Naszym największym błędem jest to, że zakładamy ciągłość. Kurczowo się trzymamy ciągłości, tymczasem każdy dzień to jest życie rozpoczęte od nowa. Wszystko może się zdarzyć, zmienić, odwrócić, wystarczy się nie upierać. Mózg i tak będzie powtarzał swoją mantrę, że wczoraj, dziś, jutro…
Późna godzina, jestem na finiszu serialu Peryferal. Mój wybór nieustannie pada na science fiction i jest intuicyjny. Najwyraźniej próbuję się odrealnić. Poszybować z wyobraźnią tak, żeby każda wielka rzecz, łącznie z życiem i śmiercią, łącznie z chorobą i losem – była tylko opcją. Opcją płynącą z mojego wewnętrznego źródła, zwrotem akcji niezależnym od racjonalnych wyjaśnień. Takie potraktowanie wszystkiego sprawia, że cokolwiek się wydarza wynika z harmonii ducha i umysłu, a nie z chwilowego zwycięstwa jednego z nich. Ludzkie życie z perspektywy mikro lub makrokosmosu, a więc perspektywy wymykającej się naszemu spostrzeżeniu – jawi się jako zbiór elementów pojedynczego scenariusza w nieskończenie wielkim teatrze zdarzeń. Trwa wiecznie w postaci hologramu odrębnych konfiguracji, w którym żadne nieszczęście, żadna strata nie jest ostateczna. Nie jest także przypadkowa, chociaż jej źródła nie tkwią tam, gdzie ich szukamy, w nauce, doświadczeniu, zasadach biologii, fizyki, chemii. WSZYSTKO jest tak naprawdę scenariuszem chwili. Ktoś nagle ciężko choruje, ale jego historia może się toczyć dalej. Choroba znika, pojawia się inny motyw – małe dziecko w najbliższym otoczeniu, albo przeprowadzka, albo całkowita zmiana miejsca na takie, w którym poprzednie problemy już się nie łapią na ciąg dalszy, zostają w porzuconej wersji rzeczywistości. Jeżeli wszechświat rzeczywiście jest hologramem (co stanowi wyjaśnienie faktu, że czas liniowy to tylko efekty specjalne na użytek zmysłów, albowiem wartość określona mianem „czas” – nie wpisuje się w żadne szanujące się równania opisujące kwantowy model rzeczywistości) – to życie jest skupianiem uwagi na wybranym wycinku kosmosu, a uwagę zawsze można przekierować. Pojawiają się nowe radości i nowe utrapienia, nowe wyzwania i nowe dramaty. Nie wiadomo skąd się pojawiają, ani gdzie się podziały poprzednie. Znikają razem z percepcją, jak znikają z mojego życia ludzie, psy, domy, całe miasta. Przyczyny tego zniknięcia są całkowicie nieistotne, nie ma sensu ich dociekać, wszystko okazuje się odwracalne na potrzeby nowej konfiguracji.
Czy istnieje jakiś klej, który skleja historię życia? Klej okej, jak w starej reklamie? Boski cement pozwalający połączyć klatki w zgrabną fabułę bez drastycznych scen i upiornych konsekwencji złych wyborów? Bo wybór jest niewątpliwie naszym przywilejem, chociaż twierdzimy, że wybór generuje skutki, czyli ciągłość zdarzeń a często nam się wydaje, że nie mamy wyboru. Mamy. Co więcej, potrafimy wybierać genialnie. Dowodem jest sztuka, a w szczególności muzyka, która nie tylko powstaje w czasie ale i brzmi w czasie. Każdy utwór jest serią doskonale dobranych nut, każda nuta ma swój hologram. Razem tworzą symfonię. Tak powinno wyglądać dobre życie. Tego należałoby się trzymać – harmonii. Harmonia prawdopodobnie jest istotą energii serca. Dzisiaj to doskonale rozumiem, jutro być może zapomnę, o co mi chodziło.

Amazon Prime.