W każdej epoce umysł ludzki podlega głębokim wpływom przyjętego modelu wszechświata. – C.S. Lewis.
Jeszcze się nie pożegnałam z tą niezwykłą książką. Mam na myśli „Odrzucony obraz” C. S. Lewisa. Niezależnie od pięknej formy, starannie i lekko napisanych zdań, cudownej bezpretensjonalności i prostoty przekazu, który, co oczywiste – musi być poparty olbrzymią wiedzą – ta rozprawa o średniowiecznym modelu wszechświata zawartym w literaturze tego okresu – daje do myślenia. Model, o którym mowa był stabilny, poparty religią i jej dogmatami, stanowił skuteczne antidotum na wszystkie egzystencjalne rozterki, w ogóle je rozwiewał. Pozazdrościć.
W epilogu pojawia się rozbrajająco szczere wyznanie autora, że jego sympatia, wręcz zachwyt nad takim właśnie porządkiem rzeczywistości jest równa zachwytowi naszych przodków. „Niewiele konstrukcji wyobraźni połączyło w tym samym stopniu świetność, trzeźwość i zwartość” – pisze Lewis i ubolewa nad tym, że jedyną wadą owego doskonałego systemu było to, że jest nieprawdziwy. Czy aby na pewno?
O tym potem, na razie napiszę, że jest to Model nadzwyczaj dokładny i elegancki (jak przystało na szanującą się „teorię wszystkiego”) Poszczególne jego obszary, czyli sfery – od najbliższych do najdalszych zostały opisane i uporządkowane. Z tą samą skrupulatnością skatalogowano istoty, które je zamieszkują. Zarówno ludzi, jak i zwierzęta. Anioły i diabły. Strzygi i elfy. Każda grupa ma sobie tylko właściwy skład fizyczno – eteryczny, że się tak wyrażę oraz precyzyjnie przypisaną lokalizację. Niektóre z istot posiadają zarówno duszę jak i ciało, inne tylko duszę, a jeszcze inne wyłącznie ciało bez duchowego wymiaru. Te ostatnie to zwierzęta, do których zaliczono także smoki, jednorożce i inne hybrydowe organizmy.
„Ludzie średniowiecza to ludzie pogrążeni w książkach.(…) Trudno im uwierzyć, że coś, co dawny autor powiedział, jest po prostu nieprawdą” . Fikcja miesza się doskonale z tym, co już zostało naukowo dowiedzione, bo przecież w książkach występują bohaterowie z różnych światów. Kiedy byłam mała, z rozmów o Dantem wywnioskowałam, że to koleś, który naprawdę odwiedził piekło. A jeśli ktoś się oburza na taką łatwowierność niech spróbuje zweryfikować dzisiejszą lawinę teorii przepuszczoną przez mikser you tubowych przekazów na temat inteligentnego wszechświata, energii pieniądza i wysokich wibracji różnych duchowych bytów. Ludzie odpalają te filmiki ze śmiertelną powagą. Czy to nie jest podobna łatwowierność? I skąd ona się bierze tym razem, bo przecież nie jesteśmy pogrążeni w książkach, jak prymitywne ludy średniowiecza. Ano z potrzeby duchowości, której religia ostatnio nie potrafi zaspokoić a także z najnowszych, ekscytujących odkryć fizyki kwantowej. Przyznać trzeba, że to mix, którego nikt nie przewidział – ani poważni naukowcy, ani teologowie.
Wracając do Modelu. Dawał ogromne poczucie bezpieczeństwa. Fajnie się żyje w świecie, o którym mamy precyzyjną wiedzę. Wiemy na przykład, że pomiędzy ziemią a księżycem unosi się eter, a w nim jego mieszkańcy, tak zwane „duchy średnie”. Wszystko jest tak urządzone, że każda część natury może mieć odpowiednie dla siebie stworzenie. Proste, że jasne!
I tak demony, które teraz mają znaczenie raczej pejoratywne, zaczynały karierę jako pośrednicy pomiędzy nami a bogami. Potem się zdegradowały a obecnie pretendują do stanów wymagających interwencji terapeuty. Za to niegdysiejszy indywidualny demon – genius -ewoluował pozytywnie – oznacza wybitny talent.
