A co by było, gdybym się CHCIAŁA zarazić korona -wirusem? Okazałoby się, że to niemożliwe! Nie mogłabym się zarazić w sklepie, ani w tramwaju, ani w parku, ani w kinie, ani w teatrze, ani u fryzjera, ani nawet w lesie za chałupą!!! Więc gdzie mam pójść, żeby go złapać?? Do kościoła nie lubię, do agencji towarzyskiej też nie, lekarzem nie jestem ani pielęgniarką a do szpitala mnie nie wpuszczą, nawet gdybym broczyła krwią , bo tam tylko z wirusem. Mają go wszyscy pracownicy. A ja bym dopiero chciała! Wolno mi przecież decydować o sobie w wolnym kraju! Wolno mi wdepnąć w gówno, żeby nie wpaść pod auto. Wolno mi wybierać własne opcje zbawienia. Wolno mi wyjść z domu, jeśli mnie teściowa chce otruć. Wolno mi ratować cudze życie z narażeniem swojego i odwrotnie! Tak sobie wyobrażam wolność. Na razie tylko sobie wyobrażam. Bo z przykrością stwierdzam, że jednak nie żyjemy w wolnym kraju, a tym bardziej w wolnym świecie i nie my decydujemy o tym, co jest dla nas lepsze. Nawet dzieci czasem się buntują nad poranną kaszką, która smakuje jak kupa a podobno jest bardzo zdrowa. My, Polacy, nie jesteśmy jak dzieci, my najlepiej się czujemy w niewoli. Nasz niewidzialny, wspólny wróg! Wróciła komuna! Nareszcie! Przed sklepami kolejki, reglamentacja rękawiczek. Celebryci występują dla lekarzy, bo nie mogą wytrzymać bez występowania, a lekarze mają z tego tyle co psy z Łajki. Politycy gotują na tym zupę. Z gwoździa. Z gwoździa do trumny wolnego człowieka, wolnego rynku, wolnych wyborów… Zupa dnia. Obawiam się, że jedynym prawdziwie wolnym bytem w tym kraju jest wirus. Robi z nami co chce.
