Inwencja w trybie desperacji czyli Projekt Hail Mary.

W filmie „Projekt Hail Mary” podoba mi się wszystko oprócz hail, ale to naprawdę jedyny zarzut. Ryan Gosling poczuł wiatr w żagle i sam się doskonale bawi co widać i co dodaje wiarygodności niewiarygodnemu. Historia ratowania świata przez roztargnionego naukowca już była, ale ta jest doprowadzona do takiego absurdu, jak czasy, w których żyjemy. Całość nie wymaga żadnego continuum, chociaż zapewne producenci od razu wymyślą Hail 2 i Hail 3, które będą klapą, ale z miłości do Jedynki ludzie kupią bilet. Niestety życie opiera się na kliszach, na rzeczach sprawdzonych, na powtórkach, na jałowym biegu. Lenistwo rządzi rzeczywistością, massa tabulette tworzy czas liniowy, inaczej nie potrafimy funkcjonować. Nie ogarniamy komasacji szczytów formy, ale z zupy je potrafimy wyłowić i docenić. Dlatego Dobry Pomysł ma zawsze orszak naśladowców i pasożytów. Ale wróćmy do samego pomysłu, zaiste bardzo dobrego.

Nasz świat jest coraz bardziej popaprany i coraz mniej zabawny, ale jego reprezentant w osobie głównego bohatera w konfrontacji z prawdziwym kosmitą wypada świetnie. Jeśli tak się zaprezentujemy ewentualnym obcym cywilizacjom to nie ma wstydu. Pokrzepiające bardzo! Człowiek wychodzi z kina i już się nie czuje taki przytłoczony swoim stanem człowieczeństwa.. Kiepskim, bo coraz bardziej pozbawionym dystansu, tolerancji, ciekawości bliźniego i nade wszystko poczucia humoru. A poczucie humoru siada nam bezpowrotnie w obliczu zbliżającego się końca świata, czy choćby zbliżającej się raty kredytu, co w sumie na jedno wychodzi. Bo kogo my tak naprawdę obchodzimy, prócz banków i korporacji? Szukamy w sobie czegoś, co się dobrze sprzeda, tylko to się liczy. Jesteśmy ze wszystkich stron ocenzurowani opcją zysku. Bardzo nas to zubaża chociaż ma na celu wzbogacenie, mówię przecież, że absurd goni absurd. Perspektywa zarobienia hajsu stanowi obecnie jedyny powód jakiej takiej aktywności, bo poza tym ludziom coraz mniej się chce ruszać z kanapy. Aż tu nagle oglądają historię o straceńcu i okazuje się to takie ożywcze i wyzwalające! Skoro czasy są absurdalne – idźmy w to! Jesteśmy mistrzami uruchamiania inwencji w trybie desperacji. Z cyklu – Polak potrafi! To właśnie jest sposób działania doktora Grace ( Ryan Gosling) w świecie owładniętym paniką wobec nadchodzącej, globalnej katastrofy. Wszyscy zresztą wyglądają na nieprzygotowanych. Z jednej strony oszałamiające cyfrowe techniki a z drugiej stare, sprawdzone metody zatrudniania opornych specjalistów – obalanie na ziemię, zastrzyk i buch do komory hibernacyjnej. Kwantowe komputery okazują się mało skuteczne w aktywowaniu ciemnej materii ? Ma ciągle za jasno, jak na jej gust? Problem rozwiązują szybkie zakupy w Brico Marche- dużo tektury, czarna folia i taśma klejąca. I tego typu historie. Na czele z faktem, że kosmita przypominający kupkę kamieni ( w tej roli Kupka Kamieni) – okazuje się być dużo bystrzejszy i emocjonalnie rozwinięty niż wygląda, on w ogóle nie ma wyglądu, bo jego zajebistość wystarcza za wszystko inne. Idealny przyjaciel, jakiego próżno szukać tako w niebie jak i na Ziemi okazuje się być niewyględny. A przyjaciół potrzebujemy jak tlenu, bez którego też nie da rady przetrwać.

Pocieszeniem jest fakt, że ten film wymyślili, zagrali i wyprodukowali prawdziwi ludzie (przynajmniej taką mam nadzieję). Wyszło zabawnie i przekonująco wraz z nostalgicznym, końcowym przesłaniem, że po tym całym uratowaniu cywilizacji jakoś nie chce się człowiekowi wracać na Ziemię.

Człowiekiem można się okazać wszędzie.