No, ale to dalej nie świadczy o tym, że wyszliśmy ze średniowiecza. Przeciwnie, uważam, że siedzimy w nim po uszy.
Wyraz „anioł” był nazwą ogólną dla dziesięciu podgatunków, z których wyodrębnione zostały różne skomplikowane hierarchie. Wersję wspólczesną tego podziału można usłyszeć na kanale „Wysokie wibracje”, ale także na każdym katolickim pogrzebie. A prezenty pod choinkę kto przynosi, duch święty? No przecież, że nie. Duch święty nie ma co robić tylko targać jakieś pudełka pod wskazany adres.
Co do ciał niebieskich, czyli planet – miały one zróżnicowaną, wyspecjalizowaną aurę i bardzo wyraźny wpływ na losy ludzi w zależności od wyznaczonych przez naturę zadań. Z temperamentu pochodzącego od każdej planety może być zrobiony dobry albo zły użytek. Wiele osób dzisiaj byłoby skłonnych temu przytaknąć.
Planety w modelu średniowiecznym są zawieszone w przestrzeni kulistej. To duża kula, ale o skończonych wymiarach i doskonałym kształcie.
Przestrzeń nowoczesnej astronomii może wzbudzać grozę albo oszołomienie, lub nieokreśloną zadumę; sfery starej astronomii przedstawiają nam przedmiot, na którym umysł może spocząć; przytłaczający w swej wielkości, ale zadowalający harmonią. W znaczeniu, w jakim nasz wszechświat jest romantyczny, ich wszechświat był klasyczny.
Po przeczytaniu książki Lewisa rozumiem sentyment autora do modelu odrzuconego. Nie wiem tylko, czy on czasami szturmem nie powraca. Odkrycia Kopernika a potem Newtona wprowadziły niewielką korektę do poprzedzających je wyobrażeń, ale wciąż w ramach możliwości ludzkiego umysłu. Wszystko się jeszcze trzymało kupy. Po numerze z kotem Schroedingera, po tym, jak się okazało, że nie istnieje próżnia, ale w zasadzie nie istnieje także materia, bo elektrony w atomie są wielkości muchy w katedrze,( a przecież z atomów się składamy), po tym, jak fala zamieniła się w cząstkę na skutek pojawienia się obserwatora, po tym jak zakwestionowano istnienie czasu i w ogóle jakiekolwiek istnienie – wszechświat w naszych umysłach eksplodował i nie wrócił do stanu sprzed wybuchu. Nadal się rozszerza okrutnik. A może w ogóle go nie ma, może wszystko to dzieje się wyłącznie w naszych umysłach? Może to one się rozszerzają? Nie istnieje zatem żaden model wspólny dla wielu, bo ten model jest osobistym wyobrażeniem powstałym w głowie każdego z nas i dla każdego z osobna prawdziwym, czy da się temu zaprzeczyć? Solipsyzm to coś, co leży u podstaw filozoficznego myślenia a mnie nurtuje od dnia, kiedy ojciec na spacerze w ogrodzie botanicznym, jakieś 60 lat temu zapytał ni z tego ni z owego – skąd wiesz, że te piękne rośliny widzimy tak samo? Że twoje zielone jest moim?
I po co myśmy tam poszli? Zatruł mi następne 60 lat.
Słynne stwierdzenie, że istnieje raczej coś niż nic –to trochę mało, jak na całe wieki głowienia się nad naturą rzeczywistości. Wiele wskazuje na to, że istotnie my sami jako obserwatorzy – wpływamy na materię, bo przecież materii nie ma tak naprawdę, materia jest tylko różnej częstotliwości energią, czystym złudzeniem, w dodatku naszym prywatnym złudzeniem, którego inni nie podzielają.
Czy ja sobie to wszystko wymyśliłam, czy ktoś wymyślił mnie? – pytam z nadzieję, że ów „ktoś” nad tym panuje. W przeciwnym razie byłabym jednoznaczna z Nim, czyli Panem Bogiem, co oznacza całkowitą samotność.
