem jakości.
Malowałam pół dnia, jeszcze ze dwa obrazy i zacznę malować przyzwoicie. Za dwa lata będę całkiem porządnym malarzem. Śniły mi się moje obrazy jak zakryte zielone karty. Czyli tędy droga. Jeden Pan Bóg wiedział jak bardzo już miałam dosyć portretów.
8.07.2009
„Nie można poznać procesu przez zatrzymanie go. Zrozumienie musi przyłączyć się do procesu i płynąć razem z nim. Jeżeli naukowiec w umyśle zatrzyma proces i zacznie badać, jak są ustawione atomy itd. – jest zgubiony. Naukowiec musi iść za procesem symulując go w wyobraźni.” – Michał Heller
„Aby dać, trzeba mieć” – Józef Tischner
I tak dalej. To ostatni na ziemi księża filozofowie. Ci, którym kapłaństwo pozwoliło lepiej zrozumieć istotę życia. Po nich już tylko młodzi onaniści.
12 lipca doroczny zjazd klasy IV a w Lanckoronie. 33 lata po maturze. Niezmordowana grupa animatorów załatwia co roku miejsce i termin, rozsyła maile z pogróżkami, jeśli się ktoś wyłamie. Nie wyłamuję się więc, ale potulnie naginam do okoliczności przerażających i coraz gorszych do przetrwania. Jak zresztą każdy wyjazd, każdy spęd towarzyski, z którego nie mogę się wywinąć. Perspektywa imprezy daleko od domu, do którego nie mogę wrócić kiedy chcę, bo jestem pijana, uwięziona w jakiejś gościnnej chacie, a zwykle dobudówce przeznaczonej na libacje, z miejscem na ognisko i stołem ze śledziami jest przerażająca. Potem straszna noc w pokoju z trzema koleżankami. Przecież ja nie mam koleżanek! A więc pomieszczenia zbiorowe, kible brudne, prysznic zatkany, woda zimna. Brzmi jak z koszmaru i takie się okazuje. Odludek na imprezie cierpi, zanim jeszcze wytrzeźwieje. Mało tego, cierpi, zanim jeszcze przyjedzie, cierpi już na samą myśl. Jadę. Docieram na miejsce kaźni. Wszyscy już podchmieleni, rozochoceni, wyluzowani jak nigdy w życiu. Siedzą w ogrodzie na twardych ławeczkach, pod ławeczkami zapasy piwa, jest też i wino. Wybieram wino. Niedobre. Wjeżdżają głośniki, idziemy w tany. Tańczę więc, co innego mam robić w samo południe na trawniku w niedalekiej odległości od szacownego pensjonatu z profesorami. Ryczą charczące przeboje z dawnych niedobrych lat, a każdy podryguje, każdy chce się wyżyć, upodlić, nie czekając wieczoru. O tej porze profesorowie jedzą obiad złożony ze sznycli, buraczków i ziemniaczków ze skwareczkami, kucharki smażą schabowe na niedzielę, dzieci idą na angielski albo na rower, żony przywożą zakupy, mężowie siadają z gazetą, ale ci tutaj podrygują jak nie przymierzając w ostatniej scenie z Wesela, bo właśnie chcą zapomnieć o żoniedzieciach, o pracypłacy, zakazach, nakazach, obyczajach, godności wszelkiej i obowiązkach wynikających z założenia rodziny, bo to zjazd wyłącznie koleżeński, więc można. Ale co można? Co jeszcze można po pięćdziesiątce? Jak po pięćdziesiątce zabalować , kiedy tu pika, tam strzyka? A jednak skaczą, rzucają się na ziemię przy solówkach jakichś ekshumowanych gitarzystów piłujących swoje basy, basy chcą rozerwać membrany, także te w moich uszach. A oni depczą trawnik, ryczą, kwiczą, tupią, gospodyni wiedziała co robi wydzielając osobny budyneczek i tak do rozbiórki. Ktoś wymiotuje w krzakach, ktoś wysypał cukier, ktoś w nim zgasił peta, bo palą niepalący, piją niepijący a wierni mieliby ochotę zdradzić, ale z kim? Same stare baby, starsze nawet od żon. Zgrzane od podskoków, zdyszane, z zawrotami głowy opadają na ławeczkę, łapią powietrze, łapią szklankę, popijają wódę piwem, przytomnieją lub odlatują, trochę się wymądrzają, trochę narzekają – na życie, na mężów, na brak mężów, na seks, na brak seksu, na dzieci wyrodne, na chore matki, na zarobki, zmęczenie, klimakterium i odciski. Po wódce znowu się podrywają, kołyszą