Raz dwa trzy Baba Jaga patrzy.

Jeśli obserwator wzrokiem osadza w miejscu falę i ta fala pod jego spojrzeniem zamienia się posłusznie w cząstkę jak żona Lota w słup soli, to strach bierze na samą myśl o takim spojrzeniu. Mówi się, że wzrokiem można zabić.  Raz dwa trzy baba Jaga patrzy! Nie ma ucieczki od ludzkich oczu.  Cała lekkość wyparowała, wolność poszła się dymić. Świat się zatrzymał na etapie piekła.

Materia – świat materialny, rzeczywisty, zmysłowy – nieodłącznie nam się kojarzy z udręką i szkołą przetrwania. Tragedia i dramat to są w naszym pojęciu realia, a błogostan, spełnienie i ekstaza – mrzonki.

Nieszczęścia nam przydają poważania, dostojeństwa, szacunku. Szczęściarze to ludzie niewzbudzający zaufania. Nie bądź lekkoduchem, żyj poważnie. Skupieni na materii jesteśmy automatycznie zafiksowani na nieszczęściu, przeszkodach i zasadzkach. Na przeciwnościach, zagrożeniach i porażkach. Łączymy się w bólu, jednoczy nas wspólny wróg. Cena sukcesu jest wysoka podobnie jak cena zwycięstwa.

Niska energia jest energią ciężką. Świat jest zbudowany z masywnego budulca – skały, piachy, oceany – to wszystko sobie waży. Nie daje się przestawiać jak domek z klocków. Robi wrażenie czegoś nie do ruszenia. Więc o co chodzi z tym przenoszeniem gór wiarą???

Góry są realne, wiara przeciwnie. Góry są stabilne, wiara chwiejna. Z koniem się kopać, z wodą się bić – kto tak robi?

Mówimy – zejdź na ziemię, takie są twarde fakty, twoje dni są policzone. Musi boleć, z cierpieniem fizycznym się nie dyskutuje. Życie to nie bajka. Życie to nieustanne pasmo przeszkód, niepowodzeń i upadków. Życie to twarda szkoła. Wylecz się ze złudzeń, przestań bujać w obłokach. Przed tobą ciemność. Jak się rano budzisz i nic cię nie boli to znaczy, że umarłeś. Mówimy – ból istnienia, mówimy – nie ma nic za darmo. Sukces nie przychodzi łatwo, w ogóle nic nie przychodzi łatwo. To jest prawdziwe życie. Znać je to się napatrzeć tragedii, przeżyć koszmary, dźwigać się z upadku. O tym „padole łez” nigdy nie myślimy w kategoriach Edenu. Materia to real, a real to strefa zagrożenia. Śliski lód. Wyboista droga.

(Kto we łzach nigdy chleba nie jadł,

kto nie wie, co to znaczy – noce

na łożu spędzać w udręczeniach

ten nie zna was, niebiańskie moce – czyli nasz niezastąpiony Goethe…)

Piękno jest zatem dramatyczne, sztuka rodzi się w bólu. Cierpienie ma niepodważalną wartość, zadowolenie jest irytujące – co się cieszysz, jak szczerbaty na suchary? Lepiej być ofiarą niż katem.

Ale dlaczego od razu katem? Może po prostu lepiej nie być ofiarą?? Każdy teoretycznie pragnie szczęścia, ale pragnienie ma większą moc niż spełnienie. Taki spełniony, uśmiechnięty koleś wszystkich wkurza – tańcząca fala w tłumie unieruchomionych cząstek. Dwie gąsienice wyszły na słońce i jedna mówi – patrz, jak przyjemnie! Ciepło, kolory, wiaterek…czemu musimy żyć w ciemnościach? Bo tam jest nasza ojczyzna – mówi druga.

Jest jakaś ponura perwersja w przypisanej nam bez zbędnych formalności roli obserwatora, który wszystko, co dostrzeże zamienia w posąg. Nic dziwnego, że nas przenika smutek, funkcjonujemy w trybie pożegnania. Jesteśmy jak turyści nieustannie sięgający po aparat, żeby zatrzymać chwilę, ale żeby ją zatrzymać musimy ją uśmiercić. Widzimy świat w postaci nieodwracalnych, zastygłych na wieczność, pojedynczych chwil. W ten sposób próbujemy doświadczać życia. A może życie jest gdzie indziej? Może lepiej szukać na drugim i trzecim planie? Za horyzontem? Na odwrocie zapisanej kartki?

Albo chociaż przefiltrować te chwile tak, żeby były nieobiektywne. Posadzić kleksa na niebie, domalować komuś wąsy, zaszaleć z kolorami, albo przeciwnie – wyprać z kolorów fabrykę farb. Spojrzeniem można także zabić śmierć.

Na zdjęciu u góry podkoszulek z wizerunkiem Maćka i jego autografem oraz dopiskiem – Zabić Śmierć. Okoliczności tego podarunku i dopisek do dzisiaj mnie zadziwiają.