Samotność mnie pociąga jak otchłań albo jak kosmos nad głową, od lat żyję w odosobnieniu, stąd te pytania. Zadaję je sobie coraz częściej, bo coraz więcej czasu spędzam sama. Lub odwrotnie (bo zawsze musi być odwrotnie) – izoluję się od świata na skutek tych pytań. Pojawiały się one u wielu ludzi pragnących je sobie zadawać, także u tych, którzy tworzyli średniowieczny model wszechświata. Teraz będzie o Boecjuszu, którego niesłychany pomysł na działanie uniwersum został wymalowany pod sklepieniem pewnego kościoła w Rzymie. (Santa Maria del Popolo – kopuła nad grobowcem Chigich – zdj poniżej))

Boecjusz wyobraził sobie koło, w którego centrum jest Bóg – Opatrzność. Na skraju koła znajdują się planety a przestrzeń pomiędzy nimi a Stwórcą wypełniają poruszające wszystkim Inteligencje. (Inteligentny wszechświat – gdzieś to już słyszałam… ) W obszarze pomiędzy Bogiem a planetami dosięga nas Przeznaczenie, czyli całość zjawisk, jakie zachodzą w granicach koła odbitych w mnogości przestrzeni i czasu. Wszelki los widziany ze środka koła (z pozycji Stwórcy) – jest dobry i leczy. Jeśli znajdziesz się blisko centrum – mniej cierpisz za sprawą Przeznaczenia. (Stwórca jest stałym punktem, w jego otoczeniu wszystko się uspokaja, zwalnia, podczas gdy na peryferiach panuje nerwowy chaos). Zdążając ku górze zajmujemy te miejsca, z których widać jak się męczą inni. W tym sensie właśnie możliwym jest sterowanie własnym życiem.
Wieczność jest rzeczywistą i pozaczasową realizacją nieograniczonego życia. Bóg nie przewiduje, On po prostu widzi. Przyszłość zawiera się w obszarze nieskończonego Teraz. Rozum ludzki nie może pojąć przyszłości jako czegoś znanego, chyba, że w ramach całkowitej determinacji. Ale jest rzeczą możliwą nawet dla nas wspiąć się na poziom inteligencji i uchwycić błysk wiedzy, która nie wymaga determinizmu. I o tym mniej więcej prawią wszyscy obecni odkrywcy afirmacji i zaklinania rzeczywistości, co w nano – skali podsunęła im mechanika kwantowa. A Boecjuszowi podsunął Głos Wewnętrzny.
Wobec tak ujętego problemu naszej egzystencji jakie ma znaczenie układ planet? Błędy w pomiarach i to, co wokół czego krąży? Najnowsze odkrycia zdają się potwierdzać mistyczne objawienia ludzi, którzy o grawitacji i elektronach nie mieli bladego pojęcia. Istnieje prawda, która na nas spływa dzięki łasce – wymaga jedynie otwartego serca i wolnego umysłu. Malowidło powstałe jako misja przekazania owej prawdy jest tylko symbolem tego, co odkrył Boecjusz. Próbą tego, co Bergson nazywa analizą intuicji – opowiedzeniem danej rzeczy za pomocą tego, co nią nie jest. Boecjusz, Platon, Blake, Milton, Huxley i wielu, wielu innych poznało Prawdę, której dowody dostarczają najnowsze badania kosmosu i odkrycia genialnych fizyków, czy matematyków. Nie tylko współczesnych. Ciąg liczb mający odzwierciedlenie niemal w całej przyrodzie, a w muzyce i sztuce gwarantujący klasyczne kanony i złote podziały– jest dziełem Fibonacciego. Fibonacci umarł w 1250 roku! Czasy nie mają znaczenia, co pozwala przypuszczać, że model wszechświata – ten jedyny prawdziwy – istnieje od zawsze w naszych głowach. Żadnych malowideł, ani opisów nie należy traktować dosłownie. Wtedy się okazuje, że wszystkie mówią prawdę, bo prawda jest symfoniczna.
Śmiem więc polemizować z pierwszym zdaniem zacytowanym z książki Odrzucony Obraz C.S. Lewisa : W każdej epoce umysł ludzki podlega głębokim wpływom przyjętego modelu wszechświata . Mam ochotę to odwrócić i napisać, że w każdej epoce Wszechświat podlega głębokim wpływom ludzkiego umysłu.
