6 września 2015
Pozory mylą, a jednak czepiamy się ich z uporem godnym lepszej sprawy i ulegamy pierwszemu wrażeniu. Inteligent na przykład ufa elegancji, poddaje się na widok kulturalnego wyglądu osoby i wnętrza, cieszy go obecność antycznych rekwizytów i nieobecność kolorowych paznokci. Na podstawie tego rodzaju atrybutów buduje sobie obraz odpowiedzialnego człowieka. Łatwo też się daje zwieść zamożności, myśli – no przecież taka kasa zobowiązuje! Do czego?? Do niczego, Kowalska, do niczego, a wciąż wpadasz w te same pułapki cudownych domów adopcyjnych. W końcu się nauczę rozpoznawać palanta, zwęszę go, jak pies. Po doświadczeniu z fundacją widać, że miarą wartości człowieka jest odpowiedzialność. Ale to nie jest cecha, którą można zdiagnozować w badaniu ogólnym, cecha nadająca komuś konkretny wygląd czy status. Nie istnieje lista atrybutów określających takie osoby . Kiedyś istniała, przynajmniej w jakimś stopniu. Stąd moja dezorientacja. Patrząc na wysprzątane, eleganckie domy, na porządne ubrania, na książki, obrazy, antyki, sposób bycia, deklaracje słowne – chcę wierzyć, że to jest aura rzetelności. A potem się okazuje, że tak może mieszkać, wysławiać się i wyglądać zwykły cham.
Eteryczna, z klasą ubrana, pięknie zakonserwowana kulturalna pani adoptowała pieska, zabrała go do siebie do Insbrucka i po dwóch tygodniach rozpieszczania przywiozła z powrotem przerażonego w bagażniku. Powrót psa zwróconego z adopcji zazwyczaj odbywa się w bagażniku. Żeby wiedział na pewno, że właśnie ma wylot, żeby zobaczył różnicę, bo przecież dotychczas jeździł na kanapie, żeby był jeszcze bardziej przerażony i upodlony.
Jak mogłam się tak pomylić? No mogłam. Mogłam. Nie dziw, że teraz gryzę paluszki.
Zazwyczaj w prologu takich historii odpłacam bluzgiem. Wyzywam babę od pizd, mówię co myślę, zwalniam się z obowiązku kulturalnego zamknięcia sprawy, bo język hołoty, a z takową mam do czynienia – jest jej językiem rdzennym i jedynym, który dociera, nie przeszkadzają mu świeżo nałożone maski. A sprawę trudno nazwać zamkniętą, bo pies nadal żyje – skrzywdzony, rozżalony, straumatyzowany. Pies jest ofiarą braku odpowiedzialności. Lata niewoli stworzyły społeczeństwo nieodpowiedzialne. Bo zawsze ktoś za nie decydował, ktoś nim rządził. Kultura i klasa to nie słowa, lecz słowność. To wewnętrzny nakaz naprawienia błędów i odpowiadania za nie. To wreszcie elementarna przyzwoitość. Osrane damulki, stworzenia z mgły i galarety otoczone poezją, myślałby kto. Potrafią niewinnemu stworzeniu wbić nóż w plecy, złamać mu życie z powodu śladów łap na dywanie. Misio z meliny – jakimże wartościowym istnieniem był w porównaniu z taką zawoalowaną kurwą. Wystrzygła mu łapki, żeby ten dywan za pięćset euro uratować. Miała ratować psa a ratowała dywan i dębowe futryny. Miał być sterylnym pieskiem, miał na nią patrzeć słodkimi oczkami, bo go uratowała, dobra pani od siedmiu boleści. Dał czadu, wnosił błoto, napierdalał jak wychodziła i skakał na drzwi. Nie ufał jej, nie rozumiał jej oczekiwań, bo była fałszywa a psy wyczuwają fałsz na kilometr, wyczuwał więc i dlatego się denerwował. Chciał ją do siebie przekonać, ale zrozumiał, że temu nie sprosta. Nie pomogła mu w tym, bo nie była człowiekiem tylko kukłą, a on był żywy. I wylądował w bagażniku.
Nie poleci orzeł w gówno…
7 września 2015.