biodrami, sapią, pokrzykują, w głowach im wiruje, a jeszcze do tego palą, wszystkie palą. Nie piję wódki i nie palę papierosów, od 30 lat nie piję wódki i nie palę papierosów, mam mdłości, wino było ciepłe i kwaśne, impreza tymczasem przeniosła się do wnętrza chaty, dym szczypie w oczy, śledzie trzepoczą się w żołądku, jestem spocona i śmierdzę papierosami jak moja matka. O losie. Około trzeciej w nocy zjadą wreszcie do parteru, przechodzą na tryb dyskusyjny. Na podłodze pełnej rozgniecionych paluszków i niedopałków, pośród poprzewracanych drinków półleżą oparci o ściany, czasem jeden na drugim, bo tej bliskości tak brak, tak dojmująco brak na co dzień, więc się ocierają o siebie snując intelektualne wywody o życiu, które jakoś zastygło, zszarzało, skurczyło się do rozmiaru ciężko zdobytego domku, mieszkanka, samochodziku. Jest pijacka tęsknota za Cortazarem, Paryżem, Londynem, za tym, co utracili, ale przecież nie utracili, bo nigdy nie mieli. Tylko chcieli. Ale kiedy był czas nie wyskoczyli z tramwaju, nie uciekli spod ołtarza, nie wyszli z szeregu, chociaż niewątpliwie mieli szansę. Każdy ma. Rozprawiają teraz o muzyce, sztuce, teatrze, filmie, nienażarci tych zakurzonych wątków jak przed chwilą gorzały i przekleństw. W końcu to Kraków, nasz kulturalny Kraków! Popisują się formą i retoryką, mówią po francusku i angielsku, mózgi rozgrzane alkoholem odnajdują dawne dylematy, coś się budzi i wybucha, zapomniane, odłożone, przyciśnięte klapą, zasypane piaskiem. Duch Platona i Lanckorona. Przychodzi czas na gorzkie żale, ktoś wybucha histerycznym płaczem, ktoś jednak kogoś usiłuje przelecieć, ktoś cierpi za miliony, jest wzniośle, jest dramat, jest otchłań. Niektórzy się na zawsze skłócą, inni na zawsze pogodzą. Przytulamy się, obrażamy, wyszydzamy, świetnie się rozumiemy, gówno z tego zapamiętamy, noc bezlitośnie to wyprzątnie, bo nawet w najbrudniejszej pościeli, w ścisku, smrodzie, w nieszczęściu, w całkowitej kapitulacji człowiek po pięćdziesiątce zasypia i dzieje się to na poziomie czysto fizycznym, granice przetrwania się przesuwają, sen albo śmierć. Co na jedno wychodzi w tych smutnych okolicznościach więdnącej przyrody. O dziarski poranku, nie miałeś też kiedy nadejść! Pomiędzy barłogami krąży nagi człowiek, szuka spodni, nikt spiesznie nie podaje, ktoś się krzywi z dezaprobatą – zakryj to świństwo, pomyliłeś imprezy. Nie pomylił, to jego stały numer, ma coś z głową, ale kto nie ma? Myśmy jeszcze bardzo wieczorni, wczorajsi, przedwojenni wręcz, z grobów nam każesz wstawać, kości zbierać, siniaki liczyć. Mdłości i bez Sartre a. Podnoszę się, w głowie mam popiół, ale oto jest nowy dzień, soki zaczynają krążyć ożywione myślą, że koszmar dobiegł końca. Do zobaczenia za rok.
15 lipca.
Umarł Michael Jackson, umarła Farah Fawcett, umarł Zbigniew Zapasiewicz. Ja jednak wiem, że nie do końca umarli. Nikt na świecie nie umiera na zawsze, jesteśmy tylko ziarnami gorczycy, dla jednych to dobrze, dla drugich źle, ale nikt nie umiera bezpowrotnie.
Jesteśmy tym dla Boga czym zwierzęta dla nas. Bóg wie to, czego my nie wiemy, mimo to wciąż usiłujemy dopasować naszą wiedzę do rzeczywistości. A tam, gdzie się kończy wiedza, kończy się rzeczywistość. Ale uwaga, to nowe podejście do odkrywania procesów w nauce, o którym powyżej, pozostawia otwarty nawias.
Do listy umarłych dołączył Leszek Kołakowski.
Lipiec chyba 21 2009
Jeden dzień samotności w domu. Jak można kochać kogoś tak mocno i jednocześnie tak mocno pragnąć samotności? Jeszcze trochę wytrzymaj, jesteś to winna rodzinie.
Czytam pamiętniki Marais. Była wojna, bombardowanie miasta, a on się cieszył samotnością.
Pisarze tak mają. Nawet ci, którzy nie piszą. Pisarz to charakter.