SZCZĘŚCIE POCZĄTKUJĄCEGO

Przywiązujemy nić historii w miejscu, gdzie urywa się nić naszych wspomnień i kiedy nasze istnienie nam się wymyka żyjemy istnieniem naszych przodków – Karl Philipp Moritz

Spór o Lalkę Prusa i Lalkę Netfliksa dowodzi, że przeszłość, wbrew ogólnemu przekonaniu – ma tyle samo wariantów co przyszłość, ponieważ jedna i druga żyje tylko w teraźniejszości. Nawet takie święte krowy jak lektury z polskiej szkoły można zmieniać na pasjonujące, wielowątkowe historie zgodne z obowiązującym w 21 wieku kanonem dobrego serialu i niezgodnie z oryginałem. Nie ma nic pewnego na tym świecie.

Myślę kolejny raz nad tym, co do nas coraz częściej dociera z niespotykaną mocą i bywa, że zatrzymuje wpół słowa – że życie, każde życie niezależnie od stopnia nasilenia ziemskich atrakcji, odzyskanego zdrowia i pięknej pogody za oknem – jest skończone. Nie ma opcji, żeby trwało wiecznie – mowa o życiu doczesnym, życiu naszego ciała, naszej głowy, rąk, nóg, umysłu i zbudowanej wokół nich rzeczywistości. Kiedy to sobie uświadamiamy w przebłysku olśnienia – zawala się cała imponująca budowla, budowla stawiana latami, ulepszana i rozwijana w przekonaniu, że tworzymy dla siebie jakiś bezpieczny port, plon zasług i starań, owoc pracy i tak dalej w tym stylu. Ta przystań, lądowisko, czy jak go zwał – postrzegana bywa przez lata jako cel życia, bo przecież musi być jakiś cel. Tworząc sobie w głowie idylliczną wizję „odzyskanego czasu” zapominamy, że przyszłości nie ma z nami tutaj i teraz. Podobnie jak przeszłość – istnieje wyłącznie w naszej głowie. Istnieje tam tak wyraźnie, że zaczyna być ważniejsza niż wszystko dookoła… I tak „żyjąc tracimy życie” -cytując niezmordowaną Marię Janion.

Czym jest ten upragniony sukces, wizja zapisana tłustym drukiem na twardym dysku? Sukces to spokój, niezależność finansowa, rodzinne szczęście, możliwość zwiedzania świata, udane dzieci i wnuki, status zasłużonego obywatela lub uznanego artysty, dodajcie sobie co chcecie do tej pięknej listy osiągnięć wymienianych po kolei nad trumną w pożegnalnej mowie księdza proboszcza.

Jest bowiem duża szansa, że zamiast spocząć na laurach spoczniemy w grobie. Tymczasem jednak, zatruci myślą o celu spisujemy na straty kolejne poniedziałki, wtorki i środy nie oszczędziwszy nawet niedziel. A każdy dzień to pojedynczy mikro żywot spędzony według wzoru na całe życie.

Poranek jest jak narodziny, otwieramy oczy i wkraczamy w dzieciństwo – niezbędny rozruch przed wyjściem do roboty. Szybko się uczymy chodzić, mówić, myśleć i ogarniać  kondycję fizyczną. Młodość z jej fascynacją ciała to przedpołudniowy optymizm, z każdą chwilą przechodzący w coraz większe zniechęcenie wszystkim dookoła. Mniej więcej w połowie dnia wkraczamy w dorosłość, czyli odpowiedzialność i związany z nią wzmożony zapierdol w domu albo w firmie. Trochę to trwa, godziny się wloką, myślimy już tylko o zasłużonej emeryturze, czyli o końcu zmiany. Jakoś nie wiadomo kiedy robi się wieczór i fajerant. Przyjemne sflaczenie przy kieliszku wina to nic innego jak starość z jej starczą, niekoniecznie głęboką zadumą. Po niej już tylko pozycja horyzontalna, zgłupienie pod ekranem i sen – czyli śmierć. Zasypiamy z uczuciem niespełnienia i zmęczenia równocześnie. Odwalamy kolejne małe żywoty i żaden nas w pełni nie zajmuje, zawsze żyjemy tym następnym. I jak tu nie wierzyć w reinkarnację od jednej do drugiej usranej śmierci? Czy istnieje jakiś sposób na wyrwanie się z tej karuzeli dla chomików?

Dlaczego żaden dzień nie ma treści, która by nam wystarczyła za dziesięć lat nudnego powtarzania schematu? Dlatego, że nie chcemy się pogodzić z tym, że światem rządzi przypadek i upieramy się przy tym co znane. Szczęśliwego zbiegu okoliczności nie da się wyprowadzić z logicznego porządku rzeczy. Jesteśmy na nim skupieni, gdy tymczasem chmury płyną po niebie kompletnie niezauważone a wiewiórki przeskakują z drzewa na drzewo za naszymi plecami. Odejdziemy stąd napakowani wiedzą bezużyteczną i głodni wrażeń jak wilki.

Minuta wyzwolona z porządku czasu stworzyła w nas na nowo, byśmy ją odczuli – człowieka wyzwolonego z porządku czasu – Marcel Proust

Czasem myślę, że pan Bóg po to na ludzi zsyła demencję, żeby się na koniec ową mądrością nie zatruli. To taki jego autorski pomysł na „ umysł zen” w podeszłym wieku. Dlaczego tak to określam? Dlatego, że „umysł zen to umysł początkującego” – jak powiada mistrz Suzuki w swojej książce pod takim właśnie tytułem. Mądrym znaczy być przewidującym – mawiał mój teść i miał na myśli kalkulację popartą doświadczeniem. Oczywiście złym doświadczeniem, bo doświadczeń pozytywnych nie traktujemy poważnie! Teść, przemocowiec z papierami, z którymi w czasach PRL był w stanie, jak to ładnie ktoś ujął „ sterroryzować całe miasto „ – był bowiem szefem Sanepidu – kierował się w życiu tą właśnie zasadą  – potrafił wiele rzeczy przewidzieć. Nie przewidział natomiast końca PRL ani upadku Ameryki, którą kochał miłością beznadziejną, ani tego, że kiedyś go nazwę przemocowcem. Fakt, że przyszłości nie ma, w każdym razie jeszcze nie ma – jest zasadniczo niepodważalny, stąd desperacka próba uchylenia rąbka tajemnicy w postaci przewidywań. Niestety dla teścia i jego teorii, zgodnie z odkryciami Heisenberga i innych zakręconych kolesi od równań – nie ma także przeszłości. Nie ma jej w sensie kwantowym, czyli w tym, w jakim cała reszta właśnie jest. Przeszłość się rozpada, nie pomaga jej fakt, że kiedyś stanowiła owoc obserwacji. Jako kombinacja cząstek i energii – bo tym jest nasz świat widzialny – miała swoje pięć minut w realu. Ale nie została tam! Cząstki się rozbiegły w sobie tylko wiadomym kierunku pod wpływem bliżej nieokreślonych energii i przeszłość istnieje już tylko w naszej pamięci. Traktując ją jako wiedzę o życiu upieramy się przy koncepcji budowania przyszłości w oparciu o doświadczenie z przeszłości, czyli budowania czegoś, czego jeszcze nie ma na podstawie czegoś, czego już nie ma. Jesteśmy coraz bardziej uważni, ale wiewiórki nadal skaczą po drzewach za naszymi plecami.

Umysł zen – to umysł początkującego. Stąd także tak zwane szczęście początkującego, czyli szczęście we wszystkich sytuacjach, w których sukces potrzebuje szczęścia jak tlenu. Początkujący nie ma przed sobą mapy oznaczonych dróg, nie zdążył się wkręcić w tryby ostrożności i ograniczonego zaufania. Stan umysłu początkującego można osiągnąć na każdym etapie życia nie tylko dzięki demencji. Także, na przykład – dzięki medytacji. Zamierając w bezruchu przy zachowaniu pełnej przytomności robimy przerwę w dostawie doświadczeń, dzięki czemu nasza własna, autorska świadomość znajduje drogę do zaistnienia. Świadomość jest więc – jak widać – czymś niezależnym od doświadczenia, jeśli nie przeciwstawnym doświadczeniu.  Człowiek głęboko świadomy wie, że nic nie wie i to mu daje przestrzeń na nieoczekiwane wyjście z zakrętu. Jemu i panu Bogu, czymkolwiek ten biedny pan Bóg ostatecznie się okaże.

W umyśle początkującego jest wiele możliwości, w umyśle eksperta – parę… Shunryu Suzuki

Doświadczenie nas ogranicza, ogranicza nas majątek, zasady, przekonania, statystyka (ta dopiero potrafi zabetonować wszystkie wyjścia) – ogranicza nas własny umysł wypakowany życiową mądrością.

Sprzedaj wszystko co masz i chodź za mną, czy jakoś tak – radził Jezus Chrystus. Sporo w tym racji, sporo desperacji. Sprzedaj, a więc pozbądź się, wyrzuć w cholerę ważne papierki i przekonania. A jeśli to za wiele wymagań to przynajmniej zmień trochę narrację. Nie przesądzaj od razu, że coś się nie uda. Że to nie może być takie proste. Że zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Nie bluźnij – miłe złego początki. Bo potem sprawdzi się tylko jedno – mówisz – masz.

Wiedza nabyta w tym samym stopniu pomaga co przytłacza. Czasem człowiek ma ochotę, żeby zniknęła, jak oryginał Lalki zniknął nagle w Netfliksie.  Byłabym za podobną metamorfozą kilku innych Karusków, Janków Muzykantów, Anielek i Kamizelek. Ciężko się od nich potem uwolnić, zwłaszcza od Karuska.

Tak więc w ramach oczyszczania zainfekowanego nieszczęściem umysłu dobrze jest sobie uświadomić ten całkowity brak przeszłości w przeszłości. Wszystko jest już tylko wspomnieniem utrwalonym pod czaszką. Z całym szacunkiem dla niegdysiejszych bohaterów – nie dajmy się zwariować rzeczom minionym. Nasze fabryczne ustawienia nie obejmują złych zakończeń. Tu nie chodzi o pozytywne myślenie, tylko o pozostawienie pola teraźniejszości, o to, żeby ją wyłowić z magazynu wspomnień i oczekiwań i w pełni przeżyć każdy dzień. Teraźniejszość ma najmocniejsze karty. To ona dyktuje warunki w kwestii tego co było i tego co będzie, bo tylko ona istnieje naprawdę. Nie zawalajmy sobie głowy przeszłością, szczególnie złą przeszłością, bo pod nią grzebiemy intuicję, a intuicja jest narzędziem Opatrzności.

Gdybyśmy mogli nauczyć gołębia pocztowego geografii, to jego nieświadomy lot prowadzący prosto do celu , stałby się przez to niemożliwy. – Carl Gustaw Carus