Stary owczarek z hyclowego kojca, jak on się do mnie tulił… jak bardzo był spragniony czułości, to wprost niewiarygodne. Hycel – z grubym karkiem i płaską gębą pozbawioną wyrazu duszę ma brzydką i łeb łysy, bezkształtny. Żona hycla, co hycla za nogi złapała i jest wielką panią hyclową ma się za Cruellę Demon, a jest tłustą glistą, psią glistą. Takim ludziom trzeba sypać odrobaczenie do kawy. Myślą teraz, że mnie wykiwali, bo zabrałam starego owczarka.
8 września.2015
Powinnam napisać, że fajny był film o Turnerze, bo łamanie schematów odnośnie artystów jest lepsze, niż ich podtrzymywanie, ale w filmach o artystach zazwyczaj nie ma nic poza łamaniem lub podtrzymywaniem schematów. Czy nie mogliby zrobić filmu o artyście, który nie jest ani zboczeńcem, ani urzędnikiem? Turnera zagrał charakterystyczny aktor angielski o wyglądzie nadmuchanego chomika i samo to by wystarczyło, ale nie wystarczyło. Z brzucholem i króliczym zgryzem gwałci służącą, jest wyuzdany, bezwzględny, obleśny. Czy ktoś taki mógł malować jak Turner? Zapewne mógł, ale fakt, że geniusz chodzi własnymi drogami i nie trafia zazwyczaj na pięknoduchów z anielskim obliczem to żadne odkrycie. Twarz Michała Anioła nadawałaby się do filmów Wesa Cravena. Ale nie stanowi wystarczającego powodu do filmu o Michale Aniele.
Ech koledzy filmowcy, nie próbujcie pokazywać prawdy o artystach, bo ją można tylko przeżyć. Dlatego filmy o filmowcach wychodzą wam znacznie lepiej.
10 września 2015
Wzięłam szczeniaka na tymczas. Podobno były z nim same problemy. Ze szczeniakiem nie ma żadnych problemów, jeśli go wychowuje stado. Szczeniak od świtu szaleje po podwórku, śpi byle gdzie, zostaje z całą bandą dorosłych psów w altanie albo w kuchni i czuje się spełniony jako pies. I czego więcej potrzeba psiemu dziecku? Jak każdemu dziecku wystarczy poczucie bezpieczeństwa i miejsce we wspólnocie, dużo fizycznego ruchu, dobre żarcie i zabawa od rana do wieczora. Kłopoty zawsze sprawia człowiek, który spodziewa się wdzięczności i posłuszeństwa od psa – patrz Misio. Ale nie tylko Misio. Patrz większość dzieci rodziców nie umiejących kochać i produkujących następne pokolenia wytresowanych lub rozpuszczonych przekupstwem kalek. Warunki w jakich pies żyje nie mają dla niego żadnego znaczenia, jeśli nie musi się zamienić w takie dziecko – grzeczne i uległe wobec faktu, że ktoś na nie pracuje. Świadome, że to forma pożyczki, którą trzeba będzie spłacić. Skrzydła same odpadają.
12 września 2015.
A dzisiaj mi się śnił Polański, po raz trzeci w życiu. Pierwszy raz 27 lat temu, na przymusowych wakacjach nad polskim morzem, byłam w ciąży i czas ten uznałam za stracony, stąd zgoda na dwa tygodnie w ośrodku wypoczynkowym. Zimno i deszcz dopełniały koszmaru, socjalistyczny pawilon jak ze złego snu, ale sen z Polańskim dla przeciwwagi był dobry. Dawał słodką nadzieję, że wszystko, nawet urlop kiedyś się skończy. Sam Polański tego popołudnia wydał mi się o wiele bardziej prawdziwy niż pokój ze śmierdzącym prysznicem, krzywą kanapą i betonowym tarasem. Morze było zimne jak woda w potoku a las tonął w śmieciach. Ostatni rok socjalizmu w Polsce. Przez kilka godzin byłam dziewczyną Polańskiego, nie tą zamordowaną ani nie tą zgwałconą, miał też inne, o których się tyle nie mówi. Obudziłam się z tak strasznym żalem do życia, że do dzisiaj pamiętam i ten sen i ten żal w sobie.
Po raz drugi zobaczyłam go na werandzie w Kościelisku, owiniętego w kołdrę. Mam takie zdjęcie w kołdrze na tej werandzie, ale ktoś nas podmienił przez sen. To było jakieś 10 lat temu. Zdjęcie mi zrobił Maciek.
