Na you tube istna epidemia podkastów Pani Sztucznej na bazie Junga, gdybyż on przewidział co się będzie wyrabiało sto lat po jego samotnych odkryciach. Ciągną z niego jak ze źródła wszechrzeczy.
Wysłuchałam o trującym wpływie mass mediów, co niby od dawna wiem, ale nie sprecyzowałam tego tak dobitnie nigdy wcześniej. I chyba nie zauważyłam, jak bardzo jestem w szponach. Że czuję się w obowiązku coś zamieścić, że nie mogę zostawić mojego bloga, bo ludzie czekają. No to se poczekają! Męczę się też przepotwornie, kiedy mnie nie ma na mojej stronie fundacyjnej, bo cisza to katastrofa, jakby życie odbywało się wyłącznie na ekranie, a przecież jest dokładnie odwrotnie! Prawdziwe życie jest TUTAJ. Ja jestem prawdziwa, moje psy są prawdziwe a nie moje zdjęcia, wpisy i posty. Można coś dać na insta, można zrobić relację, czy jak się to tam nazywa, ale czuć się ZOBOWIĄZANYM, żeby ją zamieścić? Bo dawno nie było? A co to, rodzina jakaś? Doprawdy doszłam do stanu, w którym moje istnienie na face booku decyduje o tym, czy w ogóle jestem żywa. Niczym się nie różnię od Dody, która wyjeżdża, żeby „pobyć sama ze sobą” i dwa tysiące osób to lubi… No to se pobyła.
I nie ma znaczenia czy to jest milion lajków, czy pięć, czy żadnego. Jakaś mityczna społeczność oczekuje, że się pojawisz. Że będziesz informować o tym, co myślisz, co robisz, co ci się udało. A jeśli się nie udało, to musisz się podzielić swoim smutkiem, bo wyjdzie, że umarłaś, wszyscy zapomną, a nie ma nic gorszego niż trwanie w zapomnieniu. Im większy zasięg tym magnes mocniej ciągnie. Nie da się ominąć meldunku, nie da się wyjechać i zostawić w domu telefonu. Po prostu się nie da.
Jak ja to zrobiłam, że przez trzydzieści lat rysowałam portrety na zamówienie i nie miałam ani instagrama ani facebooka, bo nie było internetu, a miałam kolejkę po następne. Dalej mam. I dalej nic w tym kierunku nie robię, żeby mieć.
Myślę, że jesteśmy opętani iluzją obecności w sieci. Czy naprawdę poza nią nie istnieje życie? Czy bez tej sieci jebanej zniknę? Czy bez niej rzeczywiście umrę w całkowitym odosobnieniu, zapomnieniu i jako nikt?? A w ogóle co złego w takiej spokojnej, samotnej śmierci, czy na pewno by mnie ucieszyło, gdyby ktoś z tego zrobił rolkę? Taka rolka mogłaby mieć milion lajków, ale chyba doszłam do ściany. Właśnie ją zobaczyłam na końcu tunelu, zamiast obiecanego światełka.