WSZYSTKIEGO MNIEJ

Obawiam się, że trzeba będzie Nowym Rokiem mocno potrząsnąć, żeby wstał i nadszedł. Nie z powodu kaca, lecz pogody. Według  tradycyjnego kalendarza  pierwszy dzień stycznia to chwila, kiedy świat zamarza, w zaspach brodzą  pijane Mikołaje, kulą się do siebie zziębnięte anioły, a sympatyczne diabły stoją w kolejce po grzaniec. Roztańczone płatki śniegu, oślepiające białe pola, trzaskający mróz i dzwoneczki sań – tworzą jedyną w swoim rodzaju terapię i kac od razu mniej boli. Niestety ostatnio boli bardziej. Wiatr targa gałęziami, zamiast puchatej śnieżynki stoi w progu rozczochrana jesień. A im bardziej pada, siąpi i chlupie, tym głośniej  wszyscy krzyczą „ hu, hu, ha! ” Kupują czapki z misiem, swetry w renifery i  futrzane rękawiczki. Przygotowania są z roku na rok coraz bardziej absurdalne. Prawie jak do wojny.

A przecież nie na darmo sędziwy Bóg o twarzy Dziadka Mroza zsyła na nas mokrą szarugę. Powiada-  nie ma zimy, czy nikt nie zauważył??  Nie ma zimy, nie ma gwiazdki,  nie ma śniegu, bo już dawno nie ma żadnych świąt! Jest tylko nakręcanie koniunktury.  Choinka jest sztuczna, światełka są z castoramy,  szopka z Lidla, gwiazdy ze stoiska z petardami, Matka Boska z komiksu a życzenia z facebooka.  Zabieram wam zimę, kupcie sobie śnieg na allegro.

 W nocy na drogę upadła ogromna brzoza. Łomot był taki, jakby się samolot rozbił o mój rozchwiany płot. Deszcz padał poziomo. Targane huraganem okno nagle się otwarło, do pokoju wpadł lodowy podmuch. Jedyną prawdziwą postacią z noworocznej szopki wydaje się śmierć.

A jednak była w tym roku rodzinna wigilia, po której, jak zawsze – zostało dużo sałatki z czerwonej kapusty. Ta zimna sałatka na drugi dzień to moje żelazne wspomnienie z czasów prehistorycznych, kiedy nie było castoramy. Poza tym w zasadzie wszyscy wszystko grzecznie zjedli. Nie zrobiłam za dużo, bo nie miałam za dużo pieniędzy.

I dobrze. Jeśli chciałabym sobie i Wam czegoś życzyć w Nowym Roku – życzyłabym wszystkiego MNIEJ.  Mniej zajęć, mniej pracy, mniej obowiązków, odpowiedzialności, zadań, sprzętów, ubrań, butów, wyjazdów, pinów, kodów, loginów, haseł, mniej informacji, samochodów, walizek, biletów, śmieci, opakowań, faktur, mniej straconych lat, nieprzespanych nocy, mniej suplementów, czadu, hałasu, planów a nawet pragnień. Wtedy wystarczyłoby o wiele mniej pieniędzy. Nie musielibyśmy ich tyle zarabiać. Już widzę ten ogromny, reklamowy baner nad miastem – NIE MUSISZ TEGO MIEĆ!

Pracujemy jak szaleni, ale po co?  Teoretycznie po to, żeby potem już nic nie robić. A przecież nie trzeba nic robić, żeby nic nie robić!

Wystarczy być straszliwie bogatym albo straszliwie biednym. To kwestia wyboru, mimo to każdy woli być straszliwie bogatym. Tak się przyjęło i ludzie się męczą. Kupują mnóstwo rekwizytów, dobierają je, odpakowują, mierzą, wnoszą, ustawiają i w końcu pośród nich zasypiają jak ścięci.

„ Czy jakikolwiek płomień jest w stanie rozpuścić i spalić te bezustannie rosnące sterty chłamu? (…) coraz częściej produkujemy i budujemy rzeczy, które wyglądają jak śmieci, zanim jeszcze zostaną wyrzucone”. – To Alan Watts – znany teoretyk meskaliny. Nieważne jaką drogą dojdzie się do wniosku, że im mniej tym lepiej, ważne, żeby to nie było na koniec życia. Czy to dzięki meskalinie czy mocą łaski z nieba przychodzi jasność. Czasem przychodzi w wigilię, nawet taką bez śniegu. Trzeba być czujnym w wigilię.

Ilustracja – George LaTour – Boże Narodzenie. George, malarz okresu baroku czekał 300 lat na swoją indywidualną wystawę w Paryżu.

Leave a Comment


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.