Dzisiaj zupełnie inna sceneria. W pokoju na jakimś psim wyrze pełnym piachu spał Polański, nieprzytomny ze zmęczenia, w bardzo eleganckim smokingu. Delikatnie uniosłam mu głowę i podłożyłam pod nią kawałek czystej szmaty. Bo na brudnej leżał. Zamruczał, że jest ok. Poleciałam szybko szukać jakiejś książki, którą wiedziałam, że muszę mieć, najlepiej dwóch, bo potrzebowałam autografu na bazarek dla psów.
Prawdopodobnie we wszystkich tych snach śniłam się sama sobie.
17.09.2015
Zapaliłam dzisiaj w piecu, nie ma prądu, bo nieustannie coś reperują, co tam można tyle naprawiać?
Najpiękniej na świecie pachną gorące morele. Konfitura morelowa i krewetki tygrysie nigdy mi się nie znudzą. Podobnie jak gorzka kawa i herbata pomarańczowa czarna. Wolność to ograniczenie potrzeb i apetytów do minimum i to minimum sprawia, że sprawdzone rzeczy pozostaną na zawsze atrakcyjne.
Jeszcze dzień i wyjeżdża to małe diablę. Kiedy śpi jest samą słodyczą a rozbudzone wymaga nieustannej czujności, bo zrobiło się zimno i wzięłam potwora do domu. Nasikała na dywan, rozpakowała zakupy, znalazła w nich gąbki i wszystkie pogryzła. Kuchnia wyglądała jakby śnieg napadał. Z deszczem, bo na nie naszczała. Psy uciekły, dziadki chowają się przed nią po kątach, liczymy godziny do szczęśliwej adopcji. Ale wiem, że będę tęsknić i ona też. Będzie miała kanapy, prywatne osiedle, najlepsze puszki i toyotę rav4, ale nie będzie już nigdy tak wolna i szczęśliwa jak ze mną. Fuck.
18 września.
Pojechała. Wszyscy odetchnęli. Zaległa cisza przerywana tylko chrapaniem Maksia. On ma anielską cierpliwość do szczeniaków, ale to nie znaczy, że się nie zmęczył.
Śniło mi się, że zdążyłam na tramwaj do Paryża.
19 września.
Hycel wstawia na stronę schroniska zdjęcie suczki i pisze, że jest młoda, ładna i do adopcji. A wszyscy widzą, że jest przerażona, chuda i ma alergię. Na jego profil ludzie boją się wchodzić, żeby się nie załamać, chociaż nie opisuje żadnej tragedii. Ale on naprawdę nie ma pojęcia, że te psy cierpią. Trzy czwarte populacji nie ma pojęcia o cierpieniach zwierząt, ponieważ oko nie jest narządem wzroku. Jest nim jedynie serce. Oko tylko rejestruje, jak aparat fotograficzny, ale aparat nie wie, co sfotografował. Dlatego masa zdjęć, która ominęła serce – trafia prosto do dupy.
Pomiędzy hyclem a fundacją zachodzi klasyczny paradoks interpretacji. Religie to w rzeczywistości różne odmiany interpretacji prawdy, która przestaje być prawdą na skutek owej interpretacji. Prawda nie potrzebuje interpretacji a dowieść jej można wyłącznie za sprawą tak zwanych owoców prawdy, bo dla większości ludzi pozostaje niewidzialna. Dialektyka hycla i dialektyka fundacji wydają się identyczne. On zabiera psy z bezdomności i fundacja je zabiera. On potrzebuje na to pieniędzy, fundacja podobnie. Jemu zależy na tym, żeby psy wyjeżdżały, bo zwalniają się miejsca dla nowych psów, fundacji z tych samych przyczyn zależy na tym samym. On ma swoją stronę na face booku, gdzie zamieszcza zdjęcia psów i fundacja ma swoją ze zdjęciami swoich psów. I on i fundacja przedstawia te psy, jako uratowane. Dlaczego zatem fundacja ratuje psy od hycla ??? Żeby to zrozumieć, należałoby popatrzeć na te psy sercem. Dla tych, którzy patrzą sercem – różnica jest oczywista. Po ciemnej stronie mocy jest masa ludzi posługujących się interpretacją prawdy bez udziału serca.
Kierownik wydziału środowiska pan Pypeć z miasta S. pokazywał mi zdjęcie psa chudego, całego w strupach, z odleżynami, starego. Niech pani zobaczy, jakie my tu mamy psy i niech mi pani tu nie mówi, że ja się nie znam na psim nieszczęściu! Pytam, co zrobili z psem? No jak to co, uśpiliśmy natychmiast! No właśnie, a my takie psy ratujemy. Według pana Pypcia to my mamy pypcia, nie on.
11 września 2015
Po śnie, który mi pokazał rzeczywistość jako symbol jedynie prawdziwego świata, nieznanego ale też nie namalowanego – mam wrażenie, że właśnie wróciłam do obrazu, do obrazka na dnie talerza, jak Michaś z Mary Poppins. Codziennie rano wchodzę do tego obrazka i jestem prawie pewna, że to jest rzeczywistość, podczas gdy zasypiając WIEM, CZUJĘ, że nie jest. To, co stworzone i materialne – nie jest prawdziwe. Prawdy się nie stwarza, ona po prostu JEST.
Jeśli nie będę o tym pamiętać utonę w rzece, której nie ma.
14 wrzesień
Śnią mi się psy, moja twarz porasta sierścią, zamieniam się w buldoga. Ratunkiem jest pisanie i rysowanie, pisarzem już chyba nie będę, chyba że ten dziennik kiedyś przemówi zza grobu. Śmierć mnie wyzwoli, będzie też weryfikacją mojej uczciwości, dlatego czasem nie mogę się jej wręcz doczekać, jak aktor Oskara.
Człowiek pióra z niecierpliwością rozgląda się dookoła, czy aby na pewno wszyscy już szczęśliwie umarli i nie powstaną obrażeni, że o nich piszę bez cenzury. Czy sprawy się dostatecznie przedawniły, by mogły stanowić temat bez zarzutów o zniesławienie? Ciągle jeszcze to z lewej to z prawej atakują mnie duchy przeszłości zaznaczając, że nie przeszły jeszcze w stan zupełnie lotny. I rzeczywiście, lotnością nie grzeszą. Istnieje możliwość, że kopnę w kalendarz przed nimi. Dlatego piszę do szuflady i mam nadzieję, że śmierć mnie wyzwoli.
Pomaganie psom sprawia, że się dystansujesz do ludzi jeszcze bardziej. Ratujesz świat, owszem, ale to nie jest ludzki świat. A rzeczywistość to ludzki świat. Poznawanie psiego jest równie abstrakcyjne jak kontemplacja ozdobnych krzewów w ogrodzie botanicznym. Dla ludzi, nie dla krzewów. Wchodzisz w świat pozaludzki, psi.
16 września 2015
Byłam w mieszkaniu aktorki, w centrum Warszawy, białe mieszkanie, białe mebelki, białe poduszki. Przywiozłam jej białego psa, będzie teraz zadzierał nosa na Nowym Świecie. Nowy Świat, szczyt marzeń. Mogłabym sprzedać dom i mieć to samo. Nie mogłabym. I chyba bym nie chciała.
Obsługuję teraz własny wszechświat i opowiadanie o nim koleżance ciekawej co u mnie słychać jest absurdem.
Jednak ona nie rezygnuje, raczy mnie historiami o ludziach, których kiedyś znałam … mój umysł pozostający w stanie wiecznego czuwania szybko kasuje te informacje pomny swoich zadań głównych, których mu napiętrzyłam w chwili, kiedy się szykował do stanu spoczynku. Ona tymczasem zmienia temat na opowieści o zwierzętach, licząc na większe zainteresowanie, ale skutek jest ten sam. Wspomnienie o ukochanej suczce Fisi, która miała alergię albo o kocie Bibelocie odebranym pijakowi -mój system operacyjny kasuje zanim zapamięta, bo ważne są tylko te przypadki, które wymagają konkretnego działania. Cała reszta trafia bezpośrednio do przeciwległego ucha, z którego wylatuje w przestrzeń międzyplanetarną.. Wyjątkiem są rozmowy z Zośką o koniach. W słuchawce słyszę miarowy stukot kopyt. Dzwoni zazwyczaj, kiedy stępuje, albo wraca do stajni.
22 września, wczoraj znowu Wawa, auto zarzygane i kupa pod fotelem. Kupę zawiniętą w serwetkę usiłowałam dyskretnie wyrzucić opuściwszy szybę, ale nie wyszło dyskretnie. Cały korek odprowadzał wzrokiem wylatujące z okna mojego samochodu ekskrementy.
Ilustracja – Agnieszka Kowalska „Prośba